niedziela, 20 listopada 2016

Zawsze pierwszą w prawo

Brama czwarta. Czwarta litera alfabetu herbajskiego- Dalet (drzwi), rzymska czwórka i grecka delta. Maksyma towarzysząca obrazowi to

FOR. N.N OMN. A.QVE

FORTUNA NON OMNIBUS AEQUE

Fortuna nie wszystkich traktuje tak samo (nie wszyscy mają równe szczęście).

Błazen z laską stoi przed drzwiami prowadzącymi do ośmiokątnego labiryntu. Przed nim, na ziemi, leżą trzy kości, każda z oczkami 1,2 i 3. W wersji LCF labirynt jest otwarty z obu stron, w AT wyjście jest zamknięte.

Labirynt jest jednym z najstarszych symboli znanych ludzkości. Jednym z tych, które pojawiły się jeszcze w czasach łupania kamienia. Jak wszystkie stare symbole obrósł setkami znaczeń- jedne z nich zastępowały drugie. Od symboli solarnych, poprzez kult przodków, rytów inicjacyjnych… było ich mnóstwo a opowiadanie o wszystkich rozdęłoby ten post do rozmiarów doktoratu z czasów, kiedy nikt nie uznawał za “wyższe” wykształcenia nabytego w trakcie dwóch lat studiów. Z racji szczupłości miejsca i mojego lenistwa skoncentruję się wyłącznie na tropach istotnych dla odcyfrowania znaczenia interesującej nas ryciny.


Na terenach północnej Europy, od Anglii, przez Niemcy, Skandynawię i Polskę aż do Rosji bardzo popularne były tzw. turf mazes- labirynty wycięte w murawie. Na dobrą sprawę nikt nie potrafi powiedzieć, jak stare (bądź starożytne) były. Will Szekspir w swoim “Śnie nocy letniej” (polski przekład niestety nie staje na wysokości zadania, pisząc o nich jako o “trawą zarosłych chodnikach”, a grę w młynka nazywając "kręgielnią")

"The nine men's morris is fill'd up with mud;
and the quaint mazes in the wanton green,
for lack of tread are undistinguishable."

Kręgielnie błotem dzisiaj zapełnione,
A powikłane na łąkach chodniki
Nie zostawiły i śladu po sobie;


O tych pierwotnych, trawiastych labiryntach wiemy, że były ważną częścią obchodów pogańskich świąt, a z czasem, znajomym trybem, zostały inkorporowane do obrzędów chrześcijańskich. W Polsce- Zielonych Świątek. Tak u nas, jak i na terenie Rzeszy, podejrzanie często nazywało się je “grobami Szwedów”, uznając za miejsce pochówku szwedzkich oficerów, mimo że równocześnie powszechne było przekonanie, że są w istocie dużo starsze. Znane są również pod innymi nazwami, będącymi wariacją określenia “mury Troi”. Jako takie miałyby być rodzajami planów czy makiet miasta upadłego przez podstęp boskiego Laertydy. Obie nazwy niosą ze sobą dwa osobne, ale równie ciekawe przekazy. Pierwszy wskazuje na genezę tego rodzaju “budowli”- rzeczywiście wydaje się być prawdopodobnym, że były związane z wojowniczymi skandynawami. Drugi wiąże się ze średniowieczną, już chrześcijańską, interpretacją labiryntu. Oto w czasach budowy wielkich katedr- Chartres, Reims czy Amiens, na posadzkach pojawiają się labirynty identyczne z tymi, które znamy ze Skandynawii (czy z Polski- vide Słupsk). Właściwie bez wyjątku interpretowane są jako plan Jeruzalem. Dużo później- prawdopodobnie około- XVII wieku pojawiły się nawet rytuały tzw. "chemin de Jerusalem", polegające na przechodzeniu całej ścieżki labiryntu na kolanach, co miało być równoznaczne z pielgrzymką do świętego miasta. Żeby było zabawniej te średniowieczne (powstałe między XII i XIV wiekiem) labirynty, inspirowane “ziemnymi” ścieżkami, zainspirowały z kolei renesans przykościelnych czy wręcz ogrodowych “turf mazes” z XV i XVI wieku, co z czasem doprowadziło do pełnoprawnych konstrukcji ogrodowych znanych z kostiumowych romansów. Ot- jak połączyć wikingów z Ludwikiem XVI.


