Nooo dobrze. Jian. Moja nie taka znów nowa zabawka. Kolejna z broni o której "wszyscy wiedzą", a która tak na dobrą sprawę pozostaje nieznana.
Na początek najprostsze i najłatwiejsze do ustalenia fakty, których nawet twórcom filmów fantasy nie udaje się pominąć: mamy do czynienia z bronią sieczną, obusieczną, jedno bądź dwu ręczną, z długą rękojeścią o mało rozbudowanym jelcu.
Pierwotnie, podobnie jak i w Europie, była to broń o zastosowaniu jak najbardziej bojowym, masywna, przeznaczona raczej do rąbania niż do kłucia (niektóre egzemplarze były całkowicie pozbawione sztychu).
Przykłady brązowych mieczy z okresu Walczących Królestw.
To co dziś uznajemy za "typowy" jian to miecz z epok Ming/ Quing, czyli ledwie dwu ostatnich dynastii panujących w Chinach i 500 ostatnich lat rozwoju tej broni (przy czym użycie słowa "rozwój" dla tej schyłkowej epoki jest pewnym nadużyciem). W każdym razie jedno jest pewne: w okresie o którym mowa była to broń typowo cywilna, używana przez uczonych, urzędników i arystokratów jako oznaka statusu i narzędzie samoobrony. Miecz, jako atrybut bothisattvy Manjusri i taoistycznych nieśmiertelnych był symbolem mądrości i z tego powodu stał się jednym z akcesoriów towarzyszących wszelkiej maści uczonym. Czasami nosili go oficerowie i dowódcy, ale funkcję użytkową na polu bitwy przejęła szabla dao. Jeśli szukać jakichkolwiek odpowiedników jiana w arsenale europejskim, to najbliższy chińskiemu mieczowi z tej epoki byłby rapier europejski w swojej wczesnej wersji, choćby ten z traktatów Marozza (nota bene pochodzący mniej więcej z tego samego czasu). Przeznaczony głównie do kłucia, choć ciągle wystarczająco masywny żeby cięcia były możliwe. Stosowany niemal wyłącznie "samodzielnie", bez broni towarzyszącej (co z punktu widzenia pola walki jest kompletnym absurdem i tylko poświadcza twierdzenie o cywilnym pochodzeniu), choć- podobnie jak w przypadku rapierów- zdarzały się przypadki użycia dwu bliźniaczych mieczy i- ponownie, podobnie jak w Europie- były one raczej rzadkie. Ponownie (bo analogia jest tu zbyt wyraźna żeby ją pominąć) tak jak i rapier na naszym podwórku, jian wymagał długotrwałego, a co za tym idzie kosztownego, treningu, co było kolejną z przyczyn, dla których nie cieszył się popularnością wśród niższych warstw, wśród których królowała łatwiejsza do opanowania (przynajmniej jeśli chodzi o poziom podstawowy), premiująca siłę fizyczną szabla dao.
Portret Dorgona, księcia Rui (1612– 1650). Ładnie wyeksponowany na stojaku, ozdobny jian- ważna oznaka statusu portretowanego.
Praktykom europejskich sztuk walki sam podział ostrza proponowany w chińskich traktatach prawdopodobnie również wyda się znajomy. Dzieli się je zwykle na trzy równe części, z których tylko sztych jest ostry, natomiast dwie pozostałe (zwłaszcza najbardziej masywna, leżąca najbliżej rękojeści) są tępe i służą do blokowania. Taki pokrój głowni w oczywisty sposób determinuje taktykę walki- praktyk jian shu będzie raczej unikał bliskiego dystansu, starając się utrzymywać przeciwnika na odległość. W repertuarze technik znajdują się również uderzenia głowicą rękojeści i dźwignie a także (choć to już- ze zrozumiałych przyczyn- rzadkość) kopnięcia.
