wtorek, 22 listopada 2016

"Chrząsnęły sierpy w zbożu, ozwała się łąka..."

Brama Piąta. Stałym rzeczy porzadkiem - najpierw opis. Górą- hebrajska litera Heh (okno), rzymska piątka i greckie Epsilon. Maksyma wyjątkowo tym razem lakoniczna

FR.ST.A FRUSTRA czyli “nadaremnie”.

Widzimy scenę we wnętrzu (jedyną w całej serii). Sprawiające wrażenie ciężkiej solidności mury i zamknięte na solidną zasuwę drzwi chronią liczącego pieniądze brodatego mężczyznę. Za nim, niewidoczny dla liczykrupy, stoi owinięty całunem szkielet z klepsydrą i trójzębnymi widłami. W wersji LCF piasek w klepsydrze przesypał się, w AT- znajduje się w górnym pojemniku zegara.


Wygląda na to, że jak bym się nie próbował wyginać, tematyka mortualna wraca do mnie jak bumerang. Wszystkie symbole piątej bramy są jak starzy znajomi. Oto niewątpliwie stary, niewątpliwie dobry i niewątpliwie solidnie germański totentanz:

Wer war der Tor, wer der Weise[r],
Wer der Bettler oder Kaiser?
Ob arm, ob reich, im Tode gleich.

"Kto był głupcem, kto mędrcem
Kto biedakiem lub cesarzem
Czy biedni by bogaci, wszyscyście równi w śmierci”


Sam motyw tańca śmierci nie jest wbrew pozorom szczególnie stary. Zaczęło się oczywiście od dekoracji malarskich sławnego i nieistniejącego dziś Cimetière des Saints-Innocents w Paryżu (po jego likwidacji część kości złożono w katakumbach, gdzie do dziś pełnią tę funkcję, jaką pełniły i w średniowieczu- są atrakcją dla gawiedzi). Mur obiegającego cmentarz ossuarium gdzieś około 1425 wymalowano w sceny, w których śmierć w swej najbardziej klasycznej postaci, czyli nie znanego nam dziś szkieletu, a ożywionego, gnijącego trupa, towarzyszyła personom ze wszystkich warstw społecznych. Nie była to oczywiście śmierć- a Śmierć. Nie etap życia czy wydarzenie, a uosobiona, jednostkowa Macabre (stąd późniejsza nazwa motywu i zwyczaj pisania “imienia” głównej aktorki wielką literą). Poszczególne sekcje były podzielone arkadami, co w jakiś sposób ułatwiało dzielenie późniejszych cykli na sceny. Oto śmierć pozująca z żebrakiem, królem, babką, księdzem, chłopem, wojakiem i kim tam jeszcze można było. Świetny dokument, pokazujący, jak wyobrażano sobie (albo jak widziano) typowych przedstawicieli profesji i stanów. Jedną z absolutnie niezbędnych postaci był w tym zestawieniu bogacz.


Widok ossuarium paryskiego cmentarza niewiniątek- miejsca, gdzie jeszcze stosunkowo niedawno- bo do XIX wieku- zgromadzone były (w większości na widoku) kości dwu milionów paryżan.

W naszym świecie trudno wyobrazić sobie stygmat, jakim naznaczał bankierów obrót pieniędzmi. Było to zajęcie wprost i nieodwołalnie skazujące na potępienie. Kupcy Florencji fundowali dzieła sztuki sakralnej nie z dobroci serca i nie w celach reklamowych- była to z ich strony inwestycja w życie wieczne, próba przeważenia szali i zdjęcia z siebie bardzo niewygodnego odium jawnogrzeszników. Trudnienie się pożyczką na procent (a- bądźmy szczerzy- tylko taka może opłacać się pożyczającemu) było nie tyle moralnie podejrzane, co uznawane za gwarantujące potępienie, a więc- w realiach średniowiecza- wyjątkowo niebezpieczne, o czym w bolesny sposób przekonali się templariusze. Jedynymi których nakazy świętej matki kościoła nie obchodziły byli... żydzi, co z jednej strony dawało im świetny start w konkurencji (czy raczej meczu do jednej bramki) pt. “kto zostanie najbogatszym”, a z drugiej sprawiało, że stawali się idealnym celem zawiści wszystkich marzących o możliwości wzięcia w niej udziału.


Dwie z rycin znakomitego cyklu tańca śmierci Holbeina (edycja z 1538 roku), pokazujące bogacza i kupca...


... i "Śmierć i bogacz" Jana Provoosta (1462- 1529)


A tu w wersji Boscha. Warto zwrócić uwagę na strzałę w ręku transi i operową daremność wysiłków anioła stróża. Czarująca pompatyczność teatrum mortis


I jeszcze jedna scena śmierci bogacza- tym razem z końca XVI wieku. Wyjątkowo smaczna w swoim upodobaniu do grzeszków szkoła antwerpska. To jeszcze inny motyw (choć- jak widać- ściśle związany z pokazaną wcześniej "genealogią")- młodej żony która puszcza się z gaszkiem nieledwie na łożu śmierci starego bogacza. Sensualizm baroku. Eros i Thanatos. Temat na zgoła inną pisaninę.

Zły bogacz to postać równie ikoniczna co zwykły proszek i zakatarzony mężczyzna. Rycina piątej bramy wprost idealnie wpisuje się w ten nurt duchowego terroryzmu. Śmierć wskazująca na koniec czasu, motto podkreślające daremność działań bogacza- oto wizualna summa czterech poprzednich bram. Obracanie uwagi na świat materialny, koncentrowanie się na dobrach doczesnych jest działaniem daremnym. Atrybutem nietypowym są tu widły, zwykle towarzyszące diabłom, ale nie można odmówić temu zestawieniu swoistej logiki. Wpisują się one świetnie w obraz śmierci jako żeńca, który wprawdzie zwykle ścina ludzkie żywoty kosą bądź sierpem- ale, bądźmy szczerzy- zżęty pokos należy zebrać. Śmierć z naszej ryciny przyszła do komory nie tyle na żniwa, co właśnie po zbiory (a co!). Jak to radośnie pisał równie ambitnie rymujący ksiądz Baka:

“Hej dziateczki
Jak kwiateczki
Powycina was
Pozżyna
Śmierć kosą”.



Śmiertka z sierpem i motywem żniw. Nagrobek ławnika miejskiego Edwarda Roggena (po naszemu rzecz biorąc- Edka Żyto, co tłumaczy figlarny dobór takich a nie innych symboli), niegdyś w kościele franciszkanów w Toruniu, teraz w Muzeum Narodowym w tym samym mieście.

Tym optymistycznym akcentem zamyka się piąta brama (o godzinie 5.51 czasu środkowoeuropejskiego). Zaniedbałem nieco wątek drzewa sefirot- trzeba będzie do niego powrócić przy okazji bramy szóstej, ale póki co- śpij, cny czytaczu i niech Ci kołdra lekką będzie, a za mą duszę, zmów Ty też czasem paciorek.