<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181</id><updated>2012-01-07T17:37:56.082+01:00</updated><category term='kiku'/><category term='nukekubi'/><category term='hamon'/><category term='mudra'/><category term='Mahakala'/><category term='ieyasu'/><category term='ware'/><category term='mitsutomoe'/><category term='manekineko'/><category term='Ebisu'/><category term='gozu'/><category term='kizu'/><category term='chonmage'/><category term='Oiwa'/><category term='płodność'/><category term='mukade'/><category term='sakayaki'/><category term='vajra'/><category term='kuruma'/><category term='kissaki'/><category term='Ise'/><category term='tomoe'/><category term='heinan'/><category term='tanto'/><category term='Aoi no Ue'/><category term='tsuba'/><category term='Yatagarasu'/><category term='bishamon'/><category term='kappa'/><category term='kung fu'/><category term='togi'/><category term='spirited away'/><category term='kashiwade'/><category term='Rokujo'/><category term='Datsue-ba'/><category term='smok'/><category term='chryzantema'/><category term='nanshoku'/><category term='bishamonten'/><category term='monogatari'/><category term='mizuko'/><category term='Susanoo'/><category term='takeda'/><category term='seks'/><category term='Ragaraja'/><category term='muramasa'/><category term='koi'/><category term='Japonia'/><category term='Sei Shonagon'/><category term='hitogata'/><category term='godai myoo'/><category term='takarabune'/><category term='Genji'/><category term='Hattori'/><category term='rokurokubi'/><category term='Iemon'/><category term='fryzury samurajów'/><category term='ukiyoe'/><category term='kyu'/><category term='żuraw itetsuru'/><category term='szlif'/><category term='koshirae'/><category term='buddyzm'/><category term='feng shui'/><category term='fudo myo'/><category term='Nabeshima'/><category term='wampir'/><category term='erotyka'/><category term='symbol'/><category term='ninja'/><category term='Sanzu'/><category term='bushido'/><category term='Daikokuten'/><category term='regalia'/><category term='Amitabha'/><category term='katana'/><category term='sakura'/><category term='menkyo'/><category term='Kintaro'/><category term='karas'/><category term='piekło'/><category term='miecz'/><category term='kimono'/><category term='tengu'/><category term='nihonto'/><category term='kokugakushu'/><category term='Hanzo'/><category term='shobuzukuri'/><category term='shinobi'/><category term='yamabushi'/><category term='Amaterasu'/><category term='bakeneko'/><category term='ohaguro'/><category term='menuki'/><category term='dan'/><category term='bothisatwa'/><category term='namazu'/><category term='ichimonji'/><category term='Genshin'/><category term='Itsukushima'/><category term='raj'/><category term='Keneo'/><category term='okko'/><category term='mon'/><category term='sekta Czystej Ziemi'/><category term='jiang shi'/><category term='Kashima'/><category term='Aizen'/><category term='deszcz'/><category term='kabuki'/><category term='Date Masamune'/><category term='onryo'/><category term='Takemikazuchi'/><category term='tokugawa'/><category term='szabla'/><category term='yurei'/><category term='ryu'/><category term='Kaidan'/><category term='stonoga'/><category term='opętanie'/><category term='gokuraku'/><category term='sarira'/><category term='anraku'/><category term='ninjato'/><category term='Amida'/><category term='shugendo'/><category term='nembutsu'/><category term='Mikaeri'/><category term='Murasaki Shikibu'/><category term='yukinoshita-do'/><category term='karp'/><category term='demon'/><category term='mezu'/><category term='Shichifukujin'/><category term='tatuaż'/><category term='mono no aware'/><category term='hagakure'/><category term='kami'/><category term='buntori'/><category term='chiny'/><category term='saya'/><category term='tai chi'/><category term='Ksitigarbha'/><category term='mitologia'/><category term='magatama'/><category term='tsuka'/><category term='skazy'/><category term='wakizashi'/><category term='sąd'/><category term='neko'/><category term='duchy'/><category term='dao'/><category term='Jizo'/><category term='emma'/><category term='dorje'/><category term='mononoke'/><category term='Edo'/><category term='kot'/><category term='myoo'/><category term='jian'/><category term='Yotsuya'/><category term='guruma'/><title type='text'>Boobs, blades &amp; wasabi</title><subtitle type='html'>Mitologia, ikonografia i historia Japonii w wydaniu prywatnym.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>65</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6927163623361538011</id><published>2011-11-27T03:13:00.011+01:00</published><updated>2011-11-27T03:57:09.252+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sarira'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='anraku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='raj'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nembutsu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gokuraku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sekta Czystej Ziemi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amida'/><title type='text'>Repetitio est mater...</title><content type='html'>Pisząc o rzeźbie &lt;a href="http://hototogitsu.blogspot.com/2011/10/nie-ogladaj-sie-za-siebie.html"&gt;Mikaeri Amidy&lt;/a&gt; ledwo wspomniałem o amidyzmie, nie wyjaśniając na dobrą sprawę dlaczego akurat ten odłam buddyzmu miałby być postrzegany jako godny wzmianki konkurent dla- chociażby- chrześcijaństwa czy islamu. Pora chyba nadrobić braki i zjeść tę żabę (swoją drogą zabawne że Amerykanie w tego rodzaju sytuacji mówią o jedzeniu wrony). Przy okazji zdarzy mi się zapewne mówić o rzeczach oczywistych, za co z góry przepraszam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buddyzm dotarł do Japonii już w okresie Nara za pośrednictwem Korei i Chin. Kroniki z dużym zaangażowaniem opisują cuda do jakich miało dochodzić w związku z pojawieniem się posągu buddy i dość naturalnym oporem części arystokracji przeciwko nowym ideom. W rzeczywistości opór związany był nie tyle z religią czy ideologią, co z walkami dworskich koterii, jako że z trzech wielkich rodów które zmonopolizowały dostęp do wysokich urzędów nową religię promował ledwie jeden. Koniec końców ród Soga i nowa ideologia zwyciężyły o tyle, że buddyzm zyskał stałe miejsce na dworze cesarskim. Gdyby przyjrzeć się jednak temu zwycięstwu było ono o wiele bardziej pozorne niż choćby chrzest Polski. Ot- nominowano kapłanów sześciu sekt, zwanych później „sześcioma skarbami z Nara”, którzy mieli modlić się za pomyślność rządów cesarskich, pokój i dostatek. Biorąc pod uwagę to, jak obfity był panteon shinto, trudno uznać tego rodzaju „podbój” za znaczący, ale fakt pozostaje faktem- drzwi zostały uchylone. W okresie Heian do wcześniejszych odłamów dołączyły dwa nowe, ezoteryczne szkoły Tendai i Shingon. Obie zawierały bardzo ciekawe koncepcje i wpłynęły tak na umysłowość, jak i historię Japonii w stopniu co najmniej równie silnym co nieco mitologizowany Zen, ale ich wpływ na niepiśmienne masy był bardzo ograniczony z racji dużej złożoności doktryny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-8RyVHcnWFgg/TtGdUWXxxXI/AAAAAAAAYuE/uq1j1JNqrHA/s1600/The_Pure_Land_of_Amitabha.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 317px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-8RyVHcnWFgg/TtGdUWXxxXI/AAAAAAAAYuE/uq1j1JNqrHA/s320/The_Pure_Land_of_Amitabha.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679493578019161458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Chińskie malowidło ścienne przedstawiające Gokuraku- Czystą Ziemię buddy Amidy. Dobrze widać bardzo charakterystyczne drzewa spełniające życzenia, przystrojone trochę jak bożonarodzeniowe choinki w supermarketach. Dynastia Ming, około połowy XV wieku. Zbiory Muzeum Sztuki w Birmingham&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znaczącą zmianą było dopiero pojawienie się amidyzmu w postaci tzw. sekty Czystej Ziemi. Dotarł on do Japonii dość wcześnie- już w X wieku mnich Genshin „nawrócił” Michinage no Fujiwara, ale jej rozprzestrzenianie się trwało dość długo- status osobnej szkoły znanej pod nazwą Jodo Shu uzyskała dopiero w XIV wieku.  Ujmując jej nauki w największym skrócie oferowała ona stosunkowo prostą drogą do zbawienia. Opierając się na trzech sutrach (krótszej sutrze Sukhavativyuha, dłuższej sutrze Sukavativyuha i sutrze Amitayurdhyana) opisujących  leżącą na zachodzie Czystą Krainę czy, używając europeizmu, Raj buddy Amidy nazywany pierwotnie Sukhāvatī a w buddyzmie japońskim określanego nazwami Gokuraku bądź Anraku. Sekta uznawała recytowanie imienia Amidy za jedną z metod medytacji których ostatecznym celem miało być utożsamienie się z nim i przez to odkrycie natury buddy w sobie, osiągnięcie oświecenia. W praktyce już następcy Genshina uprościli zasady i rozpowszechniło się przekonanie o zbawczej mocy, jaką miało mieć choćby jednokrotne szczere i żarliwe wezwanie imienia Amidy- wspomniane wcześniej nembutsu. Honen (1133-1212) twierdził wręcz że wszelkie medytacje i/lub rozważania nad sensem nembutsu są nie tylko zbędne ale i szkodliwe- tym co się liczy jest nieustanna nabożna recytacja. Jak pisał (cytując zresztą chińskiego teologa):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Jedyne co rób to z całego serca powtarzaj imię Amidy . Czy to chodząc czy stojąc, siedząc czy leżąc, nigdy nie przerywaj tej praktyki choćby na moment. To właśnie ona niezawodnie prowadzi do zbawienia...”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biorąc pod uwagę klarowność doktryny trudno się dziwić popularności tych nauk wśród ludzi, których nie pociągały skomplikowane konstrukcje teologiczne czy, równie złożone, ezoteryczne rytuały. Dołączmy do tego całą ikonografię pokazującą krainę z drzewami spełniającymi życzenia, Amidę zstępującego w asyście dwu bodhisatwów (Seishi i Kannon) by przyjąć duszę wiernego wyznawcy, relikwiami pozostałymi po kremacjach tych, którym miało się udać (znakiem "udanego przejścia" miało być odnalezienie w prochach tzw. sarira- kulistych, krystalicznych tworów, nieco podobnych do perły zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i skład chemiczny) i będziemy mieć obraz religii mesjanistycznej i misyjnej, z prostym i łatwym do zapamiętania zestawem praktyk, nieprzesadnie rygorystyczną i wystarczająco „plastyczną” żeby poddawać się różnym wymogom życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nembutsunembutsunembutsu....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6927163623361538011?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6927163623361538011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/11/piszac-o-rzezbie-mikaeri-amida-ledwo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6927163623361538011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6927163623361538011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/11/piszac-o-rzezbie-mikaeri-amida-ledwo.html' title='Repetitio est mater...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-8RyVHcnWFgg/TtGdUWXxxXI/AAAAAAAAYuE/uq1j1JNqrHA/s72-c/The_Pure_Land_of_Amitabha.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-1084169718759162892</id><published>2011-11-26T04:06:00.009+01:00</published><updated>2011-11-26T04:35:03.149+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ukiyoe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Edo'/><title type='text'>Czarną ma skórę ten nasz koleżka</title><content type='html'>Zdarzyło mi się ostatnio w czasie dyskusji na temat sztuki japońskiej usłyszeć o wartościach estetycznych typowych dla niej en masse. Twierdzenie zostało prowizorycznie podparte rzuceniem terminu „mono no aware” i zdrową dozą nabzdyczenia, co dodało całej sytuacji wyjątkowo ujmującego kolorytu, natomiast dla mnie stało się przyczynkiem do zastanowienia się nad tym, w jakim stopniu obraz sztuki japońskiej został zdominowany przez jej najbardziej rozpowszechnioną i- co tu dużo ukrywać- plebejską edycję, czyli pop-kulturę epoki Edo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot- prosty myślowy eksperyment: pytanie z dziedziny „malarstwo japońskie”. Jakieś nazwiska? Zwykle w odpowiedzi na tak rzucone pytanie można usłyszeć o Hokusai, Kuniyoshi, Utamaro, Moronobu (no dobrze, „zwykle” w tym przypadku oznacza drugie miejsce, zaraz po otwierającym stawkę „sp..laj”). Mówiąc krótko: artyści owszem wybitni, czasem nawet malarze, ale ludzie, którzy współcześnie cieszą się popularnością nie dzięki malarstwu, a drzeworytowi. Ich prace tuszem, malarstwo w monochromatycznym stylu suibokuga sumi-e czy w o wiele bardziej dekoracyjnym stylu wielkiej szkoły Kano pozostają na dobrą sprawę nieznane, podczas gdy „Wielka fala” czy ośmiornice dopieszczające poławiaczkę awabi uznawane są za reprezentatywne przykłady sztuki japońskiej. Gest malarski, wyjątkowo znaczący w całej sztuce azjatyckiej, ze świetnymi przykładami autoportretów malowanych palcami maczanymi wprost w tuszu czy całym stylem hatsuboku („rozchlapanego tuszu”), nie istnieje w świadomości powszechnej, chyba że dotyczy kaligrafii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-9rb1VEIU38E/TtBYMkdWFcI/AAAAAAAAYts/8RHIz5WfNn8/s1600/763px-Hiroshige_Bowl_of_Sushi.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 252px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9rb1VEIU38E/TtBYMkdWFcI/AAAAAAAAYts/8RHIz5WfNn8/s320/763px-Hiroshige_Bowl_of_Sushi.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679136103082628546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sushi i ukiyo-e. Japońska klasyka w wykonaniu- jakże by inaczej- Hiroshige.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostawmy zresztą malarstwo, unikając tym samym zarzutu o hołdowanie wypaczonym gustom zadeklarowanych onanistów czy innych- za przeproszeniem- inteligentów i sięgnijmy nieco szerzej. Kultura dawnej Japonii ? Gejsze, sushi, yakuza, samuraje, kimono, wachlarze, papierowe parasolki. Coś z jazdy obowiązkowej pewnie pominąłem, ale chętnym a upierdliwym polecam wklepanie w ramach eksperymentu „kultura Japonii” w google i zerknięcie na to, jakie obrazki wypluje wyszukiwarka zanim w wyniku scrollowania dojdziemy do tego, do czego dochodzi się w necie przy zadaniu dowolnego pytania, o ile oczywiście człowiekowi palce się wcześniej nie zmęczą. Znowu obraz głównie XVII wieczny, bo to i gejsze w swej kobiecej wersji pojawiły się na scenie dopiero w tym czasie i yakuza (jako zorganizowane grupy „dzielnych z gminu” czy- jak wolą inni- sformalizowane organizacje przestępcze) na dobrą sprawę nie istnieli poza środowiskiem wielkomiejskim. Kimono owszem, ma dość imponującą bo sięgającą jeszcze V wieku genealogię, ale to które uważa się za „ikoniczne”, czyli takie które  „zwykły” europejczyk pokaże paluchem spytany o to, jak wygląda prawdziwe kimono to wzór który- ponownie, ukształtował się na ulicach Yoshiwary nie dalej niż tych 300 lat temu. Sushi ? Tu podobnie można grzebać bardzo głęboko, jako że wywodzi się ono z dawnych sposobów konserwowania ryb przy pomocy kwasów powstałych w wyniku fermentacji ryżu, ale ponownie- forma małych, szybkich przekąsek, związana jest z kuchniami ulicznymi Edo i sprzedawcami służącymi „czymś na ząb” publiczności w teatrach kabuki. Samuraje ? Tak, to kasta która powstała wcześniej, ale obraz faceta z dwoma mieczami, kierującego się niemal mitycznym kodeksem nie dość, że ma podstawy w regulacjach prawnych reżimu Tokugawów, to jeszcze w jego tworzeniu i popularyzacji paluchy maczali filmowcy zajmujący się gatunkiem chambara. Kojarzy ktoś samuraja bez miecza ? Słynnych siedem włóczni z Shizugatake ? No właśnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_NknnW5hJqc/TtBb_wbKZKI/AAAAAAAAYt4/RJMP0bavMiE/s1600/ItemDescription.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 276px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_NknnW5hJqc/TtBb_wbKZKI/AAAAAAAAYt4/RJMP0bavMiE/s320/ItemDescription.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679140281002910882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Afro Samurai. Jakoś tak... pasował mi do tego posta, a że ostatnio wygrzebałem całą serię, pomyślałem że nieładnie byłoby zostawić tą perełkę na boku. Bardzo zgrabna, satysfakcjonująco krwawa i nie do końca głupia, pięcioodcinkowa historyjka. Na dobitkę w anglojęzycznej wersji główny bohater mówi głosem S.L. Jacksona. Czego chcieć więcej ?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygląda na to, że po ponad 400 latach od nawiązania kontaktów pomiędzy obiema cywilizacjami, pomimo licznych błogosławieństw jak internet czy Martyna Wojciechowska, nasz obraz dawnej Japonii pozostaje takim, jakim go nam namalowali go nam jej europejscy „odkrywcy”. Biorąc pod uwagę, że w Afryce ciągle mieszka murzynek Bambo, to i tak nie najgorzej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-1084169718759162892?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/1084169718759162892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/11/czarna-ma-skore-ten-nasz-kolezka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1084169718759162892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1084169718759162892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/11/czarna-ma-skore-ten-nasz-kolezka.html' title='Czarną ma skórę ten nasz koleżka'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-9rb1VEIU38E/TtBYMkdWFcI/AAAAAAAAYts/8RHIz5WfNn8/s72-c/763px-Hiroshige_Bowl_of_Sushi.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-7217597068650011966</id><published>2011-11-15T14:31:00.010+01:00</published><updated>2011-11-26T04:53:10.096+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sakayaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fryzury samurajów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chonmage'/><title type='text'>Komu odbija pędzel</title><content type='html'>Dlaczego kitki, czy może raczej należałoby powiedzieć „pędzelki” cieszyły się w Japonii tak wielką popularnością ? Trudno powiedzieć. Wiadomo że fryzury z tego rodzaju ozdobą  popularne były wśród wszystkich bez wyjątku warstw społecznych przez ponad tysiąc lat. Zaczęło się- oczywiście- w epoce Heian. Początkowo włosy układano na wzór chiński, jednak dość szybko doszło do powstania wariantów lokalnych.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Pierwszym, bardzo charakterystycznym, było pojawienie się sakayaki czyli łysinki,  bardzo podobnej do tego co wielu panów dostaje w prezencie od natury bez jakichkolwiek wysiłków ze swojej strony. Według części badaczy miała ona znaczenie funkcjonalne- sprawiała że noszenie hełmu stawało się o wiele wygodniejsze- co wskazuje również na moment w którym nowo powstała warstwa jaką byli samurajowie- w opinii dworu w najlepszym razie grubo ciosani prostacy od mokrej roboty- zaczęła mieć znaczenie nie tylko polityczne, ale i kulturotwórcze. Co ciekawe tego, kto miał prawo nosić taką bądź inną fryzurę nie regulowały żadne ogólne ustalenia, znamy jedynie przykłady zaleceń z „kodeksów domowych”- zbiorów zaleceń które miały obowiązywać w ramach pojedynczych rodów. Jak by nie było już we wczesnej epoce Edo noszenie sakayaki (czy, używając innej nazwy, tsukishiro) nie było już w żaden sposób związane z funkcjami użytkowymi, pozostając kwestią osobistego wyboru. Powstały różnorodne wariacje jak yaro-mage, han-atama czy nakazori. Skoro już jesteśmy przy łysince: jednym z obowiązków samuraja (czyli mężczyzny z klasy bushi pozostającego na służbie) było przestrzeganie higieny i dbanie o wygląd. W czasie burzliwych przemian Meji Ishin wielu buntowników obnosiło się z zaniedbaną czy wręcz kompletnie zarośniętą sakayaki, swoim wyglądem głosząc wszem i wobec „jestem zajętym walką o przywrócenie władzy cesarzowi i wyrzucenie zamorskich diabłów, mam gdzieś takie pierdoły jak dbanie o włosy”. Swoją drogą to dość zabawne jak często zwykłe syfiarstwo próbuje się szminkować różnorakimi ideologiami.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-yp9j16tS_j8/TsJtSmVrVSI/AAAAAAAAYs8/FYhBsljNgcI/s1600/Zdj%25C4%2599cie1717.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-yp9j16tS_j8/TsJtSmVrVSI/AAAAAAAAYs8/FYhBsljNgcI/s320/Zdj%25C4%2599cie1717.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5675218646736786722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jak w każdej kulturze świata również i w Japonii epoki Edo moraliści bili w dzwony i bębny, wskazując na ekscentryczne fryzury jako oznakę upadku i rychłej zagłady ludzkości. Jednym z przykładów tego jak wyobrażano sobie szczyty ekstrawagancji jest niezbyt wysokich lotów ilustracja do książki Koikawy Harumachieho z 1781 (według innych 1783) roku, pokazująca dwóch utracjuszy w drodze do Yoshiwary. Oprócz innych ekstrawagancji mamy tu monstrualnych rozmiarów futatsu- yori.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim z elementów fryzury był warkoczyk czy może kitka- mage. Zaimportowana z Chin jako nieodłączny element stroju dworzanina, początkowo wyglądała trochę jak kozacki osełedec i, podobnie jak sakayaki, miała  znaczenie czysto praktyczne, pozwalając na pewniejsze umocowanie hełmu do głowy (warkoczyk bądź kitkę przewlekano przez otwór znajdujący się na szczycie kopuły). Z czasem wykształciło się całe mnóstwo odmian. Chasen- gami polegający na takim obwiązaniu kitki, że powstawał pędzelek, trochę podobny do miotełki służącej do spieniania herbaty. Mitsu- ori w którym naoliwione włosy zbierano razem i dwukrotnie składano, najpierw w przód a później na tył głowy czy jego uproszczona wersja, futatsu -yori (tylko jedno złożenie, w przód), wreszcie oichio czyli „liść ginko”- styl chonmage charakterystyczny dla zawodników sumo a polegający na rozłożeniu końcówki mage w wachlarz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-7217597068650011966?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/7217597068650011966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/11/komu-odbija-pedzel.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7217597068650011966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7217597068650011966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/11/komu-odbija-pedzel.html' title='Komu odbija pędzel'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-yp9j16tS_j8/TsJtSmVrVSI/AAAAAAAAYs8/FYhBsljNgcI/s72-c/Zdj%25C4%2599cie1717.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-1016436790971926003</id><published>2011-10-31T02:29:00.004+01:00</published><updated>2011-10-31T02:49:09.970+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mikaeri'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amitabha'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amida'/><title type='text'>Nie oglądaj się za siebie</title><content type='html'>Część historyków piszących o Japonii z lubością rozwodzi się o kluczowej roli jaką miała mieć dla sukcesów chrześcijaństwa na wyspie obecność elementów soterycznych, rzekomo nieobecnych w ramach kultów obecnych na niej przed przybyciem misjonarzy ze starego kontynentu. Motyw Mikaeri Amidy- Amidy oglądającego się wstecz- jest jednym z lepszych dowodów tego, jak bardzo dęta jest ta teoryjka.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego powstanie wyjaśnia- jak zawsze w przypadku świętych wizerunków- legenda. W XI wieku (dokładnie w roku 1082) w klasztorze Zenrin-ji służbę pełnił „emerytowany” dworzanin który na stare lata zdecydował się ogolić głowę i zostać mnichem, Eikan bądź według innych wersji Yokan. Pewnej nocy pełnić miał służbę przy posągu buddy Amidy. Polegała ona na nieustannej recytacji pobożnego wezwania nembutsu (namu Amida butsu- w dość „zgrubnym” tłumaczeniu- chwała imieniu buddy Amidy) podczas okrążania ołtarza. Praktyka ta związana była z wiarą w obietnicę że każdy, kto w swoim życiu przynajmniej raz szczerze wymówi te słowa, po śmierci zostanie przez Amitabhę ocalony przed cyklami kolejnych narodzin i odrodzi się w raju. W którymś momencie mnich zauważył że posąg zaczął zstępować z postumentu. Zdumiony przerwał recytację, a wówczas Amida odwrócił się w jego stronę i powiedział „Chodź za mną, Eikanie”, po czym zastygł w tej pozycji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rzeczywistości słynna rzeźba z Zenrin-ji jest przedstawieniem dość nietypowym, ale niekoniecznie nadprzyrodzonym. Ma 77 cm. wysokości, pochodzi z późnego okresu Heian/ wczesnego Kamakura, rzeczywiście najprawdopodobniej z XII wieku. Pokryta płatkowym złotem, z dodaną ażurową, płomienistą aureolą. Pierwotnie prawdopodobnie służyła do dewocji prywatnej, według niektórych przekazów była przez jakiś czas w posiadaniu rodziny cesarskiej. Przejście od hieratycznej rzeźby japońskiego średniowiecza do dużo bardziej ekspresyjnych dzieł czasów późniejszych zaczyna się od delikatnego ruchu głowy Amitabhy do którego usłużni czy może zauroczeni wizją nieznanego artysty z Kyoto teolodzy dopisali całe tomy objaśnień. Mimo tego, że za jego przyczyną niezliczone rzesze zostały już zbawione, Amida ogląda się za tymi, którzy ciągle jeszcze pozostali z tyłu. Bardzo podobne wizerunki stawiano bądź wieszano przy posłaniach umierających, żeby w ostatniej chwili mogli zanosić prośby o zbawienie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-1016436790971926003?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/1016436790971926003/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/10/nie-ogladaj-sie-za-siebie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1016436790971926003'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1016436790971926003'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/10/nie-ogladaj-sie-za-siebie.html' title='Nie oglądaj się za siebie'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5858487389866326761</id><published>2011-10-15T01:51:00.012+02:00</published><updated>2011-10-15T13:35:42.022+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kashima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='namazu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ebisu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takemikazuchi'/><title type='text'>Kto tym wszystkim trzęsie ?</title><content type='html'>Trzęsienie ziemi w Fukushimie było jedną z tych wielkich tragedii o których opowiada się pokoleniami. Słynnych „50 mężnych z Fukushimy” dołączyło do panteonu narodowych herosów, równie wzruszająca była reakcja emerytów zgłaszających się do misji zabezpieczania terenu po katastrofie. Osoby wystarczająco zarażone „japonizmem” kojarzą być może z relacji czy felietonów poświęconych temu wydarzeniu logo agencji zajmującej się wczesnym ostrzeganiem przed trzęsieniami ziemi. Przedstawia ono stylizowany pysk ryby namazu (samo logo jest zresztą bardzo, niestosownie wręcz, kawaii). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-2rziiTU0-mE/TpjPhF_uBDI/AAAAAAAAYC4/mck6kQTuPCQ/s1600/logo.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 294px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-2rziiTU0-mE/TpjPhF_uBDI/AAAAAAAAYC4/mck6kQTuPCQ/s320/logo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663504698870465586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chcielibyśmy być dokładni, słowem namazu zwykło się określać rybę z rodziny sumów, mówiąc ściślej gatunku Silurus asotus. Dlaczego akurat ta oścista i nieszczególnie lubiana (co w odniesieniu do wszystkożernych azjatów wiele mówi o jakości jej mięsa) ryba stała się symbolem związanym z katastrofami sejsmicznymi? Otóż według wierzeń średniowiecznej Japonii w prowincji   głęboko pod ziemią, w zalanych wodą grotach żyć ma gigantyczna O-namazu. Ruchy jej wąsów powodują lekkie wstrząsy, kiedy zaczyna się miotać dochodzi do tragedii takich jak ta w Fukushimie czy wielkie trzęsienie ziemi w Edo w połowie XIX wieku. Oczywiście w uporządkowanej i hierarchicznie ułożonej mitologii japońskiej niewiele pozostawione jest przypadkowi i nie do pomyślenia jest by stworzenie tak groźne mogło ot tak sobie samopas pływać i powodować zniszczenia gdzie tylko mu przyjdzie ochota. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-zfIQn5rO65Q/TpjSjyZWfLI/AAAAAAAAYDE/KXNuphS3mbU/s1600/Namazu-e_-_Kashima_controls_namazu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-zfIQn5rO65Q/TpjSjyZWfLI/AAAAAAAAYDE/KXNuphS3mbU/s320/Namazu-e_-_Kashima_controls_namazu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663508043683757234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kashima Okami powstrzymuje namazu. Niezbyt wysokich lotów drzeworyt z XIX w.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Boskim nadzorcą potwora jest Takemikazuchi, znany również jako Kashima Okami („wielkie bóstwo z Kashimy”), bóg który urodził się z krwi jaka wytrysnęła, gdy Izanagi, zrozpaczony śmiercią swej ukochanej żony, Izanami, odciął głowę swojego synalka- bóstwa ognia, będącego przyczyną jej cierpień (nietrudno sobie wyobrazić że poród tego rodzaju indywiduum rzeczywiście mógł mieć dość gwałtowny przebieg). Kagu-tsuchi zginął, z jego krwi narodził się Takemikazuchi.  Jest to jedno z tych licznych, starych bóstw shinto które przez wieki nazbierały stosy funkcji i atrybutów. Jest bogiem miecza (dzięki niemu się narodził) i jednym z władców piorunów, patronem wojowników i sztuk walki. Był jednym z bóstw które podbiło Japonię dla władców wysokiego nieba, torując drogę potomkom Amaterasu na tron cesarski. Jedna z najstarszych szkół szermierki, Kashima Shinryu utrzymuje że nauki jej założyciela, Matusmoto-bizen-no-kami, są rezultatem boskiego objawienia  do którego miało dojść za przyczyną Takemikazuchi-no-Mikoto w 1477 roku. Jedną z bardziej upierdliwych powinności bóstwa jest pilnowanie by ogromna namazu nie psociła za bardzo. Zwykle sprawę załatwia umieszczenie na łbie rybiszcza gigantycznego głazu Kaname-Ishi (którego wierzchołek pokazuje się pobożnym w sanktuarium w Kashima, w prowincji Izumo), jednak bóstwo też człowiek i od czasu do czasu zajmuje się czymś innym, z czego O-namazu skwapliwie korzysta, brojąc ile wlezie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Legenda o tych dwojgu dała początek kilku (jeśli nie kilkunastu) ciekawym motywom ikonograficznym. W epoce Edo, po wielkim trzęsieniu ziemi Asai z 1855 nastąpiła eksplozja   przedstawień wielkiej ryby- powstało około 700 typów przedstawień które- co ciekawe- już w dwa miesiące później niemal zupełnie zniknęły z rynku. Drzeworyty te, nazywane obecnie przez kolekcjonerów namazu-e, pokazywały wielką rybę jako herosa który wywraca na głowie porządek społeczny, karząc bogatych (o losie jaki w czasie kataklizmów spotykał biedaków taktownie nie wspominano), co w państwie policyjnym nie mogło spotkać się z aprobatą cenzury. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-k7pAEHBpRTI/TpjS3_IXNpI/AAAAAAAAYDQ/st3ab0v_q7E/s1600/5525195161_8203117280_o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 222px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-k7pAEHBpRTI/TpjS3_IXNpI/AAAAAAAAYDQ/st3ab0v_q7E/s320/5525195161_8203117280_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663508390699546258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Namazu-e. Ryba zostaje ujarzmiona przez zwykłych mieszkańców miasta (oczywiście boski patron asystuje z chmurki) podczas gdy czerpiący profity z katastrofy przedsiębiorcy budowlani przyglądają się bezczynnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są też wyobrażenia O-namazu korzącego się przed swoim „dozorcą” (od zwykłych pokłonów aż po rybie seppuku). Dość zabawna jest historyjka (czy może próba teologicznego wytłumaczenia katastroficznych rozmiarów klęski) która powstała właśnie po tym kataklizmie. Otóż Takemikazuchi wybierający się z gościną do swych niebiańskich krewnych poprosił Ebisu, jednego z siedmiu bogów szczęścia i było nie było rybaka, o przypilnowanie zwierzątka. Ebisu, wielbiciel trunków, jak nietrudno się spodziewać zamiast potraktować fuchę poważnie po prostu zasnął a O-namazu szalała aż do czasu gdy zaalarmowany hałasem Takemikazuchi wrócił z równin nieba (często przedstawia się go galopującego w stronę kataklizmu na białym koniu) i nie zaprowadził porządku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-gUAT1clWDKE/TpjTcQIwYhI/AAAAAAAAYDc/EuC0a9pBDG8/s1600/l_ps3_5111453b_fnt_dd_jp09.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 141px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-gUAT1clWDKE/TpjTcQIwYhI/AAAAAAAAYDc/EuC0a9pBDG8/s320/l_ps3_5111453b_fnt_dd_jp09.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663509013739889170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;XIX wieczna tsuka krótkiego miecza. Menuki z motywem namazu i tykwy. Walters Art Museum.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z namazu  związany jest jeszcze jeden charakterystyczny motyw ikonograficzny. Rybę tą przedstawia się w sąsiedztwie tykwy i jest nawiązaniem do chińskiego przysłowia (czasem błędnie podaje się że źródłem jest koan Zen z czasów szogunatu Ashikaga)"pochwycić suma przy pomocy tykwy". Naoliwiona tykwa ma być odpowiednikiem gigantycznego kamienia a przysłowie (obecnie już idiom) odnosi się do czegoś niewiarygodnie trudnego do osiągnięcia i dla wielu wyznawców zen było alegorią oświecenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-7u2JvjJG4gU/TpjU2vQ93KI/AAAAAAAAYDo/JDYd71I5_zQ/s1600/namazu_kashira.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 169px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-7u2JvjJG4gU/TpjU2vQ93KI/AAAAAAAAYDo/JDYd71I5_zQ/s320/namazu_kashira.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663510568284052642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kashira- kapturek zamykający rękojeść miecza z jeszcze jedną wariacją tego samego motywu.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5858487389866326761?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5858487389866326761/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/10/kto-tym-wszystkim-trzesie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5858487389866326761'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5858487389866326761'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/10/kto-tym-wszystkim-trzesie.html' title='Kto tym wszystkim trzęsie ?'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-2rziiTU0-mE/TpjPhF_uBDI/AAAAAAAAYC4/mck6kQTuPCQ/s72-c/logo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-2325349965413207502</id><published>2011-10-13T01:56:00.008+02:00</published><updated>2011-10-13T02:33:11.266+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mononoke'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sei Shonagon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opętanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aoi no Ue'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Genji'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Murasaki Shikibu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rokujo'/><title type='text'>Terapeuci z grzechotkami</title><content type='html'>Rokujo opętała Aoi no Ue. Oczywiście bezpośrednie okazywanie zawiści nie uchodzi damie o jej pozycji, zwłaszcza w sytuacji kiedy powodem całego zamieszania była afektacja kochanka. O całym tragicznym zdarzeniu nie wiedziała, ba- jeśli wierzyć autorce, szczerze współczuła ofierze.  Rzeczywistego sprawcę demonicznego opętania kochanki Promienistego Księcia udało się zidentyfikować przypadkiem, a to za sprawą zapachu palonego maku, kadzidła używanego podczas rytuałów odpędzania demona którym przesiąknęły szaty damy Rokujo. Cała historia jest jednym z dziwniejszych rozdziałów Genji Monogatari. W opowieści elementy nadnaturalne nie pojawiają się zbyt często, toteż rozdział poświęcony opętaniu demonicznemu jest przez niektórych krytyków uznawany za nie pasujący do całości. Jakkolwiek by nie było, jest on najbardziej znanym opisem działania mononoke. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mononoke to dość tajemnicze istoty pozbawione formy. Ich nazwa początkowo zapisywana była fonetycznie, dopiero po jakimś czasie przypisano jej znaki kanji, stąd trudno o odgadnięcie jaka interpretacja nazwy będzie pierwotną. Wiemy że składa się ona z dwu członów: mono, który należałoby przetłumaczyć jako „coś”, zwykle coś nieznanego, niedookreślonego (w tym przypadku nie ma większych kontrowersji), oraz ke – zapisywane jako 気 oznacza energię, ale w odmiennym (dominującym obecnie) zapisie 怪 również coś dziwacznego, podejrzanego, widmowego. Sądząc z mizernych rezultatów jakie przyniosły działania najpotężniejszych dworskich egzorcystów mamy do czynienia z bytami potężnymi i równocześnie wyjątkowo  słabo określonymi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opętanie dokonało się bez udziału woli i świadomości osoby która była przyczyną całego wydarzenia. Nie był w nie zaangażowany żaden demon czy inny piekielny przydupas. Mononoke nie zaliczają się tak naprawdę do yokai- są raczej sposobem w jaki manifestują się skrywane a potężne emocje zupełnie zwyczajnych osób. W literaturze klasycznej znajdujemy jeszcze jeden przykład działań tych istot, historię opowiadaną przez wielką konkurentkę Murasaki Shikibu. Wspomina ona kilkukrotnie o zabiegach egzorcystów, przy okazji swoim zwyczajem napomykając  o ich nieszczególnie nabożnym zachowaniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama wiara w opętanie ma czcigodne korzenie, zagnieżdżona jest w szamanizmie (od którego- bądźmy szczerzy- shinto nieszczególnie daleko odpełzło), z jego brakiem wyraźnego rozdziału światów duchów, demonów i ludzi. Choroby, słabości, nieszczęścia- wszystko to było wynikiem działań istot nadprzyrodzonych które posługiwały się ciałami swych ofiar dla osiągnięcia własnych celów. Dręczenie nie ustawało dopóki ów cel nie został osiągnięty. Człowiek był wehikułem służącym woli istoty nadprzyrodzonej. Popychadłem bogów.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy przyjmie się tego rodzaju optykę, jasnym staje się że wyleczenie chorego możliwe jest tylko na dwa sposoby. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z nich jest podjęcie walki: przeciwstawienie dręczycielowi istoty potężniejszej od niego (których uwagę przyciągana  na różne, mniej lub bardziej zrytualizowane sposoby) któregoś z boskich orędowników) i sprawienie by pobyt w ciele opętanego stał się skrajnie nieprzyjemny. Hałasowano, potrząsano różnej maści magicznymi grzechotkami czy dzwonkami, okadzano wszystko zapachami o których wierzono że są dla niematerialnego gościa szczególnie niemiłe, używano mających podobne właściwości ziół. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-6sgxi7b9q-c/TpYsC6WPxtI/AAAAAAAAX_E/sKgtv-w8lHQ/s1600/2454014782_bbc6f92c1f_z.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-6sgxi7b9q-c/TpYsC6WPxtI/AAAAAAAAX_E/sKgtv-w8lHQ/s320/2454014782_bbc6f92c1f_z.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5662762009998902994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pielgrzym z podróżnym kijem- grzechotką shakujo (sanskr. khakkhara). Pierwotnym przeznaczeniem laski z brzękadłami było odstraszanie groźnych zwierząt oraz ostrzeganie  przed pielgrzymem drobnych stworzeń, by ten nieopatrznie nie nadepnął na któreś i nie spaprał sobie karmy. Dżwięk brzękadła miał również odstraszać demony, stąd używano go podczas egzorcyzmów. Shakujo było również jedną z legendarnych broni wu-shu. Ręcznie kolorowana fotografia z końca XIX w.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi sposób polegał na czymś zupełnie odwrotnym- odkryciu i spełnieniu życzeń prześladowcy.  Niestety,  opętani zwykle nie byli w stanie komunikować się ze sprawcą swoich nieszczęść (koniec końców nie zawsze byli świadomi przyczyny stanu w którym się znajdują). Konieczny był interpretator czy mówiąc precyzyjniej głośnik. Funkcję taką brał na siebie pomocnik egzorcysty, zwykle osoba specjalnie przygotowana do pełnienia roli głośnika czy „ust” wyjawiających sekrety i pragnienia, a czyni to zawsze w sformalizowanej, teatralnej manierze, używając idiomów których kobietom wysokich rodów nawet nie wypadało znać.  Co znamienne o ile opętującym jest zwykle duch kobiety, to medium niemal zawsze (przynajmniej do końca epoki Heinan, czasu „działania” mononoke w klasycznej postaci) są mężczyźni. Jeśli wierzyć relacji Sei Shonagon, kobieta- medium była w jej czasach widokiem nie do zniesienia dla arystokratycznych widzów. Połączenie niekontrolowanego, „dzikiego” zachowania z ceremonialnym, „męskim” językiem było czymś co wykraczało poza wszelkie normy.   Rola kobiet- szamanek została zredukowana do kilku największych przybytków shinto jak choćby Ise (stopniowe wypieranie ich z oficjalnego kultu to wyjątkowo pasjonujący temat, ale chyba ciut zbyt obszerny na drugą nad ranem). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezależnie od sposobu działania który okazywał się skuteczny w danej sytuacji, niezależnie od tego czy całą operację przeprowadzał szaman, kapłan czy wróżbita, w swojej istocie egzorcyzm zawsze polegał na przywróceniu porządku świata. Oczyszczeniu tego co nieczyste, naprawieniu krzywd które bez zaświatowej interwencji  pozostawałyby nieznane. Wyrównanie i zamknięcie rachunków. W tym miejscu starożytne zabiegi magiczne i współczesne teorie różnej maści psychologów spotykają się. To co nieuświadomione, nieznane, zapomniane i destruktywne po nazwaniu i poznaniu przestaje szkodzić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-2325349965413207502?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/2325349965413207502/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/10/terapeuci-z-grzechotkami.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/2325349965413207502'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/2325349965413207502'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/10/terapeuci-z-grzechotkami.html' title='Terapeuci z grzechotkami'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-6sgxi7b9q-c/TpYsC6WPxtI/AAAAAAAAX_E/sKgtv-w8lHQ/s72-c/2454014782_bbc6f92c1f_z.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-4166629514919332462</id><published>2011-08-07T02:08:00.019+02:00</published><updated>2011-08-08T17:30:47.252+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bishamonten'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bishamon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stonoga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='takeda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tsuba'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mukade'/><title type='text'>Robaczywe myśli</title><content type='html'>Powiedzieć że symbolika japońska pełna jest znaków które europejczykowi mogą się wydać dość egzotyczne to nie powiedzieć nic. Cembrowiny studni, czółenka którymi prządki przebijały sobie ...ekhm… łona w celu popełnienia samobójstwa, dwa mazy na krzyż, pałeczki do ryżu- lista cudności jest wyjątkowo długa. Każda z nich kiedy rozłożyć ją na czynniki pierwsze przestaje pośmierdywać absurdem. Gdy już to zrobić, okazuje się, że  dziwne mazy stają się śladami krwi jakie zostały na odzieży po wytarciu w nią mieczy zbrukanych w obłąkańczo heroicznej akcji pół-legendarnego przodka, studnia to symbol niewyczerpanej obfitości i tak dalej i tak dalej. Niby dość logiczne, ba- w porównaniu z takimi monopodami wręcz nudne, ale koniec końców to jak z puzzlami- cała zabawa polega na dopasowywaniu klocuszków. Ułożone stają się tylko nieciekawym obrazkiem... chyba że obrazek staje się puzlem w kolejnej, większej grze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weźmy takie krocionogi. Stworzenia dość paskudne a w wydaniu japońskim (Scolopendra subspinipes mutilans) wręcz zabójcze. Drapieżne toto, długie jak penis z męskich przechwałek i niemal równie grube. Zwykle unika światła kryjąc się po różnych ciemnych i wilgotnych dziurach, na łowy wychodzi nocą. Niby nieruchawe, w sytuacji zagrożenia potrafi błyskawicznie uciekać i jeszcze szybciej atakować. Patrząc na toto trudno oprzeć się wrażeniu, że jeśli idzie o dobór symboli godnych wielkich wodzów i wojowników, to w przypadku skolopendry Japończycy naprawdę postarali się, żeby nikt nie posądził ich przypadkiem o nadmiar zdrowego rozsądku. Jakkolwiek nie było, mukade (百足) bądź o-mukade znajdziemy na setkach tsub, menuki, sztandarach , zbrojach... słowem na wszelkich przedmiotach związanych z wojną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-RHeYYcE9xGs/Tj3ZxRwOGDI/AAAAAAAAW0Q/Zy8gxpk1I3k/s1600/mukade.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-RHeYYcE9xGs/Tj3ZxRwOGDI/AAAAAAAAW0Q/Zy8gxpk1I3k/s320/mukade.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637901749140199474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sprawca zamieszania w całej okazałości. Dojrzały osobnik scolopendra subspinipes mutilans.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddziały słynnego Takedy Shingena nie tylko nosiły nazwę mukadeshu, co z grubsza wypadałoby chyba przełożyć na „skolopendrzy wojownicy”, ale i miały wymalowane na sashimono hata symbole mukade (jak ten &lt;a href="http://www.toraba.com/detail.asp?c_urn=1&amp;show=pgno13&amp;urn=12440&amp;pg=13"&gt;świetnie zachowany egzemplarz&lt;/a&gt; na aukcji Toraba). Według cześci historyków mukade miała tu być przede wszystkim znakiem nieustępliwej agresji, jako że nawet przecięta na pół japońska skolopendra ciągle pozostaje śmiertelnie groźna i nieustannie próbuje atakować przeciwnika. Nie odrzucając całkowicie tego rodzaju interpretacji warto zwrócić uwagę na to, że jest to symbol nie pozbawiony konotacji zupełnie innego rodzaju, stąd niewykluczone że mamy do czynienia z dość wtórną próbą odczytania symbolu, na dodatek stworzoną przez historyków wojskowości pochodzących spoza kręgu kulturowego który nas interesuje, nie zwracających uwagi na detale takie jak stare podania czy przesądy popularne w innych kręgach kulturowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-wJnofhsbbSY/Tj3bj7gbEmI/AAAAAAAAW0Y/I7muFSUzyJo/s1600/bish_mukade.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 247px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-wJnofhsbbSY/Tj3bj7gbEmI/AAAAAAAAW0Y/I7muFSUzyJo/s320/bish_mukade.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637903718853317218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wyobrażenia mukade z sufitu świątynii poświęconej Bishamontenowi. Fotka zamieszczona dzięki uprzejmości &lt;a href="http://www.ipernity.com/home/ojisanjake"&gt;"jake makes slideshows"&lt;/a&gt;. Wszystkie prawa należą do autora&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy podłubać w wierzeniach związanych z siedmioma bogami szczęścia (nie po raz pierwszy któryś z tematów powraca jak bumerang), okaże się, że mukade uznawane były za posłańców Bishamontena, znanego w Indiach jako Vaisravana, boga bogactw i- uwaga- wojowników. Bóstwo to (mówiąc precyzyjnie: w tej sytuacji mamy do czynienia z postacią z kręgu nieśmiertelnych istot nazywanych deva) przybyło do Japonii wyjątkowo wcześnie, prawdopodobnie gdzieś około VI wieku, w pierwszej fali buddyzmu. Jest jednym z królów czterech stron świata, obrońcą dharmy, pogromca demonów i złoczyńców. Ponieważ broni najbardziej z punktu widzenia Chińczyków zagrożonego kierunku- północy, uznawany jest za najważniejszego i najpotężniejszego z wszystkich królów, „patrona” Wielkiego Muru, wielkiego generała. Jest również osobistym obrońcą i uzdrowicielem rodziny cesarskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-m069CtStrLg/Tj3cOy1N77I/AAAAAAAAW0g/lHUYa1q7jGQ/s1600/399px-Todaiji13s4592.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-m069CtStrLg/Tj3cOy1N77I/AAAAAAAAW0g/lHUYa1q7jGQ/s320/399px-Todaiji13s4592.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637904455258992562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bardzo typowe wyobrażenie Bishamontena, tu jako Tamonten, "ten który słucha wielu nauk"- strażnik miejsc w których przekazywana jest nauka Buddy (jeden z wariantów ikonograficznych). Świątynia Todaiji, Nara.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z racji pełnionych funkcji przedstawiany jest w pełnej chińskiej zbroi (z czasem noszącej coraz więcej cech archaizującej stylizacji), z służącą pokonaniu wrogich buddyzmowi sił  czy- w bardziej personalnym odbiorze- złych skłonności adepta- bronią (najczęściej jest to jakaś forma włóczni, choć zdarzają się przedstawienia z mieczem) w jednej ręce  i miniaturową stupą bądź pagodą w drugiej. Pagódka ta, będąca najpewniejszym znakiem rozpoznawczym Bishamontena, ma zawierać prochy i paznokcie Buddy Shaki. Bóstwo udziela jej „skarbów” wyłącznie tym, którzy okażą się ich godni. Oczywiście prosty ludek słysząc słowo „skarby” nie myślał bynajmniej o skarbach duchowości i przykleił wielkiemu buddyjskiemu królowi północy posłańca na miarę swoich wyobrażeń. Według dość powszechnych w centralnej i wschodniej Azji wierzeń skolopendry mają jedną cechę godną uwagi, mianowicie są w stanie wykrywać złoto. Japońscy poszukiwacze cennych metali mieli nosić ze sobą mukade w bambusowych tubach i próbować kierować się ich „wskazaniami” w swojej pracy. Tak to Bishamonten, często przedstawiany jako ten który depcze wyobrażenia ziemskich skarbów i obdarza tych którzy potrafią je odrzucić skarbami wiary stał się, za pośrednictwem raczej paskudnego krocionoga, dysponentem bogactwa w jego najbardziej brzęczącej formie. Wielki generał miał też obdarzać suplikantów płodnością i zdrowiem. Biorąc pod uwagę fakt, że głowa skolopendry była uznawana za silny lek chyba czasem działał w bardzo bezpośredni sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pora wrócić jeszcze na moment do Takedów. Wśród setek typów tsub istnieje jeden zwany „Takeda Mukade”. Są to bardzo charakterystyczne tsuby pochodzące ze szkoły Saotome, w których pomiędzy promieniste otwory wplatana jest spirala z drutu, tworzącą „koszykowy” wzór, w niektórych wersjach przypominający nieco wyglądem stonogę. Prawdopodobnie nie są one w żaden sposób związane ze słynnym daymio (choć uznaje się że tego rodzaju pogłoski mogły być rozpuszczane przez twórców celowo), ale nietrudno spotkać się z tą, pokutującą wśród początkujących kolekcjonerów, legendą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-oVC0T5jQ02g/Tj3dF9SrBiI/AAAAAAAAW0o/IOiOssAcrrs/s1600/fd.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 314px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-oVC0T5jQ02g/Tj3dF9SrBiI/AAAAAAAAW0o/IOiOssAcrrs/s320/fd.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637905402959693346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rozbudowana tsuba w stylu Shingen Mukade. Field Museum of Natural History, Chicago...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-V7VvmT7B0Fs/Tj3dt-NJmxI/AAAAAAAAW0w/cpSAkBvmAk8/s1600/Tsuba09.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 299px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-V7VvmT7B0Fs/Tj3dt-NJmxI/AAAAAAAAW0w/cpSAkBvmAk8/s320/Tsuba09.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637906090399734546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;...i inny, trochę bardziej "skolopendrowaty" wariant tsuby tego typu.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-4166629514919332462?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/4166629514919332462/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/08/robaczywe-mysli.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4166629514919332462'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4166629514919332462'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/08/robaczywe-mysli.html' title='Robaczywe myśli'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-RHeYYcE9xGs/Tj3ZxRwOGDI/AAAAAAAAW0Q/Zy8gxpk1I3k/s72-c/mukade.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5706883686587341108</id><published>2011-05-23T01:53:00.013+02:00</published><updated>2011-05-23T17:02:08.402+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Itsukushima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mitologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tomoe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mitsutomoe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ise'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amaterasu'/><title type='text'>69 dla trojga</title><content type='html'>Wiele japońskich symboli dostało się, mniej lub bardziej okrężną drogą, do tzw. powszechnej świadomości. Spośród nich niewiele może dorównać popularnością motywowi mitsutomoe- trzem wpisanym w koło przecinkokształtnym znakom wyglądającym wypisz wymaluj jak dwuwymiarowy obrys magatama, a nazywanym tomoe. Wersje złożone z dwu bądź czterech tomoe cieszą się nieco mniejszą popularnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-RKP_d3O33yw/TdmilDgxTlI/AAAAAAAAWA4/K764xZS2Izc/s1600/tomoe.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-RKP_d3O33yw/TdmilDgxTlI/AAAAAAAAWA4/K764xZS2Izc/s320/tomoe.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609693568348278354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście wzór może być odczytywany również jako negatyw, dzięki czemu zamiast trzech wirujących przecinków otrzymamy triskelion (figurę którą najprościej nazwać trójramienną swastyką). Gdy z rupieciarni jaką do tej pory stworzyły wszystkie homosapiensy całego świata wygrzebać triskeliony zdobiące wazy, misy, naszyjniki i co tam jeszcze, dość łatwo można zauważyć, że podejrzanie często są one przedstawiane jako  rysunki trzech połączonych ze sobą „goniących się” nóg. Ludzkich, zwierzęcych- rzecz wtórna, o wiele ważniejsze jest to, że przednia łopatka wraz z nogą stanowiła już w czasach neolitu najbardziej typowa część ofiar składanych bóstwom solarnym. „Kulawe”, zimowe słońce i ofiary z nóg.