Szarfa czy pompon wiązany przy rękojeści, które dziś w świecie praktyków sztuk walki są często uznawane za elementy bardzo ważne z punktu widzenia techniki, to kolejne pozostałości "urzędniczej" przeszłości, czasów, kiedy kolor tego rodzaju elementu świadczył o dworskiej randze użytkownika. W realnej walce bardziej przeszkadzał niż pomagał- nie dość że plątał się, zmieniał wyważenie broni i na dodatek wyjątkowo łatwo było za niego chwycić, co dla przeciwnika jest wprost wymarzoną szansą.
Miecze których obecnie używają niektórzy praktycy tai-chi i wu-shu- cienkie i wiotkie wstążki metalu- stanowią całkowite zaprzeczenie jakiegokolwiek utylitaryzmu i nie są niczym więcej niż akcesoriami gimnastycznymi, choć ich ogólny pokrój w bardzo ogólnym zarysie nawiązuje do wzorców historycznych.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jianshu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jianshu. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 grudnia 2012
wtorek, 4 grudnia 2012
Miecz Taiji, klasyczny styl Yang
Chyba pora na krótki odpoczynek od Hekiganroku. Do mojej kolekcji dołączyła kolejna książka poświęcona chińskiemu mieczowi, tym razem "Taji Sword, Classical Yang Style" autorstwa dr. Yang, Jwing-Ming'a. Autor pochodzi z Tajwanu, jest znanym nauczycielem Taijiquan i Quigong.
W przeciwieństwie do "The Complete Jianshu" omawianego wcześniej, która próbowała podejścia nieco zbliżonego do tego jakie zaproponowało kendo, czyli dokonania wyboru i koniecznej redukcji zestawu technik, tutaj mamy do czynienia z bardziej tradycyjnym potraktowaniem tematu.
Autor, po zakończeniu obowiązkowej gry wstępnej (wszelkie podziekowania, dedykacje i inne tego rodzaju formalności zajmują pierwszych 10 stron) rozpoczyna od opisu tego czym jest miecz, jak się z nim obchodzić (etykieta miecza) i rysu historycznego. Ujmując rzecz możliwie oględnie, nie jest to szczególnie porywająca część książki, sprawia raczej wrażenie kolejnej "jazdy obowiązkowej" którą trzeba odbębnić ale która w gruncie rzeczy nieprzesadnie autora obchodzi.
Po 20 stronach suchego tekstu dochodzimy do części o wiele bardziej interesujących, czyli 79 stron podstaw. Zawierają one króciutkie wprowadzenie, opis sposobów trzymania miecza, ważniejsze postawy, ćwiczenia energetyczne (czyli po prostu kilka prostych ćwiczeń Qi Gong), po których następuje opis podstawowych pojęć oraz technik. Brzmi to nieco słownikowo, ale w rzeczywistości jest jednym z lepszych kompendiów pojęć- nazw cięć i bloków stosowanych w szermierce jian. Autor powołuje się tu na definicje z kilku źródeł, głównie: "The Great Importances of Wudang Sword Techniques", "The Great Dictionary of Chinese Wushu", "The Seven Star Sword". Każda z 30 technik pokazana jest na serii fotogramów (3-4, zależnie od stopnia skomplikowania), objaśniona cytatem ze źródła oraz komentarzem autora. Nazwy technik podane są w wersji angielskiej, romanji oraz- jakżeby inaczej- w zapisie oryginalnym.
Dalej znajdujemy przedstawioną krok po kroku formę. Poszczególne ruchy zaprezentowane są w podobny sposób w jaki przedstawiano podstawy, jedyną różnicą jest dodanie zastosowań praktycznych czyli tego, co wyjątkowo rzadko można zobaczyć w pokazach Wushu, a co stanowi główny przedmiot zainteresowania praktyków Jianshu. Kolejny solidny (79 stron) i dobrze podany kawał mięsa.
Ostatnim z rozdziałów "praktycznych" są zajęcia w parach czyli zadaniówka. Zbiór 10 kombinacji do wykonywania z partnerem, "zapętlonych" tak, żeby można było pracować nad wyrobieniem nawyków, w sposób który wszyscy praktycy wschodnich walki z miejsca rozpoznają.