Wracając do rzeczy i zbierając ważne dla niniejszych rozważań informacje: labirynty, nazwijmy je umownie “skandynawskie, miały służyć bardzo praktycznym celom. Jeśli wierzyć opowieściom, to podobnie jak labirynt Minosa były pułapką mającą uwięzić zagrożenie- psotne trolle i złe wiatry, mogące utrudniać życie rybakom. Labirynt jako klatka na zło. W przypadku labiryntów średniowiecznych funkcja była odwrotna- labirynt stanowił obraz życia ludzkiego, z narodzinami jako jedynym wejściem i Bogiem jako punktem centralnym. Taki labirynt to nie pułapka, a raczej skarbiec.


Labirynt w katedrze w Chartres. Rycina Jean Baptiste Rigaud z 1750.


Weźmy “poprawną” rycinę. Nasz Viator, ubrany w czapkę błazna (noszoną również przez Czarownika w niektórych edycjach tarota- co może, jak w bramie II, wiązać się z trzymaną przez niego w ręku laską) stoi przed labiryntem, otwartym z obu stron (w wersji “niekoszernej”- zamkniętym). U jego stóp leżą trzy kości. Suma oczek to- jakże by inaczej- 666. Liczba bestii.

No właśnie. Tu mamy pewien problem. Tak, według apokalipsy św. Jana 666 to liczba bestii, co tradycja chrześcijańska odczytuje jako liczbę będącą symbolem szatana (możemy odłożyć na bok współczesne rozważania bibliologów, którzy przychylają się do zdania, że pierwotnie chodziło raczej o liczbę 616- dla tworzenia się symboli o których rozmawiamy stan faktyczny był kompletnie nieistotny). Sęk w tym, że- co było wyraźnie widać na przykładzie wcześniejszych bram- symbolika ilustracji jest związana nie tylko z kręgami chrześcijańskimi, ale przede wszystkim z gnozą i kabałą. W tradycji kabalistycznej szóstka to symbol świata materialnego, stworzonego w sześć dni, z sześcioma kierunkami kardynalnymi (wschód, zachód, północ, południe, góra i dół). Potrojenie- to odpowiednik podniesienia symbolu do rangi doskonałości (stąd min. trzykrotne powtarzanie błogosławieństw i przekleństw- takich jak choćby anatema). Jeśli przyjmiemy tę optykę, to chrześcijańska liczba bestii stanie się symbolem perfekcji świata materialnego.


Labirynt jest- bez wątpienia- drogą, na co wskazuje fakt, że posiada dwa wyjścia. Nie więzienie bestii, a droga do celu. Wędrownik musi otworzyć jedne drzwi i przejść aż do drugich. Jeśli przyjmiemy interpretację kabalistyczną, to brama IV i III, odpowiadając bliźniaczym sefirotom, będą mieć bliźniacze znaczenie. W obu mamy do czynienia z przejściem “na drugą stronę”. Brama trzecia wskazuje na zagrożenia- czwarta precyzuje o jakiego rodzaju przejście chodzi. Piąta domknie przekaz ale- jak piszą kiepscy autorzy- nie uprzedzajmy wydarzeń.


Wróćmy do motta. Fortuna jest kapryśną panią i nie wszystkich obdarza jednakowo. Znalezienie właściwej drogi w nieznanym labiryncie czasem jest kwestią ślepego trafu. Życie- rzutem kośćmi a najwłaściwszą drogę wybiera czasem błazen który po prostu miał szczęście.