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-aNo8cJ1qPJI/TdmjWX0cPEI/AAAAAAAAWBA/4pdCraTFGIs/s1600/Isle_of_Man_Back.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-aNo8cJ1qPJI/TdmjWX0cPEI/AAAAAAAAWBA/4pdCraTFGIs/s320/Isle_of_Man_Back.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609694415613082690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Średniowieczny triskelion z herbu wyspy Man. Obok głównego znaku dużo mniejsza wersja, wyglądająca identycznie jak japońskie mitsutomoe&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sanktuarium Amaterasu w Ise, jeszcze w 9 wieku, w skład ofiar składanych przez cesarza wchodziły: „biały dzik, biały koń i białe koguty” (Philippi, Norito: a translation of the ancient Japanese ritual prayers, 1990). Jak widać pojawiają się tu przynajmniej dwa symbole solarne wspomniane przy okazji magatama. Dołącza do nich najcenniejsze z udomowionych stworzeń, to, dzięki któremu wojownicy Yamato zdobyli przewagę nad innymi plemionami zamieszkującymi wyspy; symbol najwyższej władzy (w późniejszym okresie synonim władzy cesarskiej) i, oczywiście, niemal na całym świecie, znak solarny czyli biały koń. Zwierzę do dziś hodowane w świątyniach shinto (również w Ise), do dziś symbolicznie, w postaci tabliczek z namalowanym wizerunkiem konia, składane w ofierze bóstwom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-8ddVbywr_uk/TdmljlglesI/AAAAAAAAWBI/boul9s44vho/s1600/800px-ItsukushimaEma7438.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-8ddVbywr_uk/TdmljlglesI/AAAAAAAAWBI/boul9s44vho/s320/800px-ItsukushimaEma7438.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609696841649453762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Współczesna drewniana tabliczka wotywna (ema) z wizerunkiem koguta, ze słynnej świątyni Itsukushima (to ta z wielką, czerwoną bramą torii stojącą w wodzie). Darmowej fotki z koniem jak raz nie udało mi się wynaleźć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas rytuałów ofiary stare słońce umiera (czy – mówiąc precyzyjniej- zostaje zabite), przechodzi do świata bóstw podziemnych, by mogło odnowić się nowe. Nogi swastyki (jap. Manji) czy triskeliona kroczą, znak „postępuje”, wiruje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby jednak nie było tak prosto i jednoznacznie, tomoe bywa również interpretowane jako uproszczony wizerunek zupełnie innego stworzenia, mianowicie węża. Tu również można doszukać się związków z cyklem pór roku. Węże uznawano za zwierzęta związane ze słońcem dlatego, że pojawiały się wraz z nim wiosną i znikały, gdy „zapadło w sen” bądź „umierało”. Ich „znikanie” było przejściem do świata podziemi, domeny duchów groźnych i raczej niechętnie przywoływanych stąd, w przeciwieństwie do smoków, węże nie mają w Japonii szczególnie dobrej reputacji. Tym co je łączy ze smokami jest związek z żywiołem wody, a przez to i z adwersarzem słonecznej Amaterasu- jej bratem, bogiem księżyca, wiatrów i pływów, Susanoo. Interpretację tą wzmacnia fakt, że wszelkie znaki, w skład których wchodzi tomoe, uważa się za chroniące przed ogniem. Z tego powodu wizerunki mitsutomoe znajdziemy np. na ozdobnych zaślepkach dachówek. Herb od którego zaczął się niniejszy pościk okazuje się być w równym stopniu wizerunkiem słońca, wirem życiodajnej wody jak i – na ogólniejszym poziomie- obrazem cyklu nieustannych, następujących po sobie przemian.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-1irWoCv76UE/TdmoPy_e-1I/AAAAAAAAWBQ/9uWyU-nR5no/s1600/m_157087.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-1irWoCv76UE/TdmoPy_e-1I/AAAAAAAAWBQ/9uWyU-nR5no/s320/m_157087.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609699800206211922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mitsutomoe chroniące przed pożarem dachy świątyni Futarasan. ©Yasufumi Nishi/© JNTO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-o2l64wBUyg0/TdmiAej3JxI/AAAAAAAAWAw/JtE4smZA-HQ/s1600/600px-Dharma_Wheel.svg.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-o2l64wBUyg0/TdmiAej3JxI/AAAAAAAAWAw/JtE4smZA-HQ/s320/600px-Dharma_Wheel.svg.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609692939953841938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Doskonale znane wszystkim buddystom koło dharmy, w wersji z małym symbolem znajdującego się w nieustannym ruchu mitsutomoe w centrum.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5706883686587341108?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5706883686587341108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/05/wiele-japonskich-znakow-rodowych-mon.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5706883686587341108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5706883686587341108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/05/wiele-japonskich-znakow-rodowych-mon.html' title='69 dla trojga'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-RKP_d3O33yw/TdmilDgxTlI/AAAAAAAAWA4/K764xZS2Izc/s72-c/tomoe.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5657241242592472580</id><published>2011-05-16T01:53:00.009+02:00</published><updated>2011-05-16T02:40:11.493+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Susanoo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='magatama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='regalia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amaterasu'/><title type='text'>Tam gdzie słońce nie dochodzi</title><content type='html'>Japońskie regalia. Święty miecz, lustro i naszyjnik paciorków nazywanych magatama (co jeden z naszych wybitnych japonistów wyjątkowo smakowicie przetłumaczył na „szczęścionośne krzywulce”). Wszystkie trzy święte przedmioty wymieniane są w przekazach dotyczących czasów przedhistorycznych, choć oczywiście swoją funkcję pełnią  do dziś. Właściwie żeby rozminąć się z prawdą odrobinę mniej, należałoby powiedzieć że ową funkcję pełnią ją ich kopie, bo losy samych przedmiotów są wyjątkowo poplątane i na dobrą sprawę nie dość, że nie wiadomo czy mamy do czynienia z oryginałami, kopiami, to jeszcze- jeśli wierzyć kronikom- od ponad tysiąca lat nikt nie widział świętych przedmiotów na oczy (ci, którzy poważyli się na to świętokradztwo pomarli bądź oślepli- jak widać patronka i protoplastka cesarskiej rodziny, bogini Amaterasu, nie jest ani o krzynę mniej zazdrosna niż starotestamentalny bóg Izraela). Jedyne co oglądają wybrani to pojemniki, w których zamknięte są relikwie cesarstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-8ENHHB6mTOU/TdBpgiNRXmI/AAAAAAAAV6Q/j2Wj5gCB5m0/s1600/220px-Magatama.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 186px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-8ENHHB6mTOU/TdBpgiNRXmI/AAAAAAAAV6Q/j2Wj5gCB5m0/s320/220px-Magatama.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607097543735467618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Prehistoryczne magatama, wykonane z różnych materiałów. Okres Yomon... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-uMKeGpMiE6A/TdBwH4tOETI/AAAAAAAAV6w/jYN5qeNxWVk/s1600/MagatamaNecklaceLG.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-uMKeGpMiE6A/TdBwH4tOETI/AAAAAAAAV6w/jYN5qeNxWVk/s320/MagatamaNecklaceLG.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607104816859713842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;...i ich współczesna edycja. Fotka z oferty sieciowego sklepu z biżuterią.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do tematu- paciorki magatama kształtem przypominają przecinek (nazywany w Japonii „tomoe”). Są bardzo starym motywem- z pewnością starszym niż państwowość japońska, być może pochodzącym z czasów sprzed pierwszą kolonizacją. Uznaje się je za przedmioty niosące szczęście, płodność i bogactwo, długowieczność, słowem- wszystko co dobre. Kiedy zajrzeć do najstarszych tekstów pisanych, okazuje się że przypisywanie im tego rodzaju, koniec końców niebagatelnych właściwości, jest bardzo drastycznym redukowaniem ich  funkcji. Pierwotnie magatama pełniły funkcję ni mniej ni więcej tylko pojemnika na duszę. Były amuletami, za pośrednictwem których szaman mógł przyjąć w siebie duszę bóstwa (japoński termin „kami” pasuje tu o wiele lepiej). Kiedy bogini słońca Amaterasu, obrażona, zamknęła się w jaskini, skazując świat na wieczną ciemność, wywabiona została z ukrycia przez Ame-no-uzume, posługującą się między innymi naszyjnikiem magatama. Dla tych którzy nie znają całej historii-  przed wejściem do jaskini bogowie powiesili na ozdobionym szmatkami drzewie lustro oraz  zmusili do piania koguty, a ciesząca się dość osobliwą sławą bogini Ame-no-uzume  potrząsając magatama wlazła na przewróconą do góry dnem beczkę, obnażyła piersi i, jak to skromnie opisuje Kojiki, ściągnęła spódnicę „poniżej pępka”, po czym ruszyła w takie tany, że osiem tysięcy zebranych bóstw ryknęło śmiechem. Kiedy zaciekawiona Amaterasu wyjrzała z jaskini, zobaczyła najpierw swoje odbicie w lustrze – gorejąca kulę słońca, usłyszała śmiech bogów i pianie kogutów które mogły oznaczać że została zdetronizowana przez nieznanego jej boga który może zastąpić ją na firmamencie. Zanim zdołała się zorientować o co chodzi,  została pochwycona przez czekających na to bogów, a wejście do jaskini zablokowano świętą liną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-pCOTIlSPs0s/TdBsilSJdMI/AAAAAAAAV6Y/_8MZDjuarSk/s1600/romance003.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 209px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pCOTIlSPs0s/TdBsilSJdMI/AAAAAAAAV6Y/_8MZDjuarSk/s320/romance003.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607100877455848642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Klasyczna i ugrzeczniona "ad usum delphini" ilustracja do Kojiki...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-N_N5C7_4qnI/TdBsxE-s-oI/AAAAAAAAV6g/UEC8w04bvnY/s1600/ame_no.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-N_N5C7_4qnI/TdBsxE-s-oI/AAAAAAAAV6g/UEC8w04bvnY/s320/ame_no.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607101126482393730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;... oraz o wiele mniej "grzeczne" przedstawienie Ame no Uzume pędzla Ekina (1812-1876)...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-CJItX91CFH0/TdBuXXNbRQI/AAAAAAAAV6o/d8PHccSV3js/s1600/240px-Uzume-hokusai.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-CJItX91CFH0/TdBuXXNbRQI/AAAAAAAAV6o/d8PHccSV3js/s320/240px-Uzume-hokusai.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607102883722642690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;... i wreszcie rysunek Hokusaia z 1816, o tyle ciekawy, że choć stosunkowo późny, to pokazujący boginię w stroju i fryzurze arystokratki, ale z akcesoriami kapłanki shinto czy szamanki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Według badaczy, cała ta historia jest odrobinę tylko zniekształconym przez późniejsze redakcje opisem zabiegów szamańskich, mających doprowadzić do odrodzenia „zmarłego” bądź „uśpionego” słońca do wiosennej aktywności czyli, de facto, odrodzenia świata w jego nowej postaci. Są tu wszechobecne w tradycji szamańskiej zwierzęta- przewodnicy (koguty), mamy kobietę- szamankę, która w rytuale płodności (stąd obnażone piersi i genitalia) bierze udział w symbolicznym odrodzeniu bóstwa, które wstępuje w nią za pośrednictwem magatama w czasie ekstatycznego tańca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, historia ta, mimo że pokazuje jaką rolę mogły pełnić magatama, nie wyjaśnia ich genezy. Jedna z teorii mówi, że były to pierwotnie zęby psów bądź dzików. Jest to o tyle ciekawe, że zarówno jedne jak i drugie zwierzęta, oprócz tego że są oczywiście symbolami odwagi, siły, witalności i płodności, są również uznawane za przewodników po zaświatach. Szamani potrząsający grzechotkami z kości tych zwierząt przywołują ich duchy, prosząc o opiekę w czasie duchowych podróży w ciemnościach. Potrząsająca magatama i bębniąca w dno bęczki Amen-no-uzume działa dokładnie tak, jak wprowadzający się w trans szamani Ainów czy plemion syberyjskich. Jakby cała sprawa nie była jeszcze dość interesująca- jeśli przyjrzymy się funkcji jaką pełni świnia bądź dzik w mitach świata, okaże się że zaskakująco często jest ona protagonistą słońca- symbolem chaosu, aktywną i mroczną siłą, raniącą bądź wręcz zabijającą słońce, które tryumfuje dopiero po odrodzeniu. Czy będzie to celtycki rytuał ofiarowania świni w czasie Jule, czy świnia- święte zwierze mrocznego egipskiego Seta, walczącego ze słońcem- Ozyrysem, dzik który rok po roku śmiertelnie rani Adonisa- nieodmiennie powtarza się ten sam cykl śmierci i odrodzenia, walki ciemności i światła, życia i śmierci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym, kto sprawił że Amaterasu zdecydowała się zamknąć w jaskini był jej niesforny brat, Susanoo. Bóstwo męskie, aktywne i agresywne, dość nietypowo jak na faceta związane z wodą i pływami (a więc również i z księżycem), skłócone ze swoją niebiańską siostrą tak, że mające nigdy się z nią nie spotykać wreszcie- za swoje sprawki- zesłane na ziemię, gdzie- dla odmiany- stało się dobroczyńcą ludzkości. Aż prosi się analogia do Prometeusza czy innego „niosącego światło”, który również spadł z niebieskich wysokości, strącony ognistym mieczem ucharakteryzowanego na solarnego herosa pierzastego hermafrodyty. Z analogią czy bez- ponownie mamy konflikt sił dnia i nocy, sił lunarnych i solarnych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5657241242592472580?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5657241242592472580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/05/japonskie-regalia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5657241242592472580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5657241242592472580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/05/japonskie-regalia.html' title='Tam gdzie słońce nie dochodzi'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-8ENHHB6mTOU/TdBpgiNRXmI/AAAAAAAAV6Q/j2Wj5gCB5m0/s72-c/220px-Magatama.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-8482509351309948965</id><published>2011-05-04T02:36:00.012+02:00</published><updated>2011-05-04T04:16:16.229+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miecz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skazy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kizu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='katana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ware'/><title type='text'>Skazy na duszy I: wary</title><content type='html'>Będzie nudno, bez cycków i nieikonograficznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem do szlifu, mówiąc dokładniej- do chechłania głowni o której pisałem w poście &lt;a href="http://hototogitsu.blogspot.com/2010/08/liscie-irysow.html"&gt;Liście irysów&lt;/a&gt;. Przy stanie w jakim znajduje się klinga delikatne podejście można z miejsca wsadzić sobie w do szafy. Najgrubsze kamienie, głównie syntetyki (naturalnych, kosztujących parę setek, szkoda do takiej orki), przez większość czasu bez wody (co oczywiście jest odstępstwem od kanonu, ale znakomicie zwiększa tarcie). Powoli zaczyna się z tego coś wyłaniać, chociaż trudno mi żywić nadzieję, że uda się wyeliminować wszystkie skazy. Nie dość, że ostrze swoje przeszło, to jeszcze jego twórca musiał być wyjątkowym niechlujem. W rezultacie to, co trafiło w moje ręce, nosi większość wad jakie tylko można znaleźć na nihonto. Ponieważ nie znalazłem w polskiej sieci żadnej przyzwoitej strony poświęconej temu problemowi (co zaskakujące nawet na nieprzyzwoitych nic nie było), pomyślałem, że skoro i tak robię dokumentację, to nie zaszkodzi skorzystać z okazji i choćby pobieżnie omówić rodzaje skaz najczęściej występujących na japońskich ostrzach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-zaaKC900C0g/TcCpK8SdxLI/AAAAAAAAV1o/f6V6VBjsjg0/s1600/012.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-zaaKC900C0g/TcCpK8SdxLI/AAAAAAAAV1o/f6V6VBjsjg0/s320/012.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5602663941896258738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy od widoku ogólnego. Tak toto wyglądało po wstępnym oczyszczeniu ze rdzy. Obraz nędzy, rozpaczy, żalu po wydanych pieniądzach i powód do złorzeczenia kilku pokoleniom przodków sprzedającego tą bidę na aukcji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wady (kizu- to nazwa oznaczająca każdą skazę ostrza, wbrew temu, co często widać w opisach na allegro, nie odnosząca się do któregoś konkretnego typu) można z grubsza podzielić na dwa rodzaje. Pierwsza grupa to te, którymi zostało ono "obdarzone" w procesie tworzenia. Są to zwykle wyjątkowo niemiłe zjawiska- bardzo trudne do usunięcia bo stanowiące część struktury ostrza i w jakiś sposób przesądzające o jego charakterze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z najgorszych są ware czyli rozwarstwienia (mówiąc inaczej: delaminacje). Mogą być wynikiem niedostatecznego oczyszczenia stali podczas skuwania, niedokładnego skucia bądź zbyt dużej ilości złożeń, czasem (dość rzadko) zdarzają się też w wyniku urazów mechanicznych. Na powierzchni ostrza objawiają się charakterystycznymi, podłużnymi liniami, biegnącymi zwykle zgodnie z kierunkiem warstw i często nazywanymi "pęknięciami". Ostrza japońskie (czy kute zgodnie z zasadami tworzenia nihonto) nie są oczywiście żadną superbronią i pękają tak jak każda inna stal, ale pęknięcia te wyglądają zupełnie inaczej- o wiele trudniej je zauważyć (w przypadku zardzewiałego ostrza jest to właściwie niemożliwe) i nie występują poza strefą hartowania z tego prostego powodu, że stal, która nie jest zahartowana, nie pęka, co zresztą legło u podstaw pomysłu na stworzenie głowni będących połączeniem miękkiego grzbietu z twardym ostrzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Usuwanie rozwarstwień jest o tyle skomplikowane, że nie da się ocenić jak głęboko biegną- czasem udaje się ich pozbyć po ledwie kilku przesunięciach po kamieniu, a czasem można zeszlifować ostrze na żyletkę i ciągle nie pozbyć się ware. Co więcej- jeśli już są, to będą pierwszymi miejscami w które wniknie wilgoć i ostatnimi które opuści. Rezultat ? Tworzące się pod powierzchnią "kieszenie" rdzy, powiększające się z upływem czasu, aż do momentu kiedy odpadnie cały płat stali. Ponieważ do tej pory nie wynaleziono metody spajania rozwarstwień która nie prowadziłaby do zniszczenia jego struktury (metal cholernie dobrze przewodzi ciepło, a do zniszczenia części efektów metalurgicznych w ramach hamonu wystarcza marne 80 stopni), nie ma skutecznego sposobu na to dziadostwo. Co się da, usuwa się szlifem wstępnym, z resztą niestety trzeba żyć. Na szczęście mimo że paskudna, nie jest to wada dyskwalifikująca ostrze, ba: ma nawet pewną zaletę. Nie występuje na chińskich podróbkach i jest jednym ze znaków które poświadczają, że ostrze zostało wykute zgodnie z zasadami mieczników japońskich, a już z pewnością że jest to ostrze o konstrukcji laminarnej. Dobre choć to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; W zależności od tego, gdzie znajduje się skaza, możemy mówić o mune ware, ha ware i co-tam-jeszcze-kto-sobie-wybierze-ware.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-SLtv9TtKvg4/TcCp14jP6OI/AAAAAAAAV1w/_0D1LMUZkfE/s1600/014.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-SLtv9TtKvg4/TcCp14jP6OI/AAAAAAAAV1w/_0D1LMUZkfE/s320/014.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5602664679627286754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Typowy wygląd ware przed szlifem (czarna, pofalowana linia biegnąca w połowie szerokości ostrza). Chwilowo pominę inne kizu których, jak widać, dostatek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ZmluhU01lSE/TcCqypCEQlI/AAAAAAAAV14/ZjvAiXXffe8/s1600/010.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZmluhU01lSE/TcCqypCEQlI/AAAAAAAAV14/ZjvAiXXffe8/s320/010.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5602665723433599570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tu trochę mniej typowo: wydawać by się mogło że to powierzchniowe odspojenie które łatwo będzie usunąć...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ia52Q_JtlTo/TcCg6YVHszI/AAAAAAAAV1g/J2VkIyl-RUk/s1600/012.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ia52Q_JtlTo/TcCg6YVHszI/AAAAAAAAV1g/J2VkIyl-RUk/s320/012.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5602654861272789810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;... ale po wstępnym oczyszczeniu widać, że sprawa jest o wiele poważniejsza.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-8482509351309948965?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/8482509351309948965/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/05/skazy-na-duszy-i-wary.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8482509351309948965'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8482509351309948965'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/05/skazy-na-duszy-i-wary.html' title='Skazy na duszy I: wary'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-zaaKC900C0g/TcCpK8SdxLI/AAAAAAAAV1o/f6V6VBjsjg0/s72-c/012.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-3113641720405933951</id><published>2011-05-01T02:09:00.006+02:00</published><updated>2011-05-01T02:18:33.068+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='menuki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='guruma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='monogatari'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Genji'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuruma'/><title type='text'>Genji guruma</title><content type='html'>Była to moja pierwsza w życiu aukcja na e-bayu i pierwszy „prawdziwy” japoński zabytek jaki miałem w rękach. Rękojeść do wakizashi, kupiona za 30 dolców w tych pięknych, dobrych czasach kiedy za dolara płacono 3.36 złotego. Oplot był tak brudny, że  pierwotny kolor taśmy do dziś pozostaje dla mnie tajemnicą. Fuchi z czarnego rogu, do połowy zeżartego przez znienawidzoną przez kolekcjonerów odmianę chrząszcza wyraźnie świadczyło o tym, że była to rękojeść ceremonialna - na dworach tak szoguna jak i daymio niedozwolone było noszenie podczas służby mieczy z metalowymi fuchi, jako że uderzenie tak „obutą” rękojeścią mogłoby być śmiertelne. Czarno lakierowana samegawa. Kashira z motywem czegoś co wyglądało jak wyrzucone w paprocie koło wozu, podobnie wyglądało jedno menuki (drugie z nich, z motywem czysto roślinnym, kompletnie nie pasowało do zestawu). Ozdoby bardzo przyzwoitej jakości, utrzymane- jakżeby inaczej- w regulaminowym stylu oficjalnej i promowanej przepisami szogunatu szkoły Goto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-t1QaSNqQ5QE/TbylesL-SNI/AAAAAAAAVyI/gXFJV2oFF_M/s1600/005.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-t1QaSNqQ5QE/TbylesL-SNI/AAAAAAAAVyI/gXFJV2oFF_M/s400/005.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601533983218092242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koło jest obok swastyki, jednym z najstarszych symboli solarnych,t odpowiednikiem występującego we wszystkich kulturach świętego dysku.  Motyw koła jest też jednym ze sztandarowych symboli buddyzmu. Symbolizować może cykl samsary, nieustający kołowrót narodzin i śmierci; może też być symbolem nauk Buddy, tego, który jako pierwszy obrócił koło dharmy. W takim wydaniu kształt koła oznacza doskonałość, każda ze szprych stanowić ma odpowiednik jednej z ośmiu prawd. Oś to samodyscyplina, niezbędna dla osiągnięcia doskonałości, z kolei łącząca szprychy obręcz to świadomość (mówiąc dokładniej cnota nazywana przez Japończyków „sanmaji” rodzaj koncentracji, stanu skupienia umysłu. Jakby tego wszystkiego było mało, mistycy buddyjscy stworzyli tysiące wariacji bazujących na tych podstawowych motywach. Mamy więc koło które jest – jak słońce- źródłem światła, ale w wydaniu religijnym ma to być światło nauk Buddy. Mamy koło groźny atrybut króla- wojownika (pozostałość po dawnych rydwanach bojowych), służące jako broń wielu duchom opiekuńczym. Skoro już powóz i przemieszczanie się, to również rozprzestrzenianie prawa buddyjskiego na wszystkie strony świata... i tak dalej i tak dalej i tak dalej. Jako że miało być o kole ze starej rękojeści, pozwolę sobie zostawić wszystkie możliwe interpretacje symboli buddyjskich na boku i wrócić do starej rękojeści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-LQhdSHCJZAU/Tbyln6s-5_I/AAAAAAAAVyQ/E5CCmRvFAro/s1600/008.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-LQhdSHCJZAU/Tbyln6s-5_I/AAAAAAAAVyQ/E5CCmRvFAro/s400/008.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601534141733464050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Motyw na niej przedstawiony określa się mianem Genji guruma („Koło Genji”) i- jak sama nazwa wskazuje- nawiązuje on do dzieła Genji Monogatari. Jest to- ujmując rzecz możliwe wprost- japoński odpowiednich Iliady czy Odysei. Klasyka bez której ani rusz, ale której czytanie rzadko kiedy przyprawia o wypieki na twarzy. Rzecz pisana przez damę dworu Murasaki Shikibu na użytek innych, równie zblazowanych, dam dworu, jest opasłym i naprawdę ciężkim do strawienia harlequinem. Opowiada historię kolejnych podbojów miłosnych cesarskiego syna- tytułowego księcia Genji, nazywanego  Księciem Promienistym. Nasz książę, jak przystało bohaterom literatury tego typu, jest ideałem dworskiego lowelasa. Wszystko co robi jest idealne: idealnie pisze listy, nienagannie dobiera akcesoria stroju, ba- nawet wzdycha w odpowiednich momentach i z właściwą intonacją. Jak nietrudno się domyślić całość jest afektowana do obrzydzenia i tak pretensjonalna, że gdyby nie patyna i szlachetna proweniencja krytycy zadziobaliby autorkę bez krztyny miłosierdzia. Niestety, przy tych wszystkich wadach, jest równocześnie najpełniejszym zbiorem realistycznie opisanych scen z życia japońskiego dworu epoki Heian, a co za tym idzie pozycja której ominąć nijak się nie da. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Arystokraci tej epoki nie kalali się czymś tak prostackim jak jazda na końskim grzbiecie, tego rodzaju formy aktywności pozostawiając osobom niepoważnym, chamskim i mało lub zgoła nic nie znaczącym „w towarzystwie”,czyli sługom i nieokrzesanym wiejskim burakom, za jakich wówczas uważano samurajów. Dobrze urodzeni przemieszczali się w bogato zdobionych powozach ciągniętych przez woły. Jako że arystokracja zgromadzona w stolicy przez długie lata  z podziwu godnym poświęceniem zajmowała się niczym, wszyscy służący na dworze, konkurowali o błachostki w rodzaju przywilejów noszenia szat z takim bądź innym obramowaniem (użycie części kolorów zależne było od rangi noszącej je osoby), przewodniczenia różnej maści ceremoniom religijnym, wreszcie typowymi dla tego rodzaju sytuacji mniej lub bardziej jadowitymi przepychankami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z bardziej znanych scen tego rodzaju grupowego świadczenia sobie nieuprzejmości była tak zwana „bitwa powozów”, opisana w dziewiątym rozdziale epopei. Zazdrosna kochanka księcia, dama Rokujo, próbowała wcisnąć się pomiędzy powozy ustawione tak, by dać ich pasażerom szansę oglądania procesji, w której jedną z głównych ról pełnił Genji. Doszło do regularnej bijatyki pomiędzy sługami róznych osobistości, w wyniku której  Rokujo nie tylko została odkryta (co samo w sobie oznaczało utratę twarzy), ale również znieważona i zmuszona do opuszczenia miejsca zajścia, co w rezultacie doprowadziło do jednego z ciekawszych wydarzeń tej opery mydlanej. Otóż Rokujo do tego stopnia straciła panowanie nad sobą, że w postaci ducha mononoke zaczęła dręczyć osoby drogie Genjemu, doprowadzając do śmierci dwu z nich, pań Yugao i Aoi. Dodatkowego smaczku całości dodaje fakt, że wszystko to działo się bez jej świadomego udziału- o roli jaką odegrała Rokujo dowiedziała się dopiero w wyniku egzorcyzmów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-gV1IZyiZDqw/TbylxQ5i4lI/AAAAAAAAVyY/8FHlcp66h30/s1600/battle_carriages01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 168px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-gV1IZyiZDqw/TbylxQ5i4lI/AAAAAAAAVyY/8FHlcp66h30/s400/battle_carriages01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601534302310556242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bitwa Powozów, Malowidło na sześcioskrzydłowym parawanie pokrytym złotą folią, połowa XVII wieku, kolekcja Johna C. Webera, Nowy Jork.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakie były losy właścicieli rękojeści i miecza który był w niej osadzony- trudno powiedzieć. Patrząc na ślady kolejnych, nieudolnych reperacji i prób utrzymania jej w stanie używalności, zagubienia jednego menuki i zastąpienia go egzemplarzem o klasę gorszym, wreszcie stopniowego rozpadu i zapomnienia trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym przypadku los pieczołowicie wykonanych symboli ciągłego przemijania i zmienności sprawił, że mimo upływu lat jedynie zyskały one na wymowie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-3113641720405933951?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/3113641720405933951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/05/genji-guruma.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3113641720405933951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3113641720405933951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/05/genji-guruma.html' title='Genji guruma'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-t1QaSNqQ5QE/TbylesL-SNI/AAAAAAAAVyI/gXFJV2oFF_M/s72-c/005.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-3702970613400133927</id><published>2011-02-13T07:59:00.011+01:00</published><updated>2011-02-15T14:55:39.662+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ninja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='shinobi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ninjato'/><title type='text'>Ninjatotamto</title><content type='html'>Mitów związanych z mieczem japońskim są całe tony- jedne mają jakieś oparcie w rzeczywistości, inne żadnego. A to można nimi obcinać lufy karabinów, a to hartowano je w krwi dziewic- do wyboru do koloru. Jednym z bardziej irytujących jest mit dotyczący „miecza wojowników ninja”-  ninjato.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-C_2Ana0ndVc/TVeBnWyzbiI/AAAAAAAAUsc/oniWEPHWlek/s1600/Ninto.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-C_2Ana0ndVc/TVeBnWyzbiI/AAAAAAAAUsc/oniWEPHWlek/s400/Ninto.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573065577027825186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Klasyczne" ninjato w wydaniu "kup mi mamo". Kliniczne połączenie konfabulacji i marketingu, dostępne na tysiącach aukcji internetowych i w "specjalistycznych" sklepach z bronią japońską. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kulturze Japonii topos zabójcy oczywiście istniał od dawna ale nigdy nie odgrywał większej roli niż w naszej wizerunek mieszającego złowrogie trucizny lekarza Włocha czy hiszpańskiego zabójcy ze sztyletem mówiącego "carramba". Tak naprawdę popularność "ninja" (zarówno jako określenia wypierającego dawne "shinobi" jak i pewnego motywu wraz z towarzyszącym mu sposobem obrazowania) to lata 50-60, czyli druga fala samurajskiej popkultury. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto po raz kolejny zwrócić uwagę na  upodobanie Azjatów do typizacji. Zły charakter wygląda tak, dobry tak, piękna a dobra tak, piękna a zła owak, czy będzie to sztuka kabuki, drzeworyt, kryminał czy anime- klisze są wszechobecne. Tak w filmach Bollywood,  chińskich wuxia czy wreszcie w japońskich jidaigeki, kiedy jeden wzorzec już się przyjmie, trwa bardzo długo i właściwie nie podlega poważniejszym przemianom. Ot- topos "starego mistrza sztuk walki"- starczy rzucić hasło i każdy wie czego się spodziewać, potrafi opisać "jak to wygląda azjatycki mistrz walki"- vide "Kill Bill" czy "Kung Fu Panda". Nie inaczej było i z tworzeniem toposu "ninja". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama nazwa „ninja” (忍者) jest bardzo młoda. Pierwotnie używano terminów „shinobi” (忍び) bądź „shinobi no mono” (忍びの者). Niemal każdy termin japoński zapisany w kanji można przeczytać używając onyomi- ale wcale nie zawsze takie odczytanie będzie poprawne z punktu widzenia historycznego uzusu. Jeśli przyjrzeć się historii nazwy shinobi no mono, to wprowadzona została w man'yōganie czyli , było nie było, zapisie sylabicznym, zaliczającym się do kun'yomi i nie pozostawiającym wiele złudzeń co do tego jak należy odczytać poszczególne słowa- czego potwierdzeniem jest choćby poemat Heguri Uji no Iratsume. Do dziś, nawet w popkulturze, w Japonii o wiele częściej używa się terminu shinobi. Z kolei pochodzący z onyomi termin "ninja" (będący- co nietrudno zauważyć- odczytaniem tych samych znaków) został spopularyzowany już po wojnie, przez autorów takich jak Tomoyoshi Murayama czy Sampei Shirato. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedstawień zabójców (czy historii o nich) sprzed tego okresu jest naprawdę bardzo mało. Nie istnieli ani w ramach wyobraźni masowej- nie straszono nimi dzieci, nie układano legend- ani też nie byli uznawani za jakoś strasznie ważnych przez dowódców wojskowych którzy- owszem, używali ich, ale dokładnie tak jak używano szpiegów i zwiadowców na wszystkich innych kontynentach. Mogę się mylić ale mam wrażenie że swoją genezę mają (czy- ich wizerunek ma) w teatrze lalkowym Bunraku, gdzie "niewidzialni" operatorzy zawsze są ubrani na czarno, sugerując tym samym że ich tak naprawdę nie widać (faktycznie w czasie oglądania spektaklu przestaje się ich widzieć). Legendzie zabójców, podobnie jak i legendzie samurajów, katany i większość innych japońskich mitów które przedostały się do współczesnej kultury masowej nadała kształt mieszczańska kultura Edo, z masowo drukowanymi drzeworytami i upodobaniem do sensacji. To właśnie na nich najpierw widać shinobi w czarnych piżamach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-nhVTMzLOtIE/TVeDalCU8AI/AAAAAAAAUsk/AVr8-doPA3M/s1600/RIMG3487.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 298px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-nhVTMzLOtIE/TVeDalCU8AI/AAAAAAAAUsk/AVr8-doPA3M/s400/RIMG3487.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573067556535988226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dość późne (1884) ukiyo-e, przedstawiające atak ninja na Odę Nobunagę, autorstwa jednego z wybitniejszych spadkobierców szkoły Utagawy, Toyonoby (nb. wnuka słynnego Kuniyoshiego). Warto zwrócić uwagę na to, że mimo iż ninja pokazany został w typowym, czarnym kostiumie, to ciągle używa tradycyjnego sztyletu tanto.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co zabawniejsze- nie ma ani jednego historycznego przekazu dotyczącego najbardziej typowej działalności ninja- skrytobójczych ataków.  Nic. Ani jednego. Jak na legendę- to dość niewiele. Oczywiście istnieją informacje o próbach ustrzelenia Nobunagi z arkebuzu ale trudno to uznać za osiągnięcie spektakularne czy wymagające jakichś nadludzkich umiejętności- ot, strzał z ukrycia, zza skały w górach i ucieczka. Potwierdza to znaną od dawna choć zdecydowanie mniej atrakcyjną od hollywoodzkich bajek prawdę: shinobi byli szpiegami, zwiadowcami, ludźmi od brudnej roboty ale, wyolbrzymiając proporcje, bliżej im było do Jamesa Bonda niż Johna Rambo. Ich głównymi zadaniami było zbieranie i przekazywanie informacji, czasem organizowaniu operacji w stylu zdobycia bramy w zamku w Osace w czasie kampanii zimowej 1615, osłanianie władców, wykrywanie innych szpiegów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróćmy do nieszczęsnego miecza. Nie trzeba IQ na miarę takich tytanów Mensy jak Doda żeby zauważyć, że ostatnim, czego mógłby sobie życzyć działający w ukryciu szpieg jest zwracanie na siebie uwagi. Ktoś paradujący publicznie z nietypową bronią nie spełniałby tego warunku, ergo- mamy pierwszy z powodów dla których użycie „ninjato” mijałoby się z celem. Drugi związany jest z samą technologią produkcji miecza japońskiego. Nie wdając się w szczegóły- klinga wykuwana jest jako prosta, przed hartowaniem wygląda dokładnie tak, jak „ninjato”. Sęk w tym, że w trakcie hartowania rosnące kryształy stali rozpychają się, nadając głowni charakterystyczne ugięcie. Może ono być mniej lub bardziej wyraźne, ale obecne jest zawsze. Jedynym wyjątkiem od reguły są rytualne miecze proste, chokuto- takie, z jakimi zwykle pokazywany jest Fudo Myo (ciekawi a nieświadomi znajdą przykład w którymś z wcześniejszych postów), nie mające zastosowania bojowego. Stworzenie „ninjato” byłoby wyjątkowo kłopotliwe z powodów technologicznych (a pamiętać należy o wysokich kosztach produkcji miecza i możliwościach zatrudnienia przez osoby nie dysponujące fortuną  mieczników posiadających odpowiednie umiejętności by taki miecz stworzyć). Gdyby taka sztuka się udała, miecz byłby nie tylko kłopotliwy dla użytkownika jako osobliwość, wyjątkowo kosztowny, ale wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi- mniej wytrzymały. By jednosieczna klinga nie wygięła się podczas hartowania musiałaby mieć zahartowaną nie tylko krawędź tnącą, ale i grzbiet (mune), co pozbawiłoby ją elastyczności. Wreszcie- ugięcie klingi zapewnia jej możliwość efektywnego cięcia. Wycinek łuku styka się z płaszczyzną wyłącznie w jednym punkcie, dzięki czemu cała siła włożona w cios skupia się na bardzo małej powierzchni. Ostrze proste nie posiadałoby tej zalety. Mówiąc uczciwie- „ninjato” w takim kształcie, w jakim funkcjonuje ono w popkulturze, nie posiadałoby żadnych zalet. Miałoby wszystkie możliwe wady miecza prostego, wszelkie wady broni jednosiecznej oraz- jako bonus- byłoby obciążone ułomnościami wynikającymi z wymuszania stosowania procesu technologicznego do zadań sprzecznych z jego podstawowymi założeniami. Po co szpiedzy średniowiecznej Japonii mieliby strzelać sobie w stopę w ten sposób ? Nie mam zielonego pojęcia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektóre z tradycyjnych sztuk walki wspominają o stosowaniu przez shinobi mieczy o klingach krótszych niż sugerowałaby to długość saya- trick tego rodzaju dawałby przewagę zaskoczenia  ale techniki walki stosowane przez historycznych ninja, opisy używanego przez nich arsenału broni to temat na kompletnie inną, nie związaną z mitami, historyjkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-3702970613400133927?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/3702970613400133927/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/02/ninjatotamto.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3702970613400133927'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3702970613400133927'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/02/ninjatotamto.html' title='Ninjatotamto'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-C_2Ana0ndVc/TVeBnWyzbiI/AAAAAAAAUsc/oniWEPHWlek/s72-c/Ninto.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6346549935854072895</id><published>2011-01-25T21:03:00.011+01:00</published><updated>2011-01-26T03:29:11.690+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jizo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ksitigarbha'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bothisatwa'/><title type='text'>Półprzewodnik</title><content type='html'>Na rozstajach, w miejscu w którym zwykle odbijamy z głównej szosy na Wieluń w stronę Konopnicy stoi kapliczka. Sama w sobie w gruncie rzeczy niespecjalnie ciekawa- ot, otynkowany, graniasty słup z cegły. Opaprane toto paskudną, brązową farbą (widać komuś we wsi od lamperii zostało), ozdobione nieśmiertelnymi wiejskimi kwiatkami z wściekle różowego i brudno-białego plastiku. W kilku wnękach wizerunki świętych,  przy nich parę wstążek. Estetyczno- religijne disco-polo. Stoją i patrza na stojący po drugiej stronie szosy wiejski sklep z chlebem powszednim i równie codzienną wódką. Stoi smętny Krzysztof, smętny Mikołaj, a najbardziej smętny archanioł Michał przeprowadza przez mostek podkolorowane bachorki. Dobór tradycyjny choć zestawienie wydaje się być mocno przesadzone. Zwykle miejsca przejścia- bo tego rodzaju „bramą” pomiędzy tym co znane, swoje, bezpieczne, a tym dzikim, nieznanym i groźnym, są rozstaje- chronił dość uniwersalny krucyfiks, wizerunek Matki Boskiej bądź wyobrażenie jednego ze świętych. Tu mamy prawie kompletną reprezentację psychopompów- tych, którzy zapewniają bezpieczne przejście z tego świata na tamten. Krzysztof- zachowujący od śmierci nagłej a niespodziewanej i opiekun podróżnych. Mikołaj- patron żeglarzy, cudotwórca- wskrzesiciel. Pierzasty archanioł, ten który chroni przed „strzałami gniewu pańskiego” a w razie gdy mu się to nie uda przenosi duszę w zaświaty. Biorąc pod uwagę że nieopodal drogi (dawnego, jeszcze średniowiecznego traktu) płynie Warta, obsada może i nieco nadliczbowa, ale z pewnością na właściwym miejscu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Ulubionym (choć oczywiście nie jedynym) przewodnikiem zmarłych Japończyków jest ichnij odpowiednik całej trójki z wiejskiej kapliczki w jednym- O-Jizo, Jizo Bosatsu czy, używając oficjalnego, oryginalnego imienia, Ksitigarbha. Wydaje mi się że zdarzyło mi się o nim wspomnieć przy okazji tekstu o buddyjskim piekle, ale warto poświęcić mu więcej czasu bo to nie dość że jedna z bardziej popularnych person, to na dobitkę i jeden z bardziej kochanych bothisatwów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jizo jest patronem grzeszników pokutujących w piekłach. Jeśli wierzyć „Sutrze o wielkich ślubowaniach bothisatwy Ksitigarbhy” pierwotnie był dziewczyną z sekty brahminów, która modliła się za swoją bluźniącą trzem klejnotom matkę tak długo, aż matka została wyzwolona z cierpień. By upewnić dziewczynę o skuteczności jej modlitw Budda miał przenieść ją do piekieł. To co w nich zobaczyła sprawiło, że złożyła ślubowania poświęcenia wszystkich swych obecnych i przyszłych wysiłków wybawieniu wszelkich istot od piekielnych tortur. Jest również patronem dzieci choć... trudno oprzeć się wrażeniu że dużo bardziej interesują go martwe niż żywe(czemu na dobrą sprawę trudno się dziwić jeśli wziąć pod uwage hałaśliwość tych stworzeń). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TT8vcbAJDEI/AAAAAAAAUf0/5btH-KE34-0/s1600/m_120038.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TT8vcbAJDEI/AAAAAAAAUf0/5btH-KE34-0/s400/m_120038.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566219829784415298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jizo w typowej dla siebie funkcji patrona zmarłych. Cmentarz w prefekturze Tochigi. © TOCHIGI PREFECTURAL TOURISM ASSOCIATION TOKYO OFFICE/© JNTO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W myśl buddyjskich koncepcji zaświatów dzieci zmarłe przedwcześnie mogą nie zdążyć „zapracować” na zmianę karmy. W rezultacie po śmierci błąkają się na brzegu Sanzu i próbują z zebranych kamyków zbudować stupy bądź pagody (co byłoby zasługą umożliwiającą im zmianę bilansu), w czym przeszkadzają im złośliwe demony. Jizo zbiera te istoty w fałdy swojej szaty i przenosi je przez piekielną rzekę bądz- według innych przekazów- pozwala na wysłuchanie sutr, tym samym ułatwiając drogę do ponownego odrodzenia. Z tego powodu niesamowitą popularnością cieszy się wśród rodziców którzy stracili dziecko (bądź tych których dziecko choruje) zwyczaj ubierania posążków bothisatwy w dziecięce szatki i ofiarowywania słodyczy w nadziei że Jizo zatroszczy się o nie w szczególny sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stosunkowo niedawnym zwyczajem, związanym z mizu-ko (wodnymi dziećmi czyli odkładając na bok eufemizmy- usuniętymi ciążami) jest ofiarowywanie figurek- jakżeby inaczej- Mizuko-Jizo, mające zapewnić im szczęśliwą reinkarnację a ofiarodawcom- spokój sumienia i bezpieczeństwo przed ewentualną zemstą skrzywdzonych. Dzieci w Japonii od dawna były uważane za istoty stojące pomiędzy światami, nie do końca „stąd” (choć to temat na osobny post). Mizuko-Jizo jest o tyle ciekawy, że jest to bardzo świeży motyw ikonograficzny, powstały plus minus w latach 50-tych, 60-tych. Ujmując rzecz najprościej należałoby nazwać go „dzieciątkiem Jizo”- to wyobrażenia bothisatwy z wszystkimi należnymi mu „dorosłymi”: atrybutami, ale z proporcjami i wyglądam 4-5 letniego dziecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TT8wKCMd9mI/AAAAAAAAUf8/Q7mFPGrUofQ/s1600/m_151141.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TT8wKCMd9mI/AAAAAAAAUf8/Q7mFPGrUofQ/s400/m_151141.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566220613399213666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rządki statuetek Mizuko-Jizo ubranych w dziecięce ubranka. Tokyo, © Yasufumi Nishi/© JNTO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; O ile większość bothisatwów przedstawianych jest w bogato zdobionych szatach królewskich z terenów Indii, Jizo wyobrażany jest jako zwykły mnich buddyjski. Z wygoloną głową, w prostych szatach, z shakujo (charakterystyczny kij z brzęczącymi pierścieniami, mający odstraszać owady i małe zwierzęta by niosący go przypadkiem ich nie skrzywdził) w jednej ręce i ze spełniającym życzenia klejnotem w drugiej nijak nie pasuje do arystokratycznego towarzystwa zapełniającego świątynie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwunastowieczny zwój Jizō Bosatsu Hosshin Innen Jūō Kyō  opisuje sześć postaci Jizo, po jednej dla każdej ze ścieżek zbawienia czy- jak kto woli- dla każdego ze światów w których bothisatwa pomaga potrzebującym. Stał się on podstawą dla powstania sześciu podstawowych typów przedstawień Ksitigarbhy w Japoni. Warto je wymienić bo różnice są minimalne- za każdym razem mamy do czynienia z nieco pucułowatym, łysym mnichem w codziennych szatach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hoko-o Jizo,  Jizo blasku słonecznego to bothisatwa Tendo, drogi niebios, w lewej ręce trzyma laskę, prawą wykonuje mudrę powitania, Yogan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yo-Tenka Jizo, bothisatwa Jindo, drogi człowieka ma w lewej shakujo, prawą wykonuje mudrę nauczania, Seppo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kongoto Jizo, Jizo posiadania ziemi, bothisatva shorado, drogi ashurów z kongo- odmianą vajry symbolizującą diamentową prawdę w lewej, z prawą ułożoną w mudrę Semu, odgonienia strachu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bothisatwą Chukushodo, drogi zwierząt jest Kongohi Jizo, w lewej trzyma laskę, prawą układa w mudrę Injo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kongoho Jizo, Jizo cennego klejnotu to bothisatwa Kigado, drogi gaki, głodnych duchów. W lewej ręce trzyma klejnot spełniający życzenia klejnot Nio-i ho-jiu , prawą ma ułożoną w mudrę Kanro&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bothisatwa piekieł I drogi demonów, Kongogan Jizo. W lewej ręce trzyma laskę zakończoną ludzką głową, prawą układa w mudrę Jōben.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle jeśli chodzi o wprowadzenie. Jak widać nawet kiedy zaczynam od świętego Mikołaja z wieluńskich kapliczek, chcąc nie chcąc wracam do wody, piekieł i rytuałów przejścia. Skoro nie da się tego uniknąć- pora zanurkować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6346549935854072895?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6346549935854072895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/01/poprzewodnik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6346549935854072895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6346549935854072895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2011/01/poprzewodnik.html' title='Półprzewodnik'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TT8vcbAJDEI/AAAAAAAAUf0/5btH-KE34-0/s72-c/m_120038.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5109678942395786032</id><published>2010-12-16T14:31:00.007+01:00</published><updated>2010-12-17T10:17:59.018+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='żuraw itetsuru'/><title type='text'>Itetsuru</title><content type='html'>Za oknami coraz więcej śniegu. Natura zlitowała się nad zmysłem estetycznym mieszkańców Łodzi i przynajmniej na parę miesięcy przykryła to miasto warstwą izolacji. Wygląda to trochę jak makijaż 50-latki albo spojler na maluchu-  niby coś tam poprawia, ale nawet najbardziej naiwni bez trudu połapią się że to działania nie tyle nawet nieskuteczne co kompletnie chybione. Jakkolwiek by nie było- jest biało i monochromia za oknem uzasadnia zajęcie się „śnieżnymi” motywami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyjący w drewniano-papierowych domkach Japończycy nieprzesadnie ukochali śnieg, czemu zresztą trudno się dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że na wyspach do dziś nie przyjęła się koncepcja centralnego ogrzewania a jedynym sposobem ugrzania się jest kotatsu- dość żałosny podgrzewany stoliczek (wszyscy siadają dookoła i wtykają kulasy pod blat, gdzie umieszczone jest źródło ciepła). Mimo to w opowieściach niechęć do było nie było wrogiego żywiołu miesza się z czymś w rodzaju fascynacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TQoU0ySqgSI/AAAAAAAATMg/K51c-_HGACY/s1600/m_160279.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TQoU0ySqgSI/AAAAAAAATMg/K51c-_HGACY/s400/m_160279.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5551272387773366562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Japońskie żurawie z Hokkaido.  ©Hokkaido Tourism Organization/© JNTO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Normalnie żurawie są wyjątkowo optymistycznymi symbolami długowieczności, jednymi ze zwierząt które mają przynosić szczęście. Złożenie tysiąca żurawi z origami ma być środkiem gwarantującym spełnienie jednego życzenia (pierwotnie ograniczało się do zdrowia i długowieczności ale że ludzi trudno zadowolić ofertę- jak widać- poszerzono). Pod wpływem mitologii chińskiej kojarzone są również z dobrym gustem, sztuką i dworskim wykwintem. W przeciwieństwie do karpi czy smoka żuraw jest symbolem „kobiecym”. Dużą popularnością cieszy się opowieść o szacie tysiąca piór, będąca odmianą znanej i u nas historii o księżniczce- żabie czy, w wersji z „Baśni tysiąca i jednej nocy”, księżniczce- małpie (nie wspominając o opartej na tym samym motywie anegdocie pierwszej części „Shrecka”- kolejny dowód na to że stare motywy nigdy tak naprawdę nie umierają). Mężczyzna żeni się z nieznaną sobie wcześniej piękną dziewczyną której jedyną wadą jest to, że nie pozwala mu, pod groźbą odstawienia od stołu, łoża i każdego innego strasznego nieszczęścia, oglądać się w nocy. Oczywiście ciekawski małżonek nieodmiennie popełnia typowo męski błąd i próbuje za wszelką cenę odkryć przyczynę nietypowego zachowania swej bogdanki, przez co ściąga na siebie wyjątkowo niemiłe konsekwencje. O dziwo nie chodzi o cellulit, a o fakt, że ukochana nocą wraca do starannie ukrywanej w ciągu dnia postaci białego żurawia. Reszta zależna jest od prezentowanego wariantu legendy- czasem bohater po wielu perypetiach związanych z odkryciem prawdziwej natury kobiety i związanym z tym szokiem łączy się ponownie z ukochaną i żyją długo i szczęśliwie, choć w przypadku Japończyków wszystko zwykle  kończy się źle, tragicznie a przynajmniej smutno, co daje słuchaczom szansę napawania się oh-jakże-dystyngowanym poczuciem ulotności wszechrzeczy. Wabi, sabi and all that jazz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyjące w Japonii żurawie słyną z niezwykłej odporności na zimno, zdaniem biologów związanej z umiejętnością zwężania naczyń krwionośnych w nogach, dzięki której mogą godzinami sterczeć w lodowatej wodzie polując na ryby bez obaw o wychłodzenie organizmu. W czasie zadymki stają na jednej nodze, chowają głowę pod skrzydło żeby zminimalizować straty ciepła  i stoją tak dopóki pogoda się nie poprawi lub dopóki nie zamarzną stojąc. Ten cichy, zacięty upór sprawił że wizerunek stojącego w takiej pozie żurawia stał się symbolem wytrwałego dążenia do  przetrwania o własnych siłach bądź- jakżeby inaczej- śmierci, wszystko to wbrew otoczeniu i przy całkowitej obojętności na nie. Ma (czy miała) być to również pośmierdująca dydaktyzmem zachęta dla młodych kobiet do cierpliwego znoszenia przeciwności losu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5109678942395786032?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5109678942395786032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/12/itetsuru.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5109678942395786032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5109678942395786032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/12/itetsuru.html' title='Itetsuru'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TQoU0ySqgSI/AAAAAAAATMg/K51c-_HGACY/s72-c/m_160279.