Całość zamyka podsumowanie oraz dwa dodatki: słownik nazw technik stosowanych w mieczu Taiji (w praktyce nazwy te są takie same w obrębie większości szkół Wushu z którymi się spotkałem) oraz tłumaczenie i słowniczek chińskich zwrotów i terminów użytych w książce.
Sumując: moim zdaniem książka o kilka poziomów lepsza niż "The Complete Jianshu". Techniki pokazane bez zbędnej mistycznej propagandy i nabijania tekstu "byle więcej"- samo gęste, podane przejrzyście i "uczciwie", bez sadzenia się na zarabianie kasy na udawanej głębi. Szczerze polecam.
W przeciwieństwie do "The Complete Jianshu" omawianego wcześniej, która próbowała podejścia nieco zbliżonego do tego jakie zaproponowało kendo, czyli dokonania wyboru i koniecznej redukcji zestawu technik, tutaj mamy do czynienia z bardziej tradycyjnym potraktowaniem tematu.
Autor, po zakończeniu obowiązkowej gry wstępnej (wszelkie podziekowania, dedykacje i inne tego rodzaju formalności zajmują pierwszych 10 stron) rozpoczyna od opisu tego czym jest miecz, jak się z nim obchodzić (etykieta miecza) i rysu historycznego. Ujmując rzecz możliwie oględnie, nie jest to szczególnie porywająca część książki, sprawia raczej wrażenie kolejnej "jazdy obowiązkowej" którą trzeba odbębnić ale która w gruncie rzeczy nieprzesadnie autora obchodzi.
Po 20 stronach suchego tekstu dochodzimy do części o wiele bardziej interesujących, czyli 79 stron podstaw. Zawierają one króciutkie wprowadzenie, opis sposobów trzymania miecza, ważniejsze postawy, ćwiczenia energetyczne (czyli po prostu kilka prostych ćwiczeń Qi Gong), po których następuje opis podstawowych pojęć oraz technik. Brzmi to nieco słownikowo, ale w rzeczywistości jest jednym z lepszych kompendiów pojęć- nazw cięć i bloków stosowanych w szermierce jian. Autor powołuje się tu na definicje z kilku źródeł, głównie: "The Great Importances of Wudang Sword Techniques", "The Great Dictionary of Chinese Wushu", "The Seven Star Sword". Każda z 30 technik pokazana jest na serii fotogramów (3-4, zależnie od stopnia skomplikowania), objaśniona cytatem ze źródła oraz komentarzem autora. Nazwy technik podane są w wersji angielskiej, romanji oraz- jakżeby inaczej- w zapisie oryginalnym.
Dalej znajdujemy przedstawioną krok po kroku formę. Poszczególne ruchy zaprezentowane są w podobny sposób w jaki przedstawiano podstawy, jedyną różnicą jest dodanie zastosowań praktycznych czyli tego, co wyjątkowo rzadko można zobaczyć w pokazach Wushu, a co stanowi główny przedmiot zainteresowania praktyków Jianshu. Kolejny solidny (79 stron) i dobrze podany kawał mięsa.
Ostatnim z rozdziałów "praktycznych" są zajęcia w parach czyli zadaniówka. Zbiór 10 kombinacji do wykonywania z partnerem, "zapętlonych" tak, żeby można było pracować nad wyrobieniem nawyków, w sposób który wszyscy praktycy wschodnich walki z miejsca rozpoznają.
Całość zamyka podsumowanie oraz dwa dodatki: słownik nazw technik stosowanych w mieczu Taiji (w praktyce nazwy te są takie same w obrębie większości szkół Wushu z którymi się spotkałem) oraz tłumaczenie i słowniczek chińskich zwrotów i terminów użytych w książce.
Sumując: moim zdaniem książka o kilka poziomów lepsza niż "The Complete Jianshu". Techniki pokazane bez zbędnej mistycznej propagandy i nabijania tekstu "byle więcej"- samo gęste, podane przejrzyście i "uczciwie", bez sadzenia się na zarabianie kasy na udawanej głębi. Szczerze polecam.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Nie-tak-znowu-Complete JianShu
Chiński jian jest dość osobliwym przypadkiem. Broń bez której nie obejdzie się chyba żadna szkoła tai chi czy kung fu, wykorzystywana w setkach- jeśli nie tysiącach- form
i układów. Równocześnie całkowicie niemal wymarła umiejętność praktycznego jej zastosowania. Praktycznego- to znaczy do walki pełnokontaktowej, z przeciwnikiem który nie będzie patrzył na to czy changshan wystarczająco efektownie się układa albo czy cycata blondyna w pierwszym rzędzie zauważa go czy nie, tylko całą swoją uwagę skupi na tym jak możliwie szybko i sukutecznie przy...łożyć w łeb i wygrać starcie. Ostatnimi czasy ten stan rzeczy powoli- wręcz zaskakująco wolno- ulega zmianie. Powstają kolejne ugrupowania skupiające się na zrekonstruowaniu Jianshu i zrobieniu z niego pełnoprawnej sztuki walki, mogącej konkurować z kendo czy choćby DESW. Co ciekawe większość z nich działa poza granicami Chin. Największa to World Jianshu League, jeśli się nie mylę z USA, http://www.worldjianshu.org/) i Traditional Chinese Sword League z Australi (http://www.swordleague.com/). Obie organizacje robią co mogą żeby tworzyć filie
i organizować zawody, póki co co prawda z dość mizernym rezultatem, ale jeśli zerknąć na to, jak wyglądały początki DESW można mieć nadzieję że z czasem będzie coraz lepiej.
W moje ręce wpadła ostatnio książka robiąca furorę, reklamowana jako „najbardziej kompletny podręcznik sztuki walki chińskim mieczem” czyli „The complete jianshu. Chinese combat sword for sport”, autorstwa sifu Jasona Tsou i Artura Shonfelda.

Rzecz wydana bardzo praktycznie. Miękka okładka, wewnątrz 237 stron spiętych sprężynką, co znakomicie przedłuża żywotność każdego podręcznika, zwłaszcza w sali treningowej.

Całość podzielono na 6 rozdziałów:
Wprowadzenie (strony 1-20)
Głównie opis budowy miecza, nazewnictwo jego części oraz opis protektorów, tak tych uznawanych za wmagane, jak i opcjonalnych.
Omówienie głównych zasad (21-58)
Sposoby trzymania rękojeści, kilka słów o konieczności symetrycznego ćwiczenia obu rąk, koncept „bram” (w szermierce europejskiej: otwarć), dystansów, synchronizacji w czasie
i drobna dolewka mistycznego jumbo-jumbo (koniec końców mówimy o wschodniej sztuce walki), szcześciem podanego w dość strawnym sosie.
Podstawy Jianshu (58-111)
Rozgrzewka, statyczna i dynamiczna, ćwiczenia koordynacji, Qi Gong dla praktyków jianshu, wreszcie postawy.
Trening (112-194)
Trzy zestawy ćwiczeń: ofensywne, defensywne i związane z „kontrolą bram” (mówiąc po ludzku: bloki dynamiczne), ćwiczenia zadaniowe w parach, kombinacje.
Praca nóg (193-210)
Sparring (211-221)
System punktów, opis wyposażenia, rozmiar planszy, sposób oceniania. Część przeznaczona dla osób myślących o bardziej sportowym podejściu.
Mamy też dodatki, zawierające tablice z zestawieniami wszystkich ćwiczeń, technik
i kombinacji. Wszystkie techniki pokazane są na seriach czarno-białych ilustracji. Książce towarzyszy płyta DVD, z demonstracją większości „mięsa” zawartego w podręczniku- poszczególnych ćwiczeń, technik, jest tu również przykład walk zadaniowych i sparringów. Całość jest dość ciekawą inicjatywą, ale nie ma co ukrywać- obarczoną wszystkimi możliwymi chorobami wieku dziecięcego. Kulawa angielszczyzna (skoro nawet ja to zauważam, to rzeczywiście musi to być dość koszmarna wersja angielskiego) jest do przełknięcia, koniec końców to nie epos poetycki, ważne żeby dało się zrozumieć „co autor miał na myśli”. Nieco poważniejszym grzechem jest fakt skoncentrowania się autorów na technikach solo. Pierwsze zdjęcia pary ćwiczącej w duecie znajdują się na stronie ...211, ostatnie- na 214, co daje nam raptem dwie kartki pokazujące samo starcie. Byłoby to zrozumiałe gdybyśmy mówili o podręczniku przeznaczonym wyłącznie dla osób początkujących, na dodatek z gatunku tych, które mają problemy z rozróżnieniem końców miecza. W pracy mającej w tytule słowo „complete” wygląda to na nieporozumienie. Sytuację nieco ratuje DVD, ale tu z kolei wyłazi inny problem- mówiąc językiem szermierzy ewidentny „brak obicia” obu demonstrujących techniki. Dopóki demonstrują techniki solo jest całkiem nieźle, widać że tą część mają opanowaną, są obyci z samą bronią, ale w sytuacji walki z przeciwnikiem pojawiają się jakieś cudaczne przyruchy, widać typową dla początkujących koncentrację na mieczu (tak własnym jak i przeciwnika) i technice oraz brak rzeczywistej intencji trafienia. Sama szermierka wygląda na dość podobną do wczesnego europejskiego rapiera- tego z traktatów Marozzo czy Agrippy. Moim zdaniem rapierzysta czułby się na sali treningowej jianshu jak ryba w wodzie, a i połączenie metody treningowej zaproponowanej przez sifu Tsou z rozwiązaniami taktycznymi choćby Capoferro nie byłoby jakąś straszną herezją.
Sumując: wbrew temu co sugeruje tytuł mamy do czynienia z solidnym podręcznikiem WPROWADZAJĄCYM do zapomnianej sztuki walki, której reanimacja na dobrą sprawę dopiero się zaczyna. Wygląda na to, że dział chiński imaginacyjnego muzeum sztuki walki bronią sieczną ciągle czeka na swojego Kustosza.
i układów. Równocześnie całkowicie niemal wymarła umiejętność praktycznego jej zastosowania. Praktycznego- to znaczy do walki pełnokontaktowej, z przeciwnikiem który nie będzie patrzył na to czy changshan wystarczająco efektownie się układa albo czy cycata blondyna w pierwszym rzędzie zauważa go czy nie, tylko całą swoją uwagę skupi na tym jak możliwie szybko i sukutecznie przy...łożyć w łeb i wygrać starcie. Ostatnimi czasy ten stan rzeczy powoli- wręcz zaskakująco wolno- ulega zmianie. Powstają kolejne ugrupowania skupiające się na zrekonstruowaniu Jianshu i zrobieniu z niego pełnoprawnej sztuki walki, mogącej konkurować z kendo czy choćby DESW. Co ciekawe większość z nich działa poza granicami Chin. Największa to World Jianshu League, jeśli się nie mylę z USA, http://www.worldjianshu.org/) i Traditional Chinese Sword League z Australi (http://www.swordleague.com/). Obie organizacje robią co mogą żeby tworzyć filie
i organizować zawody, póki co co prawda z dość mizernym rezultatem, ale jeśli zerknąć na to, jak wyglądały początki DESW można mieć nadzieję że z czasem będzie coraz lepiej.
W moje ręce wpadła ostatnio książka robiąca furorę, reklamowana jako „najbardziej kompletny podręcznik sztuki walki chińskim mieczem” czyli „The complete jianshu. Chinese combat sword for sport”, autorstwa sifu Jasona Tsou i Artura Shonfelda.

Rzecz wydana bardzo praktycznie. Miękka okładka, wewnątrz 237 stron spiętych sprężynką, co znakomicie przedłuża żywotność każdego podręcznika, zwłaszcza w sali treningowej.

Całość podzielono na 6 rozdziałów:
Wprowadzenie (strony 1-20)
Głównie opis budowy miecza, nazewnictwo jego części oraz opis protektorów, tak tych uznawanych za wmagane, jak i opcjonalnych.
Omówienie głównych zasad (21-58)
Sposoby trzymania rękojeści, kilka słów o konieczności symetrycznego ćwiczenia obu rąk, koncept „bram” (w szermierce europejskiej: otwarć), dystansów, synchronizacji w czasie
i drobna dolewka mistycznego jumbo-jumbo (koniec końców mówimy o wschodniej sztuce walki), szcześciem podanego w dość strawnym sosie.
Podstawy Jianshu (58-111)
Rozgrzewka, statyczna i dynamiczna, ćwiczenia koordynacji, Qi Gong dla praktyków jianshu, wreszcie postawy.
Trening (112-194)
Trzy zestawy ćwiczeń: ofensywne, defensywne i związane z „kontrolą bram” (mówiąc po ludzku: bloki dynamiczne), ćwiczenia zadaniowe w parach, kombinacje.
Praca nóg (193-210)
Sparring (211-221)
System punktów, opis wyposażenia, rozmiar planszy, sposób oceniania. Część przeznaczona dla osób myślących o bardziej sportowym podejściu.
Mamy też dodatki, zawierające tablice z zestawieniami wszystkich ćwiczeń, technik
i kombinacji. Wszystkie techniki pokazane są na seriach czarno-białych ilustracji. Książce towarzyszy płyta DVD, z demonstracją większości „mięsa” zawartego w podręczniku- poszczególnych ćwiczeń, technik, jest tu również przykład walk zadaniowych i sparringów. Całość jest dość ciekawą inicjatywą, ale nie ma co ukrywać- obarczoną wszystkimi możliwymi chorobami wieku dziecięcego. Kulawa angielszczyzna (skoro nawet ja to zauważam, to rzeczywiście musi to być dość koszmarna wersja angielskiego) jest do przełknięcia, koniec końców to nie epos poetycki, ważne żeby dało się zrozumieć „co autor miał na myśli”. Nieco poważniejszym grzechem jest fakt skoncentrowania się autorów na technikach solo. Pierwsze zdjęcia pary ćwiczącej w duecie znajdują się na stronie ...211, ostatnie- na 214, co daje nam raptem dwie kartki pokazujące samo starcie. Byłoby to zrozumiałe gdybyśmy mówili o podręczniku przeznaczonym wyłącznie dla osób początkujących, na dodatek z gatunku tych, które mają problemy z rozróżnieniem końców miecza. W pracy mającej w tytule słowo „complete” wygląda to na nieporozumienie. Sytuację nieco ratuje DVD, ale tu z kolei wyłazi inny problem- mówiąc językiem szermierzy ewidentny „brak obicia” obu demonstrujących techniki. Dopóki demonstrują techniki solo jest całkiem nieźle, widać że tą część mają opanowaną, są obyci z samą bronią, ale w sytuacji walki z przeciwnikiem pojawiają się jakieś cudaczne przyruchy, widać typową dla początkujących koncentrację na mieczu (tak własnym jak i przeciwnika) i technice oraz brak rzeczywistej intencji trafienia. Sama szermierka wygląda na dość podobną do wczesnego europejskiego rapiera- tego z traktatów Marozzo czy Agrippy. Moim zdaniem rapierzysta czułby się na sali treningowej jianshu jak ryba w wodzie, a i połączenie metody treningowej zaproponowanej przez sifu Tsou z rozwiązaniami taktycznymi choćby Capoferro nie byłoby jakąś straszną herezją.
Sumując: wbrew temu co sugeruje tytuł mamy do czynienia z solidnym podręcznikiem WPROWADZAJĄCYM do zapomnianej sztuki walki, której reanimacja na dobrą sprawę dopiero się zaczyna. Wygląda na to, że dział chiński imaginacyjnego muzeum sztuki walki bronią sieczną ciągle czeka na swojego Kustosza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