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-3609903990312987809</id><published>2010-11-18T20:53:00.001+01:00</published><updated>2010-11-18T20:56:36.714+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hanzo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hattori'/><title type='text'>Kill de-Bill</title><content type='html'>Od premiery pierwszej części Kill Billa na wszelkiego rodzaju aukcjach (zwłaszcza na Allegro) pojawiają się miecze "kute przez Hattori Hanzo na Okinawie". Powoływanie się na tą postać jest tak powszechne, że warto przypomnieć kim tak naprawdę był facet którego Tarantino ubrał w buty miecznika i posłał gdzieś w siny kąt Japonii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historyczny Hatori Hanzo , znany też pod imionami Masanari vel Masashige lub Oni no Hanzo ("diabelski Hanzo"), urodził się w prowincji Iga 1541 roku jako syn Hattori Yasunagi. Od początku związany był z Tokugawą Ieyasu, pod którego dowództwem walczył od momentu kiedy skończył 16 lat. Wiemy że walczył pod Anegawą (1570), Mikatagaharą (1572), jednak najcenniejszą usługą jaką oddał przyszłemu shogunowi było ocalenie go przed pojmaniem przez armię Akechiego Mitsuhide w 1582 roku, zaraz po śmierci Nobunagi. W chwili kiedy wieść o zdradzie Akechiego dotarła do Ieyasu obozował on z niewielką eskortą pod Osaką- daleko od swojego lenna. Hanzo zaproponował że przeprowadzi orszak drogami przez prowincję Iga w której miał wyjątkowo rozległe znajomości- propozycji tej przeciwstawiał się gorąco Anayama Beisetsu. Tokugawa zdecydował się zaufać Hanzo- jak się okazało słusznie, Anayama który wybrał inną drogę zginął. Podczas podróży przez Iga Ieyasu towarzyszyła silna eskorta wystawiona przez miejscowych. Za swoje zasługi Hanzo został nagrodzony zwierzchnictwem nad oddziałem 200 ludzi pochodzących z Iga, jego imię do dziś nosi jedna z bram w zamku Edo- "Hanzomon". Hattori Hanzo zmarł w 1596, został pochowany na cmentarzu świątyni Sainen-ji w Shinjuku, Tokyo. W tej samej świątyni przechowywane są jego ulubione włócznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto wspomnieć że z powodu związków z prowincją Iga bardzo wielu uważa Hanzo za "ninja" (lubują się w tym zwłaszcza amerykańscy nauczyciele różnych egzotycznych szkół walki), często powtarzana jest też legenda jakoby śmierć w wieku 55 lat była wynikiem zemsty klanów ninja których sekrety Hanzo miał wyjawić Ieyasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śmierci Hattori Hanzo jego miejsce oraz tytuł "Iwami-no-Kami" przejął dziewiętnastoletni syn, noszący to samo imię co ojciec- Hattori Masanari- zapisane innymi znakami. Jego ludzie pełnili funkcję strażników zamku Edo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-3609903990312987809?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/3609903990312987809/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/11/kill-de-bill.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3609903990312987809'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3609903990312987809'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/11/kill-de-bill.html' title='Kill de-Bill'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-1939375135285205736</id><published>2010-11-14T08:25:00.010+01:00</published><updated>2010-11-14T08:56:38.775+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='okko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nukekubi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rokurokubi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wampir'/><title type='text'>Kto ma głowę na karku...</title><content type='html'>Europejskie wampiry są normalne. No- może bez przesady z tą normalnością, jeśli oczywiście pominiemy najnowszą edycję wampira dla nastolatek które niby są nieumarłe, ich krew nie płynie ale mimo to- pewnie za sprawą magii- nie narzekają na problemy z erekcją.  Te ciut bardziej staroświeckie chodzące trupy wprawdzie żywią się krwią, lewitują, uwodzą kobiety spojrzeniem i przy tym wszystkim mówią po angielsku z ciężkim rosyjskim akcentem, niemniej jednak nie ma co udawać-  nie są one jakoś przesadnie upotwornione. Ot- banda bladawych fircyków z przerośniętymi kłami, wypisz wymaluj- dziedzic z sąsiedniego majątku, na dobitkę z problemami ze zgryzem. Sądząc po tak mizernych rezultatach, przodkowie musieli widać mieć lepsze zajęcia niż wymyślanie „czym tez by się skutecznie nawzajem postraszyć”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z jedną z bardziej fantazyjnych azjatyckich odmian wampira zetknąłem się dzięki „Okko”- najpierw komiksowi Hub'a, a potem opartej na nim grze (lubiącym gry planszowe szczerze polecam, naprawdę świetna zabawa). W grze, osadzonej w fantastycznym świecie imperium Pajan, funkcjonuje on pod malajską nazwą „pananggalan”. W niewiele mniej fantastycznym imperium Japan stworzenie to nazywano nukekubi. Za dnia wygląda jak zwykły ryżojad, jedyną oznaką  dzięki której  można go odróżnić od ludzi jest linia czerwonych znaków biegnących dookoła szyi. Nocą głowa nukekubi oddziela się od ciała wzdłuż tej linii i wtedy daje o sobie znać prawdziwa natura stworzenia. Głowa wraz z dyndającymi pod nią wnętrznościami (płucka, serce, jelita itd.) lata, sypiąc iskrami, w poszukiwaniu ofiar. Kiedy znajdzie apetycznie wyglądający kąsek, zbliża się do niego z przeraźliwym, paraliżującym wrzaskiem, potem (jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało) uderza „z baśki” i wreszcie wbija kły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TN-RHEMXDFI/AAAAAAAAS8c/gs77bWcnU84/s1600/usacomicbooks_2132_483206799.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 281px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TN-RHEMXDFI/AAAAAAAAS8c/gs77bWcnU84/s400/usacomicbooks_2132_483206799.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539305617259695186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nukekubi czy- jak kto woli- penaggalan. Figurka Hazgaard do gry "Okko". Za jej sprawą w ojczyźnie swobód obywatelskich gra została uznana za "niewłaściwą". De gustibus... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie polowania ciało nukekubi musi, podobnie jak pozostawione na czas przeistoczenia ubrania wilkołaków z podań niemieckich, pozostawać nieporuszone. Jeśli ktoś je przesunie lub, co jeszcze gorsze, zabierze wampir znajdzie się w... ekhm... „śmiertelnym” niebezpieczeństwie. Gdy przed nadejściem świtu głowa nie może połączyć się z ciałem, cała istota ginie. Według innych wersji równie groźne jest pianie koguta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TN-QmsP9XiI/AAAAAAAAS8U/emNg19NMXyI/s1600/316px-Hokusai_rokurokubi.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 211px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TN-QmsP9XiI/AAAAAAAAS8U/emNg19NMXyI/s400/316px-Hokusai_rokurokubi.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539305061076524578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Dość typowe przedstawienie rokurokubi (tym razem kreska genialnego Hokusaia). Nie wiedzieć czemu obake tego typu zwykle ucharakteryzowane są na gejsze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezastąpiony Hearn, chyba jedyny obcokrajowiec którego Japończycy naprawdę pokochali, zamieścił w Kaidan ( &lt;a href="http://gaslight.mtroyal.ca/kwaidanJ.htm"&gt;http://gaslight.mtroyal.ca/kwaidanJ.htm&lt;/a&gt; )  opowiadanie żywcem wzięte z podań ludowych o nukekubi, choć popełnił tam dość nietypowy dla siebie błąd- pomylił nukekubi z innym stworzeniem, rokurokubi. I w jednym i w drugim przypadku osobliwą częścią istoty jest kark, ale o ile w przypadku nukekubi głowa może oddzielać się od niego, o tyle rokurokubi może rozciągać swoją szyję do absurdalnych rozmiarów. Różne też są zamiary obu stworzeń- o ile nukekubi jest istotą groźną i złośliwą, o tyle rokurokubi jedynie dziwaczną. Długa szyja ma co prawda ułatwiać jej żywienie się, ale jej dieta ogranicza się do zlizywania zbierającego się na sufitach kopcia ze świec.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-1939375135285205736?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/1939375135285205736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/11/kto-ma-gowe-na-karku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1939375135285205736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1939375135285205736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/11/kto-ma-gowe-na-karku.html' title='Kto ma głowę na karku...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TN-RHEMXDFI/AAAAAAAAS8c/gs77bWcnU84/s72-c/usacomicbooks_2132_483206799.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-7723557221125422750</id><published>2010-11-08T13:24:00.007+01:00</published><updated>2010-11-08T14:23:40.988+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Yotsuya'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Oiwa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Iemon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='duchy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kabuki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaidan'/><title type='text'>Urameshi, Iemon-dono</title><content type='html'>Większość motywów obecnie uznawanych za ikoniczne dla tradycyjnej kultury japońskiej jest w gruncie rzeczy dość młodych i, co może zabrzmieć jak bluźnierstwo dla wielbicieli wszystkiego co samurajskie, nie mają one właściwie żadnego związku z kulturą wysoką. Obraz "dawnej" Japonii, taki, jaki obecnie serwuje się masom jako , jest zlepkiem dzieł najbardziej pogardzanych w ówczesnym społeczeństwie- mieszkańców wielkich miast. To oni „skalani” obracaniem pieniądzem i dzięki owemu skalaniu błyskawicznie przerastający równie dumnych co coraz częściej obdartych wojowników  byli spiritus movens eksplozji kultury. Dawny mecenat daymio i szogunów został wbrew intencjom które przyświecały edyktom Ieayasu zepchnięty w cień przez mecenat wielkich kupców i domów handlowych. Dokonało się to nieomal „od niechcenia”, wręcz przypadkowo, a stworzona przez nich kultura do tego stopnia zdominowała pejzaż Japonii, że przedstawiciele wyższych klas gotowi byli na odwieszanie na kołku własnych przywilejów byle być dopuszczonymi do możliwości brania udziału w rozrywkach plebsu. &lt;br /&gt; Jedną z gigantycznych „fabryk” nowych motywów był teatr, mówiąc precyzyjniej znienawidzone przez szogunat przedstawienia kabuki. O ile wcześniejsze noh uznawano za rozrywkę godną samurajów, o tyle kabuki było czymś co wywracało do góry nogami całą koncepcję rozdziału klas. Już samo to, że na widowni status społeczny nie miał znaczenia stanowił policzek dla władz. Co gorsze niesamowita popularność sztuk sprawiała że nagle aktorzy, ludzie będący do tej pory poza nawiasem społeczeństwa, stawali się idolami mas, wielbionymi zarówno przez samurajów jak i najbiedniejszych z biednych. Jakby tego było mało, teatry , jako miejsca w których gromadziły się masy potencjalnych klientów, błyskawicznie obrastały różnej maści przybytkami, od względnie niewinnych sklepików w których można było kupić pamiątki, po domy uciechy. Świat ukiyo nie tyle celowo odrzucał etos samurajski, co raczej w ogóle się nim nie zajmował, tworząc własny model  uznając chwilową przyjemność (w przypadku nisko opłacanych robotników często okupywaną  przymieraniem głodem) za ważniejszą od heroicznych ideałów bushi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Historia o której chciałem napisać zaczęła swój żywot jako jedna z popularniejszych sztuk teatralnych epoki Edo. Została napisana przez Tsuruya Nanboku IV i jest do dziś najsłynniejszą japońską opowieścią o duchach. Dla porządku: treść. Yotsuya Kaidan (bo tak brzmi oryginalny tytuł) opowiada o- jakżeby inaczej- zemście zza grobu. Istnieje kilkanaście wariantów i adaptacji, jednak sednem pozostaje nieodmiennie historia Oiwy, pięknej żony ronina Tamiya Iemon'a. Rywalką o względy jej męża jest córka bogatego Ito Kihei  która, by pognębić rywalkę, podsyła jej zatruty krem który sprawia, że twarz Oiwy zostaje oszpecona- jedno z jej oczu znika pod opuchlizną, połowa głowy łysieje. Iemon opuszcza dom żony, nakazując słudze zgwałcić ją (co dawałoby mu prawo do porzucenia jej). Do gwałtu nie dochodzi, jednak w czasie szarpaniny Oiwa przypadkowo rani się śmiertelnie mieczem bądź- inna wersja- po zobaczeniu swojego odbicia w lustrze popełnia samobójstwo. Od tej pory jej duch, w postaci klasycznego onryo, prześladuje wszystkie osoby które w jakikolwiek sposób przyczyniły się do jej nieszczęść. W czasie nocy poślubnej Iemona i jego nowej żony ukazuje się zamiast rywalki. Iemon tnie mieczem ducha, tylko po to, by odkryć że właśnie zamordował córkę Ito. Kolejno giną wszyscy związani z Oiwą i Iemonem. W ostatnim akcie opętany przez ducha, oszalały Iemon zostaje zabity przez szwagra Oiwy, Sato Yomoshichiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TNfuwaHur3I/AAAAAAAAS5c/2qpBc3DZdJM/s1600/Kuniyoshi_oiwa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 273px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TNfuwaHur3I/AAAAAAAAS5c/2qpBc3DZdJM/s400/Kuniyoshi_oiwa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5537156782288187250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oiwa oczami wielkiego Utagawy Kuniyoshiego. Zdecydowanie nie jest to najlepsza z jego prac, tym niemniej stanowi świetny przykład tego, jak wyglądały masowo drukowane wyobrażenia japońskich okropności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sztuka była wściekle popularna, do dziś powstało ponad 30 filmowych adaptacji (między nimi moja ulubiona, anime "Ayakashi: Samurai Horror Tales"), podobno nawet postać Sadako z „Ringu” jest hołdem jaki reżyser złożył twórcy Yorsuya Kaidan. Powieść ta jako pierwsza przenosiła historie o duchach z pałaców arystokracji, pól bitew czy odludnych i posępnych miejsc znanych z legend „pod strzechy”, lokując całą historię w dobrze znanych realiach zwykłych, miejskich domów, a przez to ściągając wszelkie paskudztwa i niesamowitości jakimi raczono się nawzajem w bezpośrednie otoczenie widzów, strasząc ich wizją upiornego sąsiedztwa. W czasie debiutu na scenach przyciągała widzów niespotykaną wcześniej ilością krwawych czy obrzydliwych scen, wśród których znajdowała się min. parodia jednej z bardziej lubianych przez Japończyków sytuacji erotycznych- widoku kobiety, która szykując się do snu rozczesuje włosy. Kiedy w Yotsuya Kaidan Oiwa czesze włosy, za jej plecami zbiera się monstrualny kłąb- rezultat działania oszpecającej trucizny. Chwilę później aktorka odwraca do publiczności odpowiednio ucharakteryzowaną twarz, potęgując efekt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy badacze kabuki uważają że inną przyczyną niecodziennej popularności historii mściwego ducha jest sposób w jaki pokazuje ona przemianę ról oprawcy i ofiary. Iemon- początkowo kat, w ostatnich odsłonach jest już tylko niezdolną do obrony ofiarą, kimś kto zostaje zabity nie tylko z zemsty ale, jak deklaruje ze sceny sam Yomoshichi, z litości. Z kolei Oiwa- piękna, bezbronna i niewinna, zmienia się w odrażającego i niemal wszechmocnego demona. Podobno współcześni znajdowali tu aluzje do aktualnej sytuacji politycznej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TNfs3Vn5HuI/AAAAAAAAS5U/4XbrjYN-vXQ/s1600/Shunkosai_Hokuei_Obake.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 286px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TNfs3Vn5HuI/AAAAAAAAS5U/4XbrjYN-vXQ/s400/Shunkosai_Hokuei_Obake.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5537154702316740322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wydawcy drzeworytów szczególnie upodobali sobie motyw lampionu, który w oczach na wpół obłąkanego Iemona miał przemieniać się w postać ducha. Ukiyo-e Shunkosai Hokuei (aktywny od 1824 do 1837, specjalizował się min. w portretach aktorów kabuki). Warto zwrócić uwagę na literę namalowaną na czole upiora. To niedokończona litera sanskrytu symbolizująca Buddę Amitabhę- tego który związany był ze zbawieniem zmarłych. Niekompletność znaku ma oznaczać brak gotowości Oiwy do opuszczenia tego świata.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając na momencik do ikonografii: znaki rozpoznawcze Yotsuya Kaidan to zawodzący krzyk Oiwy „Urameshi, Iemon-dono” i oczywiście sama postać złowieszczego ducha- kobiety z długimi, czarnymi włosami, opuchlizną na jednym oku, makijażem w kolorze indygo, ubrana w białe, pogrzebowe kimono.  Co ciekawe podobno sama opowieść jest „przeklęta”- członkowie ekip filmowych mają być prześladowani klątwą Oiwy a  liczne wypadki na planach zdjęciowych zdają się potwierdzać ten fakt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawość, jak wyglądają spirytystyczne zabezpieczenia serwerów na których Google wiesza blogi...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-7723557221125422750?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/7723557221125422750/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/11/urameshi-iemon-dono.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7723557221125422750'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7723557221125422750'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/11/urameshi-iemon-dono.html' title='Urameshi, Iemon-dono'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TNfuwaHur3I/AAAAAAAAS5c/2qpBc3DZdJM/s72-c/Kuniyoshi_oiwa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-7605526988224693831</id><published>2010-11-01T03:25:00.015+01:00</published><updated>2010-11-01T04:07:15.870+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='yurei'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='onryo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='duchy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kabuki'/><title type='text'>Sadako &amp; Co.</title><content type='html'>Traf chciał że ostatnio, bezpośrednio przed naszym narodowym świętem palenia stearyny, zajmowałem się yurei czyli, mówiąc bardzo ogólnie, japońskimi duchami. Oczywiście uznanie że yurei to po prostu "duch" i kropka w jakiś sposób rozwiązywałoby sprawę, byłoby jednak pójściem po najmniejszej linii oporu. By rzecz nieco uporządkować: japońskie „strachy”- demony, duchy, widma i potwory- to wszystko yokai. Każda mniejsza lub większa nadnaturalna potworność mieści się w worze z tą etykietką, choć zawiera on całe mnóstwo pomniejszych woreczków i przegródek, między innymi właśnie yurei czyli- mniej lub bardziej kulawo tłumacząc termin- dusze ulotne. Te z kolei dzielą się na funayurei (duchy tych którzy utonęli, pokryte łuskami bądź posiadające inne rybie atrybuty), goryo (dosł. szacowne duchy- dusze arystokratów załatwiających po śmierci niedokończone interesy), ubume (duchy matek zmarłych w połogu lub tych które osierociły małe dzieci), zashiki-warashi (duchy zmarłych dzieci, jak wszystkie dzieci stworzenia wredne i złośliwe) i wreszcie najważniejsze z punktu widzenia wielbicieli horrorów- onryo czyli dusze które dostały przepustkę z czyśćca by móc dopełnić zemsty na żyjących. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TM4oOm-ZvKI/AAAAAAAAS2g/Fe4bqYalgPs/s1600/sadako.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TM4oOm-ZvKI/AAAAAAAAS2g/Fe4bqYalgPs/s400/sadako.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5534405223530478754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto zauważyć że o ile w przypadku duchów europejskich zemsta bywa ukierunkowana na sprawców tragedii, o tyle japońskie onryo, być może z racji silnej nadreprezentacji płci pięknej w tej grupie, nie zwykły przejmować się tego rodzaju drobnostkami. Ich zemsta jest w większości przypadków ślepa i dotyka wszystkiego i wszystkich którzy znajdą się w polu rażenia, czego znakomitym przykładem jest choćby los większości postaci pojawiających się w seriach horrorów „Ring” czy „Ju-on (The Grudge)” bądź- bardziej klasycznie- osób związanych z legendarnym kimonem Furisode, opisanym w relacji Lafcadio Hearn'a. Tytuły nieprzypadkowe- było nie było to od nich zaczął się tryumfalny przemarsz horroru japońskiego przez sale kinowe globu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej charakterystyczne cechy azjatyckiego ducha w stroju służbowym ? Jakoś tak się składa że w przypadku onryo zwykle mamy do czynienia z postacią ubranej na biało kobiety, przesuwającej sie nad ziemią z bezwładnie zwisającymi z nadgarstków dłońmi. Długie, lejące się czarne włosy, zdeformowana twarz i podkrążone oczy dopełniają obrazu. Pierwszy z filmów serii był dla mnie odkryciem, przy kolejnych typowość przedstawiania onryo zaczęła irytować, bo w końcu ileż razy można oglądać włosy wyłażące z kranu czy przeciskające się pod drzwiami, a później- zastanawiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TM4m7NwXWJI/AAAAAAAAS2Y/Zk7GB5n-Tfw/s1600/ito+sei+XIX+w.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 288px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TM4m7NwXWJI/AAAAAAAAS2Y/Zk7GB5n-Tfw/s400/ito+sei+XIX+w.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5534403790831573138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Obrazek który prześladował mnie przez sporą część dzieciństwa- klasyczne, XIX wieczne przedstawienie onryo, autorstwa Ito Sei. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak się okazuje zdaniem większości badaczy typizacja wyobrażeń onryo pojawiła się w epoce Edo, wraz z eksplozją zainteresowania teatrem kabuki (w epokach wcześniejszych trudno szukać jej śladów). Komunikacja z widzem rządziła się swoimi prawami i wymuszała – w identyczny sposób w jaki miało to miejsce choćby w niemym kinie- stworzenie łatwo rozpoznawalnych typów, kanonów przedstawiania postaci, dzięki którym będą one rozpoznawalne już na pierwszy rzut oka. Jako że duch japoński przemieszcza się lewitując nad ziemią, z dłońmi zwisającymi bezwładnie z przegubów, na scenie aktorzy grający te postaci ubierani byli w białe (w domyśle: pogrzebowe) kimono z bardzo długimi rękawami a dla zwiększenia efektu czasem podwieszano ich na systemie lin i bloczków, co pozwalało na imitację „lotu”. Kolejną tradycją funeralną jaką skopiował teatr było rozczesywanie długich, za życie kunsztownie ułożonych włosów i układanie ich luźno- na potrzeby teatru dla spotęgowania efektu fryzurę dodatkowo mierzwiono. Obrazu dopełniał makijaż w odcieniach indygo, z oczyma podkreślonymi czerwienią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy tu- jak się okazuje- pudełko w pudełku. Współczesna popkultura amerykańska kopiuje popkulturę współczesnej Japonii, która z kolei wzoruje się na popkulturze Japonii epoki Edo, która znów sięgała do wzorców pochodzących z kultury japońskiej starożytności, a wszystko to krytycy filmowi obwołują nowym nurtem kina grozy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wesołych świąt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-7605526988224693831?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/7605526988224693831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/11/onryo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7605526988224693831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7605526988224693831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/11/onryo.html' title='Sadako &amp; Co.'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TM4oOm-ZvKI/AAAAAAAAS2g/Fe4bqYalgPs/s72-c/sadako.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5363591598130800411</id><published>2010-10-25T05:22:00.010+02:00</published><updated>2010-10-25T17:26:00.217+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kot'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='symbol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mitologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='manekineko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='neko'/><title type='text'>Say hello, wave goodbye</title><content type='html'>Gdyby się nad tym zastanowić to japońskie koty są jak teściowe. Mają opinię tak złą, że odsyłanie ich do diabła wypadałoby traktować jak grubą nieuprzejmość w stosunku do władców piekieł, z drugiej jednak strony zdarzają się i takie które uważa się za istoty dobroduszne i przynoszące szczęście (mowa oczywiście o kotach- każde porównanie ma granice poza które nie należy go rozciągać bez ryzyka popadnięcia w absurd).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swego czasu, spacerując z najlepszą z żon po Chinatown, weszliśmy do sklepiku z gadżetami do komórek. Opakowania, naklejki, paski, smycze i oczywiście najróżniejsze maskotki. Wyszliśmy z małą paczuszką zawierającą coś takiego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TMT4LUx5-mI/AAAAAAAASuY/IClvaQqywVw/s1600/strap.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 299px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TMT4LUx5-mI/AAAAAAAASuY/IClvaQqywVw/s400/strap.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5531819115758090850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy rzut oka krzyżówka Wańki-wstańki z  pokemonem.  W rzeczywistości jest to uproszczona wersja maneki-neko (dosłownie "zapraszający kot"), jednej z najpopularniejszych japońskich figurek-amuletów, mających przynosić szczęście. Jeśli chodzi o popularność i zasięg występowania klasyczny maneki-neko jest azjatyckim odpowiednikiem naszych gipsowych krasnali, z tym że zamiast brodatego koślawca mamy postać siedzącego, trójkolorowego kota z uniesioną łapą, czerwoną kokardą i dzwonkiem na szyi i tradycyjną, złotą monetą opartą o łapy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TMT4v-eRaDI/AAAAAAAASug/w8GetH1xYGE/s1600/cat-5-icon.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 256px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TMT4v-eRaDI/AAAAAAAASug/w8GetH1xYGE/s400/cat-5-icon.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5531819745425319986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała historia ma swój początek w epoce Edo, chociaż pierwsze datowane wyobrażenia są nieco późniejsze i pochodzą już z ery Meji, gdzieś około roku 1870. Oczywiście legenda występuje w kilku wariantach. Najbardziej popularny opowiada o kocie, który pojawił się przed podróżującym przez niegościnną okolicę dygnitarzem (w zależności od wersji miał nim być lokalny bogacz, daymio lub nawet sam cesarz), wykonując łapą gest przywołania. Podróżnik miał zareagować na kocie zaproszenie i dzięki temu uniknąć a to uderzenia pioruna który trafił dokładnie w drzewo pod którym wcześniej się zatrzymał, a to zasadzki wrogów, a to jeszcze innej nieprzyjemności. Według innej wersji (przytoczonej min. przez prof. Tubielewicz) pierwowzorem maneki-neko miał być ulubiony kot Usugumo – kurtyzany z Yoshiwary. Któregoś wieczoru zwierzę zaczęło łazić za swoją panią, miauczeć, zaczepiać łapą o kimono, słowem- być po kociemu upierdliwe. Właściciel przybytku w którym rzeczona kurtyzana pracowała czy to przesądnie wierząc że zwierze próbuje opętać swoją panią, czy też mniej przesądnie uznając że ma skurkowańca dość i chce chwili spokoju obciął mu łeb. Kocia głowa podskoczyła, podleciała pod sufit i zagryzła zaczajonego tam węża, w ten sposób chroniąc swoją panią przed niechybną śmiercią (swoją drogą frapujące że sierściuch pofatygował się podjąć jakiekolwiek sensowne działania dopiero post mortem). Jak to w legendach wszyscy wpadli w oszołomienie, zadziwieni wiernością kota, rozlali morze łez a potem zaczęli lepić figurki przedstawiające tragicznie zmarłego nieboszczyka, które miały tą cudowną właściwość że przyciągały klientów. Zdaniem niektórych badaczy fakt popularności motywu wśród kurtyzan był nieprzypadkowy- uważano podobno że tak jak koty potrafią opętać człowieka, tak gejsze rzucają podobny urok na mężczyzn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak by nie wyglądała pierwotna historyjka, figurki maneki-neko wystawiane w witrynach sklepów i restauracji mają przynosić szczęście, bogactwo lub przyciągać gości. Wszystko zależy od tego, która łapa wykonuje gest przywołania wyglądający, żeby było weselej, dokładnie tak, jak u nas dziecięce „pa pa”. Jeśli prawa- szczęście i bogactwo. Jeśli lewa- wręcz przeciwnie, goście. Oczywiście przedsiębiorczy Chińczycy szybko podchwycili pomysł i zaczęli produkować figurki z obiema łapami w górze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolor kota jest również nieprzypadkowy. O ile rude kocury uznaje się za fałszywe, czarne- za demoniczne a biały jest kolorem śmierci, o tyle trójkolorowe jako jedyne cieszą się opinią zwierząt wiernych i „szczęśliwych”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwona kokardka i dzwonek to dwa elementy wiążące się z historią współżycia kotów i ludzi w Japonii. Otóż kiedy czcigodny Tokugawa Ieyasu raczył wziąć cały narodek za kolektywną mordę, skończyło się słodkie kocie nieróbstwo i dawni pupile arystokracji zostali zmuszeni do ganiania za myszami i innymi szkodnikami. W początkowym okresie, biorąc pod uwagę płodność kotów pewnie nieszczególnie długim, zwierzęta te były raczej kosztownymi maskotkami służącymi demonstrowaniu zamożności  nowobogackich właścicieli  i jako takie cieszyły się różnymi przywilejami (za myszami po staremu ganiała służba). Wiązano im wstążki w kolorze który miał odganiać demony i zapobiegać urokom, do wstążek przyczepiano dzwoneczki ułatwiające odnalezienie stworzenia w razie gdyby przyszła mu do głowy zabawa w chowanego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o koty i Japonię- to chyba wszystko. Wracając do wizyty w małym chińskim sklepiku: jako że maneki-neko to bardzo popularny motyw, wiązała się ona dla mnie z odkryciem nieco innej natury, nijak nie związanym z ikonologią. Otóż dowiedziałem się że pojęcie „strap”  może odnosić się do niewinnych, przyczepianych do telefonu zabaweczek w formie kotków, ptaszków i motylków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czego to ludzie nie wymyślą...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5363591598130800411?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5363591598130800411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/10/say-hello-wave-goodbye.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5363591598130800411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5363591598130800411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/10/say-hello-wave-goodbye.html' title='Say hello, wave goodbye'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TMT4LUx5-mI/AAAAAAAASuY/IClvaQqywVw/s72-c/strap.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-1611551694076404022</id><published>2010-09-19T04:30:00.007+02:00</published><updated>2010-09-19T05:16:48.324+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kot'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bakeneko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nabeshima'/><title type='text'>Tak, kotku</title><content type='html'>Koty nie mają zbyt wiele szczęścia do legend. Pomijając krótki epizod ze starożytnym Egiptem, przez większość dziejów przyszywano im łatki narzędzi diabła (co samo w sobie jeszcze nie było chyba takie straszne, są inne istoty o których twierdzi się tak do dziś) bądź uznawano ich mięso za remedium na wszelkie choroby (co z kolei nawet najbardziej obojętnym na to co mówią człowieki kotom musiało wydać się poglądem dość groźnym). Jeśli chodzi o mitologię japońską sprawy wcale nie wyglądają lepiej niż w chrześcijańskiej Europie. Koty są złe, okrutne i na dobitkę mają ogony co, jak się okazuje, w oczach dawnych Japończyków było jednym z cięższych przestępstw jakich te stworzenia mogły się dopuścić. Nawet gdyby przymknąć oko na kwestię ogona to kot- podobnie jak wąż- nigdy nie płacze a to już- zgodzicie się- zbrodnia najcięższego kalibru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TJV7dPPT57I/AAAAAAAARxc/ZqrTpXcYP54/s1600/Hearn.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 186px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TJV7dPPT57I/AAAAAAAARxc/ZqrTpXcYP54/s320/Hearn.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518452660649584562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Demoniczny kot- wampir z Nabeshimy. Jedna z ilustracji do opowiadań L.Hearn'a. Korzystając z możliwości zamówił on pod koniec XIX wieku ilustracje do zebranych przez siebie opowieści u japońskich artystów i rzemieślników, dzięki czemu stanowią one wyjątkowo cenne źródło ikonograficzne. Same opowiadania można znaleźć na http://www.gutenberg.org/browse/authors/h#a368&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówiąc odrobinę poważniej koty zaraz po tym jak zostały zaimportowane z Chin (najprawdopodobniej w okresie Heinan) spotkały się w Japonii z mało sympatycznym przyjęciem. Tak, były przez jakiś czas zwierzętami cennymi- ba, maskotkami arystokracji, ale z miejsca zostały zaliczone do wrogiej ludziom grupy pół-demonicznych istot zmiennokształtnych takich jak lisy i tanuki. Wiele legend opowiada o kotach mordujących znaczące postaci by podstępem zająć ich miejsce i korzystając z pozycji jaką cieszyły się ich ofiary, dręczyć ich otoczenie (choćby przez wysysanie krwi czy „sił życiowych”. Oczywiście nie każdy kot który pojawił się na tym padole MUSIAŁ stać się demonem. Przyzwoite japońskie koty, mające krótkie, swędzące kikutki w miejsce ogonów, nie żyjące dłużej niż określona ilość lat (wedle innej wersji: nie przebywające z jedną rodziną dłużej niż ten czas), nie wyrastały zbyt duże i nie zostawały demonicznymi bakeneko. Jeśli jednak nie spełniały jednego z wymienionych warunków ich nieskromnie długi ogon rozdwajał się, zaczynały chodzić na tylnych łapach, miotać kulami ognia i ożywiać umarlaków. Obecność kota przy łóżku umarłego miała  grozić pożarciem duszy nieszczęśnika a jeśli nawet- mimo demona siedzącego obok-  szczęśliwie wyciągnął kopyta, wystarczyło żeby kot przeskoczył przez jego ciało i cała zabawa zaczynała się od nowa- ciało wstawało i zaczynało spełniać wszystkie kocie zachcianki. Tuńczyk, drapanie po grzbiecie, wymordowanie całej rodziny stępą do ryżu, władza nad światem i inne takie. Słowem: pomijając nieliczne pozytywne wyjątki które zostawiłem sobie na inny post, cały koci ród ma najgorsze notowania. Sprowadzał poronienia, nagłe śmierci, obłęd, suszę, czasem nawet sama obecność co groźniejszych kotów- demonów sprawiała że nawet ptaki przelatujące nad nimi spadały na ziemię martwe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TJV7chYY2wI/AAAAAAAARxU/pgO6exHabAc/s1600/hello-kitty-color.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TJV7chYY2wI/AAAAAAAARxU/pgO6exHabAc/s320/hello-kitty-color.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518452648339626754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego o tym w ogóle skrobię ? Otóż wydłubałem w sieci wyjątkowo pobożny i łzawo- zatroskany artykuł, napisany przez hiszpańskich duszpasterzy a poświęcony Hello Kitty. Zdaniem natchnionych moralistów maskotka ta została stworzona przez zrozpaczonego ojca, który by uratować swoje chore na raka dziecko podpisał pakt z szatanem, oferując w zamian za życie dziecka stworzenie symbolu który będzie czczony na całym świecie ku chwale piekieł. Hello Kitty ma być więc Hell- o- kitty i żadne, dokładnie ŻADNE dziecko nie powinno się bawić tym bezecnym tworem. Oczywiście najprawdopodobniej nie ma żadnego związku pomiędzy japońskimi przesądami dotyczącymi felis silvestris domesticus i hiszpańską teorią spiskową ale zbieg okoliczności jest- przyznacie- czarujący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Co ciekawe jest pewne podobieństwo pomiędzy europejskimi przesądami na temat uzdrowicielskiej mocy kociego mięsa i wierzeniami Japończyków. Zdaniem tych ostatnich w ogonach bakeneko miał się znajdować włos, którego spożycie było panaceum na wszystkie choroby.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-1611551694076404022?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/1611551694076404022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/09/tak-kotku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1611551694076404022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1611551694076404022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/09/tak-kotku.html' title='Tak, kotku'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TJV7dPPT57I/AAAAAAAARxc/ZqrTpXcYP54/s72-c/Hearn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6203096590696527315</id><published>2010-09-01T04:08:00.004+02:00</published><updated>2010-09-01T04:13:59.342+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tanto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koshirae'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tsuba'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='saya'/><title type='text'>Wygrałem !</title><content type='html'>Udało mi się wylicytować tą sierotkę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22FGaWEEI/AAAAAAAARqg/wZi4MUPiBC0/s1600/Nowy-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 184px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22FGaWEEI/AAAAAAAARqg/wZi4MUPiBC0/s320/Nowy-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511761717708066882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"This is an old Tanto in koshirae.The Koshirae is damaged, un-touched since found. Fuchi, kashira and tsuba are made from iron, menuki is missing. The blade is Shobu-zukuri iorimune, Nakago is machiokuri and re-shaped. Nagasa : 27.2cm, Sori ; 0.2 cm, motohaba : 2.2cm, Kasane : 0.4cm,"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22FQS6ueI/AAAAAAAARqo/OjQvY4NJEBs/s1600/Nowy-2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 162px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22FQS6ueI/AAAAAAAARqo/OjQvY4NJEBs/s320/Nowy-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511761720361269730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22bKn7p7I/AAAAAAAARrQ/LFyrqFQ_hqc/s1600/Nowy-7.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 288px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22bKn7p7I/AAAAAAAARrQ/LFyrqFQ_hqc/s320/Nowy-7.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511762096795920306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22aw2R7UI/AAAAAAAARrI/mpaiQ6RjuOY/s1600/Nowy-6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22aw2R7UI/AAAAAAAARrI/mpaiQ6RjuOY/s320/Nowy-6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511762089876778306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22Gm0KuNI/AAAAAAAARrA/yIsPr2OXG3k/s1600/Nowy-5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 241px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22Gm0KuNI/AAAAAAAARrA/yIsPr2OXG3k/s320/Nowy-5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511761743586179282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22GJ9_oAI/AAAAAAAARq4/hsEz5pwDRJQ/s1600/Nowy-4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 129px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22GJ9_oAI/AAAAAAAARq4/hsEz5pwDRJQ/s320/Nowy-4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511761735842766850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22FvisIbI/AAAAAAAARqw/yYBaZ9w-kr0/s1600/Nowy-3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 190px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22FvisIbI/AAAAAAAARqw/yYBaZ9w-kr0/s320/Nowy-3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511761728748921266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6203096590696527315?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6203096590696527315/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/09/wygraem.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6203096590696527315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6203096590696527315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/09/wygraem.html' title='Wygrałem !'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TH22FGaWEEI/AAAAAAAARqg/wZi4MUPiBC0/s72-c/Nowy-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-1450823857924505149</id><published>2010-08-31T05:41:00.015+02:00</published><updated>2010-09-02T02:28:47.394+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='vajra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='płodność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mahakala'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Daikokuten'/><title type='text'>A wy tylko o jednym...</title><content type='html'>Mahakala został początkowo przyjęty w Japonii pod imieniem Daikoku z całym dobrodziejstwem inwentarza- w koronie z czaszek, tygrysiej skórze, groźny i wojowniczy. Przez długi czas funkcjonował w takiej formie, ba- pojawiła się nawet nowa, lokalna odmiana ikonograficzna: Sanmen Daikoku (Daikoku o trzech głowach).  Legenda przypisuje wprowadzenie jej Saichō – założycielowi i  przywódcy sekty Tendai w VIII wieku ale w rzeczywistości pochodzi ona z XIV wieku. Wygląda jak „zwykły”, sześcioramienny Mahakala, ale oprócz typowej, nieco demonicznej głowy ma  dwie dodatkowe. Lewa to głowa Vaiśravaṇy (w wersji japońskiej Bishamonten- bóg wojny ale i rozdawca bogactw), prawa- Sarasvatī (Benzaiten- patronka wód, szczęścia i – nie wiedzieć czemu- artystów). Forma ta, będąca patronem osławionych mnichów z góry Hiei, nie jest jakoś szczególnie ciekawa- zachowuje wszystkie atrybuty zaimportowane drogą przez Chiny i Koree z Tybetu. O wiele bardziej interesujące są późniejsze przemiany Mahakali- Daikoku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Około XV wieku groźne bóstwo zaczęło powoli łagodnieć i stopniowo tracić cechy demoniczne, przekształcając się wreszcie gdzieś w epoce Edo w dobrodusznego patrona rolników, brodatego staruszka, jednego z siedmiu bogów szczęścia (opisanych &lt;a href="http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/siedmiu-bogow-szczescia.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; ), wypisz wymaluj z chińskiej bajki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THx6WwYLAyI/AAAAAAAARp8/37JZUNDXYqM/s1600/Daikoku+by+Hokurei,+1853.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 287px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THx6WwYLAyI/AAAAAAAARp8/37JZUNDXYqM/s320/Daikoku+by+Hokurei,+1853.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511414575356642082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Daikoku. Fragment rysunku tuszem przedstawiającego siedmiu bogów szczęścia. Hokurei, 1851&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego atrybuty są stosunkowo niegroźne, ba: w porównaniu z dość niesamowitym arsenałem Mahakali wyglądają dość absurdalne. Mamy magiczny młotek który ma zapewniać obfitość wszelkiego rodzaju dóbr. Wystarczy uderzyć nim w ziemię i wypowiedzieć życzenie. Mamy siedzącego na ramieniu białego szczura, mamy wór bądź sakwę spełniającą życzenia a żeby było jeszcze zabawniej cała postać stoi zwykle na dwu balach ryżu. Daikoku jest bóstwem rolników, bogiem ryżu, bóstwem bogactwa i urodzaju, chociaż niektóre z jego atrybuty sugerują ciekawe powiązania z o wiele bardziej pierwotnymi kultami, nie mającymi wiele wspólnego z buddyzmem. Idąc po kolei: młotek zdobiony jest zwykle symbolem cudownego buddyjskiego klejnotu spełniającego życzenia (w nomenklaturze japońskiej nazywa się on hōjunotama). Klejnot ten z racji swego gruszkowatego kształtu zwykle uważa się za związany z płodnością. Sama sylwetka wyprostowanego człowieczka stojącego na dwu pokaźnych kulach również kojarzy się dość jednoznacznie. Do tego dochodzi jeszcze ludowy zwyczaj uporczywego pocierania posągów bóstwa w celu zapewnienia sobie szczęścia i płodności. Bóstwo mające zapewniać płodność ziemi ma również zapewniać płodność pracującym na nim. Wydawałoby się że połączenie to nie ma żadnego związku z Mahakalą, ale warto pamiętać że nóż i czara czy inna para często trzymanych przez niego akcesoriów- dzwon i vajra- to również symbole związku pierwiastków męskiego i żeńskiego a mówiąc bez zbędnego udziwniania- zwykłej pochędóżki. Oczywiście sam młot jest starym i dość powszechnym symbolem gromu, mamy  więc kolejne połączenie ze starą, jeszcze indyjską ikonografią władcy wód i  piorunów, wilgoci i życiodajnego deszczu.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THx7OeS0qPI/AAAAAAAARqM/GOZGBunfWnc/s1600/daikoku8.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 311px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THx7OeS0qPI/AAAAAAAARqM/GOZGBunfWnc/s320/daikoku8.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511415532575041778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Współczesny breloczek z przedstawieniem Daitoku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje kwestia białego szczura, stworzenia nieprzesadnie cenionego w Europie ale w Azji będącego jednym z ważniejszych symboli bogactwa, płodności i obfitości. Najbardziej znanym szczurem jest oczywiście ten, który wozi na swoim grzbiecie słoniogłowego Ganeshę. Co ciekawe w niektórych tybetańskich przedstawieniach Mahakala tańczy na trupie Ganeshy, tratując go niemiłosiernie bez żadnego szacunku, co ma być znakiem zwycięstwa nad cielesnością, wyzwolenia od niej. Szczur jest również zwierzęciem Durgi- hinduskiej bogini zwycięstwa. Rzecz niby mało istotna, ale warto zauważyć, że jednym z jej wcieleń jest bogini Mahakali- dakini, małżonka lub, jak chcą inni, sfeminizowana wersja  Shivy- Mahakali. Mamy więc kolejny obrót koła- od symbolu Shivy- lingamu, pionowego kamienia, kolumny bez końca i bez początku ale również pierwotnego symbolu płodności, przez Mahakalę- „Wielki Mrok”, niszczyciela światów, wyzwoliciela z cielesności, z powrotem do symboli obfitości, płodności i wreszcie znaków fallicznych- postaci człowieczka na dwu kulach. Wierzący powiedziałby pewnie na to że nawet bogowie nie mogą uniknąć cyklu reinkarnacji, a na mój prostaczy  rozum to jak by się człowiek nie obracał, jak bardzo skomplikowanych konstrukcji by sobie nie tworzył żeby opisać świat w którym żyje, to i tak – jak śpiewają Elektryczne Gitary- „wszystko ch..j”. Wystarczy tylko zeskrobać politurę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-1450823857924505149?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/1450823857924505149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/08/mahakala-zosta-poczatkowo-przyjety-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1450823857924505149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1450823857924505149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/08/mahakala-zosta-poczatkowo-przyjety-w.html' title='A wy tylko o jednym...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THx6WwYLAyI/AAAAAAAARp8/37JZUNDXYqM/s72-c/Daikoku+by+Hokurei,+1853.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-3234732199547860341</id><published>2010-08-27T15:30:00.006+02:00</published><updated>2010-11-13T21:28:55.315+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hamon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakizashi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miecz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='shobuzukuri'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szlif'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kissaki'/><title type='text'>Liście irysów</title><content type='html'>Właściwie lubię kupowanie "zapuszczonych" mieczy. Jasne- to trochę robienie cnoty z konieczności (na niezapuszczone musiałbym  wydać kilkukrotnie więcej) ale licytowanie kling które są tak zardzewiałe że właściwie jednolicie czarne jest trochę jak kupowanie jajka z niespodzianką. Czasem dostaje się jajko, czasem niespodziankę a czasem- po prostu zbuka. Ostatnim z mieczy który kupiłem było wygrzebane w jakimś garażu w Stanach wakizashi. Fotki dostarczone przez sprzedawcę ? A proszę bardzo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TN70-EQoDHI/AAAAAAAAS7g/Crx7hKr2n0M/s1600/Nowy-17.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 299px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TN70-EQoDHI/AAAAAAAAS7g/Crx7hKr2n0M/s400/Nowy-17.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539133938844830834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widać- nic nie widać. Sądząc po ogólnym kształcie ostrze nie może być koto, najprawdopodobniej nie jest też oryginalnym wakizashi ale to akurat ledwie przypuszczenia. Paskudne, wtórne nakago i nieaktywna rdza na całej powierzchni kryjąca właściwie wszystko. Ruletka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po prawie roku czekania wreszcie doszło do mnie kupione w ciemno ostrze.  Kurier dowiózł je w standardowej, długiej tubie, unieruchomione paczkami cukierków (kochamy Cię, Christell). Po otwarciu przesyłki poczułem się jak dziecko które znajduje pod choinką sweter. Wyglądało koszmarnie. Cienkie, wygięte, z grubymi złogami tlenków i głębokimi wżerami. Ani śladu hady i hamonu, shinogi zaoblona szlifierką taśmową, słowem- niewiele lepiej niż kawał blachy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszym odruchu pomyślałem że jedyne co z tym można zrobić to doczyścić z grubsza i sprzedać na allegro. Rozłożyłem papierowe ręczniki i w mocno minorowym nastroju zacząłem odmaczać rdzę w lekkim roztworze kwasu fosforowego. Normalnie raczej tego nie robię, tak agresywne substancje są zbyt inwazyjne żeby można ich używać w pracy nad "normalnymi" ostrzami, potrafią wnikać w hadę i wtedy z małego problemu robi się poważny- jeśli się ich nie zneutralizuje rozspajają strukturę ostrza. Sęk w tym, że akurat ten przypadek nijak nie jest normalny nawet jak na moje- bardzo niewysokie- standardy i do stracenia tak naprawdę nie miałem już nic. Namaczanie papierowych ręczników w roztworze, okład, ścieranie i kąpanie ostrza w wodzie, wreszcie neutralizacja. Gruba warstwa brudu odeszła, resztę dla orientacji starłem kamieniem. Po tym wszystkim można było ocenić stan miecza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THfBN2jk4DI/AAAAAAAARpg/FVtEt16-0Jw/s1600/pic.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THfBN2jk4DI/AAAAAAAARpg/FVtEt16-0Jw/s320/pic.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510085112838283314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...i nie jestem pewien czy nie lepiej byłoby w ogóle go nie czyścić. W co najmniej trzech miejscach poważne delaminacje, mówiące co nieco o technice odkucia. Głębokie wżery, z czego najgorszy na samej krawędzi tnącej. Drobniejszych kizu nie ma nawet sensu wyliczać. Mune nie istnieje. Zabezpieczyłem wszystko WD-40 (wynalazcy tego cudu powinni dostać Nobla) i zająłem się czymś innym żeby o nim nie myśleć ale jak zwykle w takich przypadkach nie mogłem odpuścić i dziś całość trafiła na kamienie. W rezultacie pokazało się parę pozytywów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THfG_hJqS0I/AAAAAAAARpo/W95wC3dMozk/s1600/001.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/THfG_hJqS0I/AAAAAAAARpo/W95wC3dMozk/s320/001.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510091463644040002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostrze jest najprawdopodobniej suriage dłuższej klingi w dość rzadkim kształcie shobuzukuri. Linia hartu przebiega głęboko i zostawia sporo miejsca na korekty. Kissaki jest, mimo delaminacji, zdrowe. Hamon spokojny ale nie nudny, wyraźny, z ładnymi kryształami. Mimo fatalnego pierwszego wrażenia całość rokuje nienajgorzej. Pożyjemy- zobaczymy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-3234732199547860341?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/3234732199547860341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/08/liscie-irysow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3234732199547860341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3234732199547860341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/08/liscie-irysow.html' title='Liście irysów'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TN70-EQoDHI/AAAAAAAAS7g/Crx7hKr2n0M/s72-c/Nowy-17.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5295332486855375400</id><published>2010-08-20T23:01:00.006+02:00</published><updated>2010-08-21T10:58:53.769+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mahakala'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Daikokuten'/><title type='text'>Shri Mahakala Deva</title><content type='html'>Jedna z moich ulubionych postaci z panteonu buddyjskiego przechodziła wyjątkowo zaskakujące przemiany. Mahakala- bo o nim mowa- zanim został zaimportowany przez buddystów pierwotnie był jedną z emanacji Shivy. Emanacją co prawda związaną z tańcem niekoniecznie przyjazną. Tańczący Shiva, Pan bądź Król Tańca, jest niszczycielem starego świata, tym który przygotowuje dla Brahmy- stworzyciela miejsce do działania. Funkcję Mahakali jako aspektu bóstwa najlepiej wyjaśnia jego imię. To zbitka dwu terminów, które można tłumaczyć jako maha („wielki”, „potężny”) i kala („czas”, ale również „ten który pochłania wszystko”). Mahakala – a równocześnie Tańczący Shiva- jest wszechogarniającym czasem. Zawiera w sobie wszystko, wszystko pochłania i wszystko tworzy. Czerń (lub ciemny błękit) jego skóry to nie tyle kolor, co brak koloru- wszystkie barwy zostały wchłonięte. To obraz pustki która nieustannie pochłania samą siebie (kalayati iti kala). Trudno uznać Mahakalę za postać groźną czy złowrogą- mimo że wyobraża nieubłaganą siłę natury, jest w gruncie rzeczy obojętny. To bardziej żywioł niż istota zdolna do uczuć. Nie demon, nie bóstwo nawet ale byt znajdujący się na jeszcze wyższym poziomie- personyfikacja pozostającej poza czasem, niewzruszonej reguły wszechświata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W swojej buddyjskiej wersji Mahakala czczony jest (jakkolwiek nieadekwatne jest to słowo) niemal wyłącznie w odłamach tybetańskich, gdzie pełni funkcję jednego z opiekunów dharmy. Jego lokalny kult jest na tyle silny że uważa się go wręcz za patrona Tybetu, co zresztą ma swoje nieoczekiwane konsekwencje w postaci dość „wojowniczych” filmów na Youtube, wzywających Mahakalę do ukarania okupantów. W bardziej ogólnym rozumieniu Mahakala jest- podobnie jak królowie mądrości- obrońcą dharmy. W swoim buddyjskim wydaniu nie jest już awatarem Shivy, ale bothisatvy miłosiedzia- Avalokiteśvary (związki pomiędzy tymi dwoma wydają się być bliższe niż chcieliby przyznać niektórzy buddyści). Inna rzecz że jest to wyjątkowo aktywna, wojownicza emanacja. Gniew Mahakali skierowany ma być przeciwko wrogom buddyzmu a w wymiarze personalnym- przeciwko wszelkim przeszkodom na drodze do osiągnięcia przez adepta czy wyznawcę doskonałości. Jego demoniczny wygląd ma więc w buddyzmie wymowę zupełnie inną do tej, jaką miał w hinduizmie. To już nie odwieczny cykl istnienia, nie wszechogarniający czas, ale potężny i groźny pomocnik- przewodnik. Ten, który powodowany miłosierdziem niszczy demony i otwiera drogę do oświecenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TG7u5SGwxVI/AAAAAAAARpY/JGrf2ydB0bY/s1600/mahakala.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 262px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TG7u5SGwxVI/AAAAAAAARpY/JGrf2ydB0bY/s320/mahakala.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507602062200849746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tybetańska rzeźba przedstawiająca sześciorękiego Mahakalę. Victoria and Albert Museum, Londyn.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do kwestii ikonografii- Mahakala jest jedną z łatwiejszych do rozpoznania postaci. O czarnej skórze już wspomniałem. Na głowie- korona z pięciu czaszek symbolizujących przeobrażenie pięciu grzechów w pięć cnót. Ignorancja zmienia się w wiedzę, duma- w samoświadomość, przywiązanie do świata- oderwaniem od niego, zazdrość- spełnieniem a gniew- mądrością „czystego jak lustro”, spokojnego umysłu. Czaszki- znaki „śmierci” każdego z grzechów- stają się tu pięcioma klejnotami (w takiej właśnie postaci występują w jednej z odmian przedstawień tego bóstwa, tzw. białego Mahakali). Najbardziej powszechne są wyobrażenia Mahakali w sześciorękiej wersji. Każda z rąk ma (jakżeby inaczej) swoje znaczenie i odpowiada jednej z sześciu doskonałości (szczodrość, moralność, pokój umysłu, witalność, medytacja, wewnętrzne samopoznanie). Żeby nie było zbyt prosto każda z dłoni trzyma zwykle jakiś przedmiot, oczywiście mający znaczenie symboliczne. Popularne pary to: nóż ofiarny, tasak bądź topór (odcina więzi ze światem LUB- w mniej lukrowanej wersji- służy do szatkowania serc i wnętrzności grzeszników) i puchar z czaszki (pojemnik ofiarny do którego składa się to, co odetnie nóż).  O ile pierwsza para odnosiła się do roli obrońcy, o tyle druga odwołuje się do pierwotnej, związanej z kosmicznym porządkiem, funkcji Mahakali. Są to damaru- rodzaj bębenka modlitewnego którego dźwięk ma być symbolem dźwięku z jakiego emanowało wszelkie istnienie (ma on też mieć właściwość budzenia dusz „ospałych”) i różaniec z czaszek- znak powtarzającej się w nieskończoność aktywności. Ostatnia para to trójząb i lasso... i tu interpretacja jest najmniej przejrzysta. Oczywiście buddyści twierdzą że trójząb to po prostu symbol trzech klejnotów- buddy, dharmy i sanghy. Sęk w tym, że jest to również najważniejszy z atrybutów Shivy jako pana czasu. Brzmi znajomo ? No właśnie... W tym wydaniu trzy zęby mogą reprezentować przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Ma on mieć zdolność do niszczenia trzech głównych grzechów- zła, pożądania i pychy. Nie koniec na tym. Shiva jako pan czasu kontroluje również świat iluzji- mayę. Trójząb może więc zdaniem niektórych badaczy reprezentować trzy guny czy, mówiąc nieco przystępniej, trzy główne cechy,„wątki” które tworzą znaną nam, iluzoryczną rzeczywistość, są nieodłącznymi elementami wszelkiego istnienia. Są to sattva guna (związana z tworzeniem), rajas guna (zachowaniem równowagi) i tamas (niszczeniem). Sprawę dodatkowo komplikuje fakt że trójząb tak w ręku Shivy, jak i większości innych bóstw świata jest atrybutem bóstw władających morzem, trzęsieniami ziemi i piorunami- byłby więc w jakiś sposób równoważny wajrze (która zresztą często gęsto pojawia się w dłoniach Mahakali). Na dobrą sprawę wszystkie te interpretacje atrybutu są równouprawnione, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że w parze z trójzębem zwykle występuje lina   służąca za pęta dla demonów (wyobrażeń wszelkich „złych” skłonności wierzącego) podobna do tej którą zwykle nosi przy sobie Fudo Myo, skłaniałbym się odczytywania znaczenia broni Mahakali jako atrybutu przewodnika duchowego, pozwalającego mu na niszczenie grzechu. Rozwiązanie co prawda dość łopatologiczne, ale i pasujące do ludowej duchowości która kształtowała obraz. Inne atrybuty takie jak trzecie oko, skóra tygrysa, płomienna aureola czy lotosowy piedestał są na tyle powszechne, że objaśnianie ich znaczenia mija się z celem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uff... część bolesna skończona. Pora na recepcję Mahakali na gruncie mitologii i ikonografii japońskiej ale to materiał na kolejny odcinek. Ja-na.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5295332486855375400?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5295332486855375400/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/08/shri-mahakala-deva.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5295332486855375400'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5295332486855375400'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/08/shri-mahakala-deva.html' title='Shri Mahakala Deva'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/TG7u5SGwxVI/AAAAAAAARpY/JGrf2ydB0bY/s72-c/mahakala.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-259355804008155975</id><published>2010-05-12T03:53:00.003+02:00</published><updated>2010-05-12T03:59:23.562+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nanshoku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sakura'/><title type='text'>Wiosna panie oberleutnant</title><content type='html'>Wszystko kwitnie, świergoli i zajmuje się wszystkimi innymi czynnościami przyporządkowanymi tej porze roku. Grusza przed moim oknem jak zwykle spóźnia się- chociaż może ją też dopadł Alzheimer i po prostu zapomniała. W Japonii właśnie odbywają się wszystkie możliwe uroczystości oglądania kwiatów, a mi  przykleiły się kwiatowe motywy. Oczywiście najbardziej oklepanym ze wszystkich jest ten opadających płatków wiśni- symbol ulotności, najczęściej wymieniany w kontekście przemijalności życia samurajów. Dla mnie o wiele bardziej zabawne są  jego erotyczne konotacje które okazują się być  dość niewygodne dla części co bardziej zapatrzonych w wizję po europejsku „męskiego” samuraja praktyków sztuk walki. Dla europejczyków rzecz może istotnie nie być uchwytną na pierwszy rzut oka ale warto zauważyć jak wiele japońskich symboli miłosnych czy erotycznych związanych jest z nanshoku czy- używając innego terminu- shudo („drogą młodości”). Jeden i drugi termin związany jest z miłością homoerotyczną, przy czym nazwy shudo używano pierwotnie na określenie zwyczaju wiązania się młodych giermków i starszych, doświadczonych wojowników. Związki te, oprócz funkcji czysto seksualnych, miały o wiele poważniejsze zadanie-były dla owych nastoletnich najlepszą metodą zdobywania doświadczenia, stąd trudno się dziwić  gwałtownej reakcji szogunatu na pojawienie się na rynku drzeworytów pokazujących Nobunagę który co prawda siedzi w towarzystwie czcigodnej małżonki, ale maślanym wzrokiem wpatruje się w Hideyoshiego. Ulotne kwiaty wiśni były w tym przypadku nie tyle przypomnieniem nieuchronności- ba- konieczności śmierci, ale zmysłowym symbolem szybko przemijającego uroku owych młodych chłopców (czy raczej ich „chryzantemowego miejsca”). Innymi chłopięcymi kwiatami były kwitnące w piątym miesiącu roku (a więc w czasie obchodów święta chłopców) narcyzy i irysy.  Co ciekawe o ile w tradycyjnej ikonografii związane były po prostu z młodymi mężczyznami, o tyle w hedonistycznej i -co tu dużo ukrywać- mieszczańskiej kulturze epoki Edo nabrały nowego znaczenia, stając się symbolami „chłopców do wynajęcia”. W tym kontekście drzeworyty pokazujące kobiety czy dziewczęta łamiące łodygi irysów nie były pozbawione zmysłowych podtekstów, ukrytych pod pozorem sceny rodzajowej. Nie jestem pewien jak dobrze ową symbolikę znała nasza krakowska cyganeria, dla której irys- za przyczyną Jasieńskiego stylizowany po trochu na japońską modłę- stał się niemal znakiem rozpoznawczym, natomiast jestem przekonany że ich obecnych świętoszkowatych następców wymowa japońskich kwiatków mogłaby mocno zbić z pantałyku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-259355804008155975?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/259355804008155975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/05/wiosna-panie-oberleutnant.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/259355804008155975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/259355804008155975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/05/wiosna-panie-oberleutnant.html' title='Wiosna panie oberleutnant'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-75694641111298975</id><published>2010-04-25T02:20:00.009+02:00</published><updated>2010-04-26T14:02:11.324+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jiang shi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='feng shui'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wampir'/><title type='text'>Suck me babe one more time</title><content type='html'>No dobrze, nie ma co dalej uciekać- przyznaję się. Żywię niezdrową i niczym nieuzasadnioną fascynację symboliką infernalną w ogóle, a mitami związanymi z wszelkiego rodzaju upiorami w szczególności. Czy to eskapizm i uciekanie pomiędzy bajki, czy nie do końca uświadomiony fetysz- w gruncie rzeczy nieistotne. Ważne, że grzebiąc w śmietnikach różnych kultur poluję na różnorakie potworne cudowności. Czy to japońskie jurei i bakemono, czy chińskie gui, arabskie ifryty czy sumero-akkadyjskie duchy powietrza- nieistotne. Łapczywie pożądam ich wszystkich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez ostatnie cztery lata męczył mnie jeden, zdawałoby się drobny szczegół. Oto w jednej z  chińskich gier fantasy postaci mające reprezentować nieumarłych nosiły na czole rodzaj żółtej „metki” z czerwonymi ideogramami. Świetnie widać ją również w klasycznych już filmach Sammo Hung'a. Niby nic- ot, plakietka ale... dlaczego ? Czemu tak ? Po co ? Co to oznacza i jak działa ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S9OMtk-LK5I/AAAAAAAAPMY/_h3KtM4tkQQ/s1600/20060302_silkroadonline.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 225px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S9OMtk-LK5I/AAAAAAAAPMY/_h3KtM4tkQQ/s320/20060302_silkroadonline.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5463865487577000850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba było zacząć od samego dna. Chińskie duchy to gui. Oczywiście jest ich kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) kategorii. Jedne są życzliwe, inne psotne, jeszcze inne nieodmiennie wrogie. Przyczyną powstania wszystkich bez wyjątku jest fakt pozostania duszy (po 魄 ) w ciele po śmierci. Może to być wynikiem tragicznej śmierci, błędów popełnionych w czasie rytuału pogrzebowego, wreszcie woli moribunda czy jego fatalnego charakteru. Co ciekawe chińskie wampiry- jiangshi (Geung-Si, Chiang-Shih) - pozbawione są duszy, trudno więc zakwalifikować je do kategorii duchów czy demonów.  W porównaniu ze swoimi europejskimi pobratymcami wypadają wyjątkowo żałośnie- pozbawione inteligencji, większości zmysłów (oprócz wyjątkowo wyostrzonego węchu), możliwości swobodnego ruchu (przemieszczają się niezgrabnie podskakując, wypisz wymaluj jak nakręcane zabawki) są  więc w gruncie rzeczy niczym więcej niż zombie, czy raczej- biorąc pod uwagę sposób w jaki powstają- taoistyczną wersją potwora Frankensteina.  W większości przypadków ich powstanie jest wynikiem działań kapłanów, często zresztą  spełniających wyraźne życzenie rodziny zmarłego. Chińskie legendy mówią o praktyce „podróży zwłok na odległość tysiąca li”. Biedne rodziny, których nie było stać na zapewnienie zmarłym w oddaleniu członkom klanu transportu zwłok, miały zwracać się do kapłanów którzy- oczywiście nie bezinteresownie- obdarzali ciało namiastką życia i sprawiali że nocami niezdarnie (z powodu rigor mortis- jiangshi oznacza dosłownie „sztywne ciało”) skakało w stronę domu. Przed korowodem takich pokracznych wędrowców miał kroczyć kapłan uderzający w gong- po pierwsze po to by wskazywać im drogę , po drugie by ostrzegać żywych dla których spotkanie z tego rodzaju korowodem mogło skończyć się wyjątkowo niemiło. Jako że niezależnie od nacji i wyznania kapłani nie zawsze cieszyli się dobrą opinią, niektórych z nich posądzano o nadużywanie umiejętności i wykorzystywanie zmarłych jako taniej siły roboczej. Podejrzewa się że u źródeł tej legendy leży odnotowany w regionie Xiangxi zwyczaj transportowania zwłok zmarłych przywiązanych do bambusowych tyk, które uginając się i prostując w miarę ruchów wozu nadawały umrzykom pozory ruchu.  Tak pojawił się ulubiony przez twórców filmów z Hongkongu topos złego maga/uczonego, otoczonego zgrają zdecydowanie nieatrakcyjnych sług.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S9OLWU_20MI/AAAAAAAAPMQ/vEhbBzw879k/s1600/chinesevampires1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 248px; height: 302px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S9OLWU_20MI/AAAAAAAAPMQ/vEhbBzw879k/s320/chinesevampires1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5463863988640469186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jiangshi nie wyglądają zbyt estetycznie. Ich cechy rozpoznawcze to- obok sztywno wyciągniętych kończyn- nienaturalnie długie, czarne pazury, wyciągnięte i opuchnięte języki, czasem białe bądź siwe włosy, wreszcie zielonkawa, pokryta białym nalotem pleśni, skóra. Żółte „metki” mocowane na czołach które sprawiły ze zainteresowałem się tym motywem są niczym innym jak skrawkami papieru na którym krwią kury bądź czarnego psa spisuje się zaklęcie (kłaniają się meth i aemeth z historii golema). Co ciekawe oprócz standardowych atrybutów wszelkiej maści straszydeł do ikonografii jiangshi wplątały się elementy propagandy czysto politycznej. Oto chiński wampir- niezależnie od tego czy powstał 10 lat temu czy jest postacią z legend XVI wiecznych- zawsze ubrany będzie w strój urzędników cesarskich niezbyt lubianej obcej dynastii mandżurskiej. Nie mam pojęcia czy miało to być parabolą wysysania przez tych ostatnich sił życiowych narodu, faktem jest że funkcjonuje na prawach wampirycznego atrybutu do dziś, już w oderwaniu od pierwotnego znaczenia.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S9ORBqv9FKI/AAAAAAAAPMg/NrGn6BpUFTM/s1600/img_1926.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 197px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S9ORBqv9FKI/AAAAAAAAPMg/NrGn6BpUFTM/s320/img_1926.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5463870230771864738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro jesteśmy przy diecie chińskiego wampira- jest ona kolejnym elementem który odróżnia go od pobratymców z innych kultur. By przemieszczać się chiński wampir potrzebuje oczywiście jakiegoś „paliwa”, żywi się jednak czystą energią życiową swoich ofiar- wysysa z nich qi, natomiast podobnie jak japońskie bakemono nie tylko nie pije krwi, ale wręcz jej unika. Krew jako tabu, substancja która kala, unieruchamia jiangshi. Jako że qi powiązana jest z oddechem, metodą ukrycia się przed wampirem (nie tylko przed nim zresztą, sposób ten  ma działać w przypadku wszelkiego rodzaju azjatyckich duchów i sporej części demonów)  ma być wstrzymanie oddechu. Nie mogąc wywęszyć ofiary jiangshi odejdzie. Można też- podobnie jak w przypadku niektórych demonów europejskich-  rozrzucić garść ziarna (jeśli chodzi o jiangshi musi być to ryż o krótkich, okrągłych ziarnach)- prześladowca nie ruszy się dopóki nie policzy wszystkich ziaren.  Inną, polecaną tak przez mistrzów Feng Shui jak i taoistycznych kapłanów, metodą obrony przed tego rodzaju istotami, miało być umieszczenie w progu wysokiego na piętnaście centymetrów kawałka drewna (tzw. ménkàn ). Podobno jiangshi nie są w stanie podskoczyć tak wysoko, co sporo mówi o ich kondycji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot- chińska tandeta, nawet wampiry jakieś takie... wybrakowane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-75694641111298975?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/75694641111298975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/04/suck-me-babe-one-more-time.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/75694641111298975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/75694641111298975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/04/suck-me-babe-one-more-time.html' title='Suck me babe one more time'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S9OMtk-LK5I/AAAAAAAAPMY/_h3KtM4tkQQ/s72-c/20060302_silkroadonline.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-459241518957007807</id><published>2010-04-15T16:07:00.005+02:00</published><updated>2010-04-19T12:08:20.839+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kung fu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miecz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jian'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tai chi'/><title type='text'>Jian Adam Hsu- Hanwei</title><content type='html'>Kolejna z chińskich broni w mojej kolekcji. Tym razem dyskretny urok burżuazji- arystokratyczny jian. Broń uważana za najtrudniejszą do opanowania, atrybut cesarzy i uczonych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jako że Hanwei jest znany z dość... nierównej jakości swoich produktów, otwierałem pudełko "z pewną taką nieśmiałością". Albo miałem szczęście albo ta-  jeszcze dość świeża- seria jest wyjątkowo udana. Miecz reklamowany przez sifu Adama Hsu jest wzorowany na egzemplarzach z epoki Ming. Oprawa raczej dość skromna, z różanego drewna z okuciami ze stali i drobnym medalionem z grawerunkiem smoka na jelcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S8ceTv4vuDI/AAAAAAAAPJw/UlEgTd485jI/s1600/Miecz_Hanwei_Adam_Hsu_Jian_-Wood_Handle.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S8ceTv4vuDI/AAAAAAAAPJw/UlEgTd485jI/s320/Miecz_Hanwei_Adam_Hsu_Jian_-Wood_Handle.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5460366397830838322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak w większości produktów CAS/ Hanvei miecz jest świetnie zabezpieczony- nie ma szans żeby został uszkodzony podczas transportu. Solidne, dopasowane opakowanie ze styropianu. Ogólne wrażenie bardzo dobre- mimo że nie jest to nawet "środkowy" zasięg cen produktów Hanwei wszystkie części są solidne (nie ma mowy o cienkich, blaszanych okuciach) i dobrze spasowane. Oczywiście metalowe części oprawy to odlewy (trudno liczyć na ręczne cyzelowanie przy cenie poniżej 300$) ale nie widać śladów szwów czy nadlewów. Z pewnością nie zaszkodziłoby im odrobinę więcej staranności przy polerowaniu i montowaniu medalionów ze smokiem (jedyny element który wygląda na tyle niestarannie że nie pasuje do reszty) ale tak naprawdę to raczej marudzenie- miecz wykonano naprawdę dobrze, zwłaszcza jego drewniane elementy dopracowano bez zarzutu. Z pewnością wymaga oczyszczenia z grubej warstwy smaru zabezpieczającego go przed korozją (grubej znaczy w tym przypadku naprawdę GRUBEJ), na moim egzemplarzu klinga ma kilka drobnych otarć ale ponownie- to nic czego nie usunęłaby pasta polerska na szmatce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o walory użytkowe: miecz jest dość masywny- mam wrażenie że waga podana na stronie producenta jest nieco zaniżona. Środek ciężkości mocno z przodu (jakieś 10 cm mierzone od jelca) co za tym idzie broń o długości niektórych rapierów europejskich jest od nich o wiele bardziej przeważona na sztych. Pomaga to przy ruchach po kole i rąbaniu- wówczas jian bardzo ładnie "płynie", ale przy sztychach i w postawach poziomych jest nieco mniej korzystne i oczywiście nie do końca zgodne z tym jak wyważano oryginały. Z drugiej strony współczesne sztuki walki mają swoje prawa a o mieczu w TaiChi można powiedzieć wiele i niemało z tego co się o nim powie będzie pozytywami, ale z pewnością nie to, że ma zastosowania bojowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sumując- bardzo ładna, starannie wykonana broń treningowa. Z racji jej statusu raczej nieprędko dobrnę do form (póki co Wu Lang Ba Gua Gwun sprawia mi poważne problemy) ale jako urodzony gadżeciarz jestem bardzo zadowolony.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-459241518957007807?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/459241518957007807/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/04/jian-adam-hsu-hanwei.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/459241518957007807'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/459241518957007807'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/04/jian-adam-hsu-hanwei.html' title='Jian Adam Hsu- Hanwei'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S8ceTv4vuDI/AAAAAAAAPJw/UlEgTd485jI/s72-c/Miecz_Hanwei_Adam_Hsu_Jian_-Wood_Handle.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-1963564518906173064</id><published>2010-04-11T07:42:00.001+02:00</published><updated>2010-04-11T07:42:20.414+02:00</updated><title type='text'>* * *</title><content type='html'>wtulę się w ciepłe ja&lt;br /&gt;pod puchatą pierzyną rozczarowania&lt;br /&gt;i spokojnie poczekam &lt;br /&gt;aż przestanie złośliwie klekotać&lt;br /&gt;dorosły  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wspaniała armia plastikowych żołnierzy&lt;br /&gt;z których każdy mówił wyłącznie moim głosem&lt;br /&gt;huknie porywajacym szeptem okrzyków&lt;br /&gt;ku czci swojego generała&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wróci z wygnania świadek tysięcy wygranych pojedynków&lt;br /&gt;pomarańczowy pajac&lt;br /&gt;szary pies z nosem pięknie cuchnącym muchozolem&lt;br /&gt;grzechotliwa czereda klocków&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;przywitamy się cichutko&lt;br /&gt;(nie wolno budzić dorosłych)&lt;br /&gt;i całą bandą&lt;br /&gt;chytrze schowamy się w szafie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-1963564518906173064?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/1963564518906173064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/04/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1963564518906173064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/1963564518906173064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/04/blog-post.html' title='* * *'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-562443910704508983</id><published>2010-04-09T06:18:00.012+02:00</published><updated>2010-04-12T05:20:59.093+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szabla'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dao'/><title type='text'>Dao Master Cutlery</title><content type='html'>Mimo tego że chińskimi sztukami walki zajmuję się od dość dawna, chińska broń biała nigdy nie pociągała mnie tak, jak, było nie było wywodząca się od niej, japońska. Być może winne temu były kontakty z "papierowymi" mieczami wu-shu, będącymi na dobrą sprawę raczej akcesoriami treningowymi niż bronią, może brak właściwego PR-u który wyniósł na szczyty popularności nihonto. Ni mam pojęcia. Po prostu nie iskrzyło między nami i jedyną z chińskich broni która mnie jako- tako interesowała był kij. Skoro jednak tak się złożyło że wróciłem do ćwiczenia Tang Lang, a nie chcę ograniczać się do samych form ręcznych, wypadło mi wreszcie zainteresować się tematem chińskiej broni białej, czego pochodną jest niniejsza mini- recenzja mojej pierwszej chińskiej szabli (dao) firmy Master Cutlery. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S761GU_PrkI/AAAAAAAAPGE/U1hnbC_55Gk/s1600/Dao_Master_Cutlery.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 86px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S761GU_PrkI/AAAAAAAAPGE/U1hnbC_55Gk/s320/Dao_Master_Cutlery.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5457998918737440322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla osoby przyzwyczajonej do obcowania z bronią japońską miecze chińskie są raczej mało skomplikowanymi tworami. Na dobitkę dao to historycznie broń używana raczej przez ochroniarzy i szeregowych żołnierzy niż atrybut arystokratów. Prosta, masywna, niezbyt finezyjna: narzędzie walki i mówiąc "narzędzie" mam na myśli raczej siekierę niż dłutko. Ot- kawałek sprężystej stali w funkcjonalnej (choć rzadko estetycznej) oprawie. W przypadku dao Master Cutlery trudno się nie zgodzić z tego rodzaju opinią- stworzona przez nich broń pozbawiona jest jakichkolwiek ornamentalnych wygibasów, co zdecydowanie wyszło jej na dobre. Surowa, funkcjonalna czarna oprawa, solidna klinga, czarna drewniana pochwa z trzema okuciami i... to już. Dao jest to dość długa (86 cm) z klingą w formie "ogona wołu", w piórze obusieczną. Jest ostra, co nie dla wszystkich musi być zaletą, w każdym razie ja nie cierpię ćwiczenia z tępą bronią, moim zdaniem prowokuje do traktowania miecza czy szabli jak niegroźnego kawałka metalu który można chwytać jak popadnie "bo i tak nic się nie stanie". W przeciwieństwie do podobnego Watersong Dao od Hanwei klinga jest raczej gruba (3mm), dzięki czemu w czasie ćwiczenia nie ma się wrażenia jakby manipulowało się kawałkiem blachy czy wręcz radziecką ręczną piłą do drewna. Jak w prawdziwych, przystosowanych do silnych cięć z ramienia dao, środek ciężkości przesunięty jest w stronę sztychu co rzeczywiście bardzo zmienia sposób w jaki operuje się bronią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główne zalety ? Z pewnością bardzo "realne" ostrze, solidna konstrukcja i brak jarmarcznej ornamentacji. Wady ? Tych też kilka się znajdzie. "Uszczelnienie" jelca tarczowego bezbarwną żywicą (szczęściem dość łatwą do usunięcia). Kiepsko wykończone powierzchnie ostrza, prawdopodobnie po prostu "pociągnięte" szlifierką której śladów nikt już nie usuwał. Fakt- akurat ta wada jest dość łatwa do usunięcia (papier ścierny, pasty polerskie i odrobina cierpliwości) i nie wpływa na walory użytkowe broni ale nie ma sensu udawać że wszystko jest cacy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzecz która jest równocześnie zaletą jak i wadą, zależnie od upodobań i podejścia: ostrze wykonane jest ze stali nierdzewnej. Oznacza to że można go dotykać paluchami a po treningu nie martwić się o wycieranie i oliwienie tylko odwiesić na stojak i zapomnieć aż do chwili kiedy znowu będzie potrzebne. Z drugiej strony to raz- niewątpliwe odstępstwo od tradycji a dwa- nie ma się co oszukiwać, stal nierdzewna jest zdecydowanie mniej odporna od węglowej. Jako że szukałem szabli stricte treningowej, służącej głównie do form a nie do cięcia użycie tego rodzaju materiału było dla mnie jak najbardziej akceptowalne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec drobny detal: frędzel, jak każe tradycja przyczepiony do grzybka rękojeści. Kwiatek u kożucha. Biały, z jakichś kiczowatych, prujących się syntetycznych sznurków, z drewnianym koralikiem. Koszmarek. Odczepiłem bo bardziej przeszkadzał i irytował (tu akurat pewnie niebagatelną rolę odgrywa mój brak doświadczenia w operowaniu bronią tego typu) niż zdobił.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-562443910704508983?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/562443910704508983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/04/dao-master-cutlery.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/562443910704508983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/562443910704508983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2010/04/dao-master-cutlery.html' title='Dao Master Cutlery'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/S761GU_PrkI/AAAAAAAAPGE/U1hnbC_55Gk/s72-c/Dao_Master_Cutlery.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-4775444784824960168</id><published>2009-11-20T01:01:00.002+01:00</published><updated>2009-11-20T16:38:41.894+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hagakure'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bushido'/><title type='text'>Hagakure</title><content type='html'>Klasyka gatunku. Nauka umierania. Księga śmierci. Wykładnia bushido. Bla bla bla bla bla. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Swa2Y9cgeZI/AAAAAAAALQo/9CGQ4dB5hxk/s1600/27._Hagakure_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Swa2Y9cgeZI/AAAAAAAALQo/9CGQ4dB5hxk/s320/27._Hagakure_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406208942632106386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Hagakure" 葉隠 czyli "(Zapiski) w cieniu liści". Pozycja niewątpliwie klasyczna i podobnie jak i inne klasyczne pozycje, wliczając misjonarską, raczej nudna. Całość jest zapisem przemyśleń niejakiego Yamamoto Tsunetomo, samuraja służącego rodowi Nabeshima z prowincji Saga. Tsunetomo zdecydował się nie popełnić samobójstwa po śmierci swego daymio, wypełniając tym samym ostatnie życzenie tego ostatniego. Jest to o tyle zabawne, że większość jego opinii zawartych w "Hagakure" w dość kategorycznym tonie zaleca śmierć jako panaceum na wszelkie bolączki i nijak nie dopuszcza choćby cienia wahania. Ba- nasz heros posunął się do uznania 47 roninów za niedoskonałych. Jego zdaniem nie powinni czekać z zemstą tylko uderzyć natychmiast, bez przygotowania i zginąć. Zwlekanie i planowanie, mimo że miało przynieść o wiele lepsze rezultaty, uznał za niegodne prawdziwego bushi. Jego opinie i bajdurzenia o tym jak to wspaniale było w czasach kiedy wszyscy wyrzynali wszystkich i nikt rzekomo nie zastanawiał się czy poświęcenie życia ma sens znalazło zdumiewająco wielu klakierów. Pierwszym był faktyczny autor "Hagakure"- młody wówczas samuraj Tashiro Tsuramoto, który pieczołowicie spisywał wywody swojego bożyszcza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Swa36I06fWI/AAAAAAAALQw/7SfmRbExnVk/s1600/japanese_war_poster.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 232px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Swa36I06fWI/AAAAAAAALQw/7SfmRbExnVk/s320/japanese_war_poster.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406210612134575458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe książka- całych 11 tomów- pozostawała właściwie nieznana, leżakując w archiwach rodu Nabeshima aż do lat 30-tych XX wieku, do czasu, kiedy wygrzebali ją ideolodzy nowo-powstającego nacjonalizmu, szukający materiałów mogących pomóc im w praniu mózgów rekrutów nowej armii japońskiej. "Hagakure" ze swoją apoteozą bezmyślnego posłuszeństwa, pogardy dla śmierci i idealizowania postaci wojownika (tęsknoty dość zrozumiałej u kogoś, kto miecze miał nosić tylko dla parady a w rzeczywistości był zwykłym urzędnikiem) nadawało się do tego celu idealnie. W budowaniu świadomości nacjonalistów spełniło rolę porównywalną z tą, jaką w Europe odegrał "Mein Kampf". Obecnie "Hagakure" powraca, reklamowane miłośnikom japonizmów jako "najdoskonalsza wykładnia ducha bushido". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia niewątpliwie jest kobietą- nie zawsze jest piękna, za to potrafi być piekielnie złośliwa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-4775444784824960168?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/4775444784824960168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/11/hagakure.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4775444784824960168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4775444784824960168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/11/hagakure.html' title='Hagakure'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Swa2Y9cgeZI/AAAAAAAALQo/9CGQ4dB5hxk/s72-c/27._Hagakure_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-868122168916103264</id><published>2009-11-19T02:54:00.002+01:00</published><updated>2009-11-19T02:56:12.594+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bushido'/><title type='text'>Smycz i jej psy</title><content type='html'>Bushido, uporczywie mitologizowane już od momentu powstania, było niczym innym, jak wyjątkowo skutecznym narzędziem kontrolowania potencjalnie groźnej warstwy społecznej. Przemiana umysłowości całego społeczeństwa dokonała się oczywiście nieprzypadkowo- jest wynikiem celowej, planowej manipulacji której rezultaty- o ironio- obecnie są interpretowane jako autentyczny wyraz duchowości kasty wojowników.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owi bushi, którzy dość niezgrabnie pojawili się na scenie w czasie wojen Gempei, początkowo nie byli nikim więcej niż pogardzanymi prostakami, burakami upchanymi w sztywne i odporne na uszkodzenia opakowania. Korzystało się z ich pomocy kiedy było to niezbędne, potem zaś odsyłało z powrotem na prowincję, nagradzając (albo i nie) dobrym słowem, czego śladem jest zresztą nazwa samurai, pochodząca od mało chwalebnego terminu saburai określającego tych, którzy służą (w domyśle- szlachetnie urodzonym). Rzeczy zaczęły się komplikować w chwili, kiedy owi w gruncie rzeczy nieskomplikowani ludzi zdali sobie sprawę z prostego faktu- król (bądź cesarz) jest nagi, nie dysponuje tak naprawdę żadną liczącą się siłą a dobra którymi ma być szafarzem są w rzeczywistości "do wzięcia". Pół biedy kiedy administracja państwowa miała dość marchewek i mogła sowicie wynagrodzić poskramianie buntowników. Gorzej, kiedy wraz z rozwijającym się niedomaganiem administracji- problemami ze ściąganiem czy choćby naliczeniem podatków-  pojawiły się pustki w skarbcu i okazało się że państwo jako organizacja nie ma masom zbrojnych do zaoferowania zupełnie i absolutnie niczego, ba- staje się jedynie sztywną i coraz bardziej pijącą w tłuściutkie boczki ramą. Nie trzeba było długo czekać na pierwszego "wyzwoliciela" który pod pretekstem chronienia majestatu sięgnął po władzę. Jeszcze mniej czasu zajęło lokalnym pankom postawienie sobie pytania "zaraz, skoro jemu się udało to dlaczego ja mam nie spróbować ?". Od tego momentu Japonia stała się krajem nieustannych przetasowań, przebiegających w znajomej atmosferze wszechobecnej podejrzliwości. Kiedy szło o władzę, wszelkie związki międzyludzkie szły w kąt. Ojcowie mordowali synów, ci odwzajemniali się im tym samym. Truto, duszono, gwałcono, kamienowano, słowem- robiono wszystko co tylko się da byle tylko dopchać się do koryta lub przy nim utrzymać. Sukces bądź porażka w dużej mierze zależały od tego czy i na jak długo dany przywódca potrafił sobie zapewnić poparcie mas którymi miał kierować. Lojalność była towarem wysoce cenionym, ale nieczęsto spotykanym i prawie nigdy nie bezinteresownym. Było to więcej niż niewygodne dla każdego przywódcy, niezależnie od poziomu na którym musiał pełnić swoją rolę. Trudno się więc dziwić, że w interesie każdego, kto wspiął się po drabinie nad głowy innych było wpojenie znajdującym się pod nim, że ich pozycja jest nie tylko słuszna i zgodna z wolą bogów, ale że ich świętym obowiązkiem- ba, pragnieniem- jest wspieranie zwierzchnika. Absolutna, bezgraniczna i ślepa lojalność, wpajana była coraz silniej wraz z krystalizowaniem się struktury zależności feudalnych. Ostateczne skodyfikowana- jakżeby inaczej- na wyraźne zapotrzebowanie policyjnego reżimu Tokugawów i pod jego nadzorem, już po stu latach pokoju stała się legendą. Ten fragment totalitarnej propagandy przetrwał upadek shogunatu i przewijał się w historii Japonii przez różnego rodzaju konstrukcje ideologiczne zawsze, kiedy w grę wchodziło uzyskanie psiego posłuszeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smycz która przetrzymała śmierć tak psa, jak i jego pana.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-868122168916103264?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/868122168916103264/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/11/smycz-i-jej-psy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/868122168916103264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/868122168916103264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/11/smycz-i-jej-psy.html' title='Smycz i jej psy'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-3380386627620695475</id><published>2009-11-15T17:03:00.000+01:00</published><updated>2009-11-15T17:03:03.489+01:00</updated><title type='text'>Bez tytułu IV</title><content type='html'>Co za cholera ? Przez dobrych piętnaście minut stałem patrząc pod światło na zawartość szklanki. To że chwilę wcześniej obudziłem się nijak nie poprawiało moich zdolności analitycznych, podobnie jak i nie robiła im najlepiej ziębiąca w bose stopy podłoga. Im bardziej byłem przytomny tym mniej wierzyłem własnym oczom. To, co właśnie ciekło z kranu i chlupało w naczyniu nijak nie chciało przypominać wody. No dobrze- było z grubsza rzecz ujmując mokre, ale jeśli wziąć pod uwagę kolor i konsystencję bliżej temu było do krwawej Marry. Gdyby jeszcze smak... niestety, jeśli o niego idzie rzeczy miały się o wiele gorzej. Niestety- bo pierwszym co zrobiłem po zwleczeniu się na dół i dobrnięciu na półślepo do kranu było napicie się. Drugim co zrobiłem było wyjątkowo dynamiczne pozbycie się zawartości jamy ustnej połączone z próbą uniknięcia równie dynamicznego pozbycia się zawartości całej reszty układu pokarmowego. Smakowało toto jak mieszanka zakisłego końskiego moczu i pozostałości po płukaniu zardzewiałych kotłów w jakiejś fabryce. Nie żartownisiu, nie próbowałem. To tylko wyobraźnia podsuwa mi takie połączenie. W każdym razie zawartością szklanki była paskudna, rdzawa breja. Koszmarna pobudka, wymuszająca wyrobienie miesięcznej normy mycia zębów w ciągu pięciu minut. Szorowałem je bodaj trzy razy... no, może cztery. W łbie kołatał mi złośliwie przyczepiony obrazek studni ze snu. Może dlatego że z moją było coś nie tak ? Zdążyłem o tym pomyśleć i zamarłem. Zaraz, skoro myję zęby, woda w łazience jest zdatna do użytku, to znaczy że ani chybi coś nie tak z kranem w kuchni. Wytarłem usta ręcznikiem i poczłapałem sprawdzić. Przekręciłem kurek nad zlewozmywakiem. Woda która popłynęła z kranu była chłodna i jak na warunki polskie krystalicznie wręcz czysta. Niedobrze. Miałem nieodparte wrażenie że ktoś na górze uparł się żeby robić mi od rana głupie kawały. Spokojnie. Bez nerwów. Wdech, wydech... Może nie do końca się obudziłem ?  Niemożliwe żebym ciągle się mylił i spijał wodę z pędzli czy kamieni szlifierskich. Pogapiłem się jeszcze przez chwilę, zakręciłem wodę i poszedłem włożyć coś na tyłek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-3380386627620695475?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/3380386627620695475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/11/bez-tytuu-iv.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3380386627620695475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3380386627620695475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/11/bez-tytuu-iv.html' title='Bez tytułu IV'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-8343174564537235303</id><published>2009-10-16T04:34:00.003+02:00</published><updated>2009-10-16T04:50:37.622+02:00</updated><title type='text'>Bez tytułu III</title><content type='html'>Podobno zdarzają się takie seryjne sny. Weź choćby Magdę- tej śni się zawsze to samo miasteczko, w miasteczku ci sami ludzie którzy, kiedy przez dłuższy czas nie zdarza jej się śnić o tym miejscu, dopytują czemu tak dawno jej nie było. W sumie nie miałbym nic przeciwko temu żeby NIEKTÓRE z moich snów powtarzały się choćby i co noc, ale- litości, nie te w których oglądam zrujnowaną i przysypaną śniegiem budę. Tym razem widziałem ją z perspektywy ścieżki biegnącej z doliny aż do świątynnej bramy. Niewielki dziedzińczyk czy raczej kawałek z grubsza wyrównanego terenu porośniętego rachityczną trawą z niewielką studnią pośrodku. We śnie czułem nieodpartą chęć zajrzenia do studni. Powoli podszedłem do niej, pochyliłem się żeby odsunąć deski którymi jakaś pobożna dusza zakryła otwór i oczywiście- jak to we śnie- usłyszałem hałas za plecami. Oczywiście- jak to we śnie odwróciłem się i oczywiście gówno zobaczyłem. Obudziłem się zanim zdążyłem cokolwiek zauważyć i przez chwilę tępo wpatrywałem się w swoje włochate kulasy, sterczące ze sterty pracowicie rozkopanej pościeli. Sen zostawił po sobie dziwne, chociaż znajome uczucie że zapomniałem o czymś ważnym, o istotnej i pewnie niezbędnej informacji która błąka się gdzieś z tyłu czaszki. Pisarze żywiący złudzenia co do swojego talentu piszą zwykle w takich sytuacjach o czubku języka ale nie mając tego rodzaju aspiracji deleguję tą część ciała do może mniej ambitnych za to o wiele przyjemniejszych zastosowań. Jak by nie było przez kilka kolejnych dni nie mogłem pozbyć się z głowy obrazu tamtej chwili. Prostuję się, obracam i … ciemność widzę. Coś... cholera wie co. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zalałem herbatę. Pierwsza, poranna dawka cukru. Sącząc gorącą breję tępo wgapiałem się w wyłączony ekran monitora drapiąc się... jak każdy świeżo obudzony facet. Siedziałem tak do chwili kiedy do moich zaspanych kubków smakowych nie dotarło że coś tu kurde jest nie tak. Pewnie cierpliwie wysyłały tą informację do mózgu przez jakiś czas ale sam wiesz jak jest nad ranem. Synapsy mają wychodne, coś tam nie działa, coś nie przewodzi. Koniec końców zanim zareagowałem byłem w połowie kubka. Patrzyłem na niego, obracałem w ustach językiem i nie do końca pewien co z tym fantem zrobić. Herbata, zamiast jak zwykle zaciągać z lekka bergamotką, jechała zdecydowanie nieherbacianym metalicznym posmakiem, na dobitkę była niezbyt klarowna. Pamiętam że posądzałem się o użycie przez pomyłkę kubka w którym moczyłem szmatkę do wycierania miecza w trakcie pracy. Wtedy jeszcze mogłem wierzyć w tego rodzaju nieskomplikowane uzasadnienia. Świat przestał być prosty odrobinę później. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miecz powoli „przeglądał na oczy”. Jasne- o efektach metalurgicznych czy chociażby rozpoznaniu hady ciągle jeszcze nie mogło być mowy, ale większość powierzchni była wyprowadzona. Rdza i czarny nalot zniknęły, stal świeciła matowym, niebieskawym poblaskiem. Całość zaczynała z grubsza wyglądać jak  zwykła, zdrowa klinga po wstępnym szlifie. No dobrze, był jeden wyjątek. Jakieś trzy palce od habaki ostrze pozostawało wyraźnie wyszczerbione. Płaskie, podłużne, trzymilimetrowe ukruszenie. Tak naprawdę było ono przyczyną mojego pierwszego szlifierskiego dylematu: czy działać zachowawczo, zostawić ubytek nieruszony, czy też zaryzykować zmianę proporcji ostrza i zwęzić je na całej długości. Ponieważ nie widziałem granic hamonu, miecz był niesygnowany i nie nosił wyraźnych cech żadnej ze szkół, poruszałbym się kompletnie na oślep, ryzykując kompletne zniszczenie głowni. Wybrałem opcję zachowawczą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-8343174564537235303?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/8343174564537235303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/10/bez-tytuu-iii.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8343174564537235303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8343174564537235303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/10/bez-tytuu-iii.html' title='Bez tytułu III'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6606228611617258522</id><published>2009-10-13T05:30:00.003+02:00</published><updated>2009-10-13T18:03:36.396+02:00</updated><title type='text'>Bez tytułu II</title><content type='html'>Przeczucie ? Jakie tam przeczucie, czego ? To życie a nie jakiś pieprzony film. Po prostu sen jakich wiele. W każdym razie jeśli chodzi o szlif dalej ciągnąłem tą beznadziejną robotę, heblując kawałek zardzewiałego żelastwa jak pies sukę. Szlif, tradycyjny, japoński szlif, nawet w idealnych warunkach nie jest łatwy a te w których ja zaczynałem... no cóż, idealne nie były. Żadnego stołu, żadnego odpływu, żadnej bieżącej wody. Szara, kwadratowa miska z PCV, kilka kamieni których szanujący się togishi nawet by nie dotknął i to w sumie już, cały setup mojego warsztatu. No dobrze- trochę- TROCHĘ wiedzy i mnóstwo zapału. Wspominałem o pierwszej dziewczynie ? No właśnie. Wszystko było „oh-jakie-nowe”, „oh-jakie-japońskie” i „oh-jakie-wspaniałe”. Nie mam zielonego pojęcia jakim cudem od razu na początku nie dostałem tężca czy jakiejś innej cholery. Rdza, woda, lato i, jak się okazało, piekielnie ostry kawałek metalu. Okazało się w dość paskudny sposób- kciuk goił się trzy miesiące a bliznę na knykciu prawej dłoni mam do dziś, bo w ranę wdał się jakich cholerny grzyb i dopiero spirytus na zmianę z rivanolem połączone z wycinaniem tego co swędziało nożykiem do tapet go wybiły. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Na domiar złego stal z której wykuto to cholerstwo była, ujmując rzecz delikatnie: dziwna. To że rdzewiała w oczach było w jakiś sposób zrozumiałe. Rudy piaskowe, dużo zanieczyszczeń, wysokowęglowa stal. Dosypać sody do wody używanej przy szlifie i będzie dużo lepiej- przynajmniej jeśli chodzi o rdzewienie, bo taka mieszanka wysusza z kolei skórę tak, że po ledwie dwu godzinach pracy robi się błyszcząca i cienka jak na dłoniach staruszków a niedługo później pęka tworząc drobne ranki w każdym najdrobniejszym zagięciu. Szlifowanie w lateksowych rękawiczkach nie wchodziło w grę, a twarze pań w aptece gdzie kupowałem wazelinę z każdą kolejną wizytą mówiły coraz więcej o ich opinii na temat moich upodobań. Jak by nie było sam fakt rdzewienia to jeszcze nic. Wspominają o nim wszyscy togishi, wzmiankują wszystkie podręczniki, słowem: jest to coś czego należy się spodziewać. O wiele gorsze było to, że ostrze zamiast pokrywać się zwykłym rdzawym nomen-omen nalotem, robiło się najpierw zielonkawe. Stal ? Zieleniejąca pod wpływem wody jak jakaś cholerna miedź ? Tego jeszcze nie grali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Oczywiście na początku szło mi jak krew z nosa. Plecy, ręce, nogi, pośladki- po godzinie pracy całe ciało zaczynało drętwieć i boleć. W przerwach zagrzebywałem się w ikonografię. Co ? Że nie wyglądam ? No popatrz... a jednak. Dawno temu, kiedy zrozumiałem że kariera naukowa składa się w dużej mierze z lizania starych i mało apetycznych zadów, ku rozpaczy rodziców rzuciłem ambitne plany w kąt i wziąłem się za grafikę. Mimo to ciągle, może z przekory a może z nawyku, zajmowałem się historią kultury. Kiedy minęło mi zniesmaczenie po niesławnym zamknięciu studiów doktoranckich miałem tak dość starej Europy, że wziąłem się za symbolikę dalekiego wschodu. To była terra incognita. O ile symbole europejskie czytałem instynktownie, były dla mnie językiem  o wiele bardziej naturalny niż polszczyzna, o tyle symbole Tybetu czy Japonii okazały się być klockami łamigłówki której zasad zupełnie nie znałem. Słowa, gesty, kolory, układy i wzajemne powiązania... nic nie pasowało do niczego. Wycierałem ręce, co na dobrą sprawę było tylko czczą pantomimą bo czarny osad wraz z zapachem  metalu wgryzał się w skórę i siadałem do kolejnych emanacji, kręgów świata diamentowego, mudr, mantr, inkantacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po jednej z takich nasiadówek po raz pierwszy złapałem się na próbie cofnięcia błędu w szlifie gestem naciskania klawiszy Ctrl+Z. Głupota. Drobnostka. Rzecz która przydarza się każdemu pracującemu z komputerami, automatyczne i odruchowe przeniesienie zachowania które jest czymś normalnym w ciągu 8 godzin codziennej pańszczyzny. Sęk w tym, że w tej chwili nie siedziałem przy komputerze. Najpierw roześmiałem się jak głupi a potem spojrzałem na swoją dłoń. Wyprostowane palce mały i wskazujący. Podkurczony serdeczny i środkowy. Kciuk odwiedziony w bok. Gest odegnania zła. Tarjana. Abhayamudra. „Koza” z tradycji Słowian. Ręka Fatimy. Święta piątka. Khamsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech smutek nie przekroczy przez tą bramę&lt;br /&gt;Niech zmarwienie nie zagości w tych murach&lt;br /&gt;Niech nie ma tu sporów&lt;br /&gt;Niech ten dom pozostanie wypełniony błogosławieństwem radości i pokoju&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6606228611617258522?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6606228611617258522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/10/bez-tytuu-ii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6606228611617258522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6606228611617258522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/10/bez-tytuu-ii.html' title='Bez tytułu II'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-8600303350613680022</id><published>2009-10-08T19:59:00.011+02:00</published><updated>2009-10-13T06:50:18.093+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='deszcz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tsuka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='katana'/><title type='text'>Kiedy robi się mokro</title><content type='html'>Opowiadania opowiadaniami ale nie ma to jak kawałek historycznego mięsa. Drugi post dzisiejszej nocy więc nie będę się rozpisywał. Za oknem leje, ja wypiłem ponad dziesięć herbat- będzie o ochronie przed wilgocią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nihonto z natury nie przepadają za wodą. Ten kto dotknął kiedyś paluchem powierzchni ostrza ze stali węglowej (lub ma znajomych nie potrafiących trzymać łap przy sobie) ten wie, jak błyskawicznie potrafi ona rdzewieć. Po 10 minutach od dotknięcia zmiany wymagają polerowania uchiko a czasem wręcz powtórzenia ostatnich stadiów szlifu. Niestety, samurajowie nie mieli wpływu na warunki pogodowe w jakich przychodziło im się przemieszczać a od edyktów Dai-sho katana no Sunpo oyobi tohats futsumoh no Sei (1645) wręcz nie wolno im było paradować bez mieczy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najprostszym sposobem zabezpieczenia miecza przed wilgocią było opatulenie go różnego rodzaju pokrowcami, wykonywanymi z bawełny bądź jedwabiu. Te okrywające saya nie są szczególnie pasjonujące, o wiele ciekawszym wynalazkiem były "czapeczki" nakładane na tsukę. Ponieważ nie były noszone w czasie służby, nie podlegały restrykcjom formalnym, dlatego bardzo często zdobiono je możliwie bogato, zwykle dodatkowo umieszczając na nich mon właściciela miecza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/StQFkSgKafI/AAAAAAAAKrk/ZA9nvxGY4iM/s1600-h/picture2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/StQFkSgKafI/AAAAAAAAKrk/ZA9nvxGY4iM/s320/picture2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5391940774869494258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ilustracja zamieszczona dzięki uprzejmości p. Kena Hoonjan z firmy Dragon Dance Japanese Antiques &lt;a href="http://www.trocadero.com/dragondance"&gt;http://www.trocadero.com/dragondance&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze inną formą były czysto użytkowe "prezerwatywy" nakładane na tsukę i ciasno wiązane tak, by umożliwiać pewny uchwyt i użycie miecza w razie potrzeby, bez konieczności bawienia się w odplątywanie sznureczków. Rękojeść miecza wyglądała wtedy właściwie identycznie jak rękojeści współczesnych fukuroshinai.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/StQGFTtrV-I/AAAAAAAAKrs/gn4fFWTaLno/s1600-h/picture1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/StQGFTtrV-I/AAAAAAAAKrs/gn4fFWTaLno/s320/picture1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5391941342130296802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ilustracja zamieszczona dzięki uprzejmości p. Kena Hoonjan z firmy Dragon Dance Japanese Antiques &lt;a href="http://www.trocadero.com/dragondance"&gt;http://www.trocadero.com/dragondance&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważniejsze osobistości nie odbywały podróży konno czy nawet pieszo, a w palankinach w których z powodu ciasnoty noszenie ceremonialnych tachi czy katan było niemożliwe. Miecze umieszczano w dość charakterystycznych, cylindrycznych tubach i powierzano giermkom idącym za palankinem. Większość z tych pojemników była bogato zdobiona- świetnym przykładem jest bogato zdobiony egzemplarz z British Museum (na fotce poniżej). Okres Momoyama, laka, maki-e złotem, inkrustacje macicą perłową na podkładzie drewnianym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/StP7PwJUllI/AAAAAAAAKrE/FbYX3uBz60U/s1600-h/case01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/StP7PwJUllI/AAAAAAAAKrE/FbYX3uBz60U/s320/case01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5391929426933225042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-8600303350613680022?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/8600303350613680022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/10/kiedy-robi-sie-mokro.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8600303350613680022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8600303350613680022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/10/kiedy-robi-sie-mokro.html' title='Kiedy robi się mokro'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/StQFkSgKafI/AAAAAAAAKrk/ZA9nvxGY4iM/s72-c/picture2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-7566627895011391161</id><published>2009-10-07T16:36:00.003+02:00</published><updated>2009-10-07T16:39:46.691+02:00</updated><title type='text'>Bez tytułu I</title><content type='html'>Pierwsze zmiany były zupełnie niezauważalne. Musiały być.  Koniec końców trudno oczekiwać żeby woda czerpana ze starej, zapuszczonej studni zawsze była krystalicznie czysta, zwłaszcza kiedy pompa działa jak chce a o żadnych filtrach nie może być mowy. Nic czym tak naprawdę warto by się przejmować. Odrobinę bardziej żółtawe zabarwienie, na dobrą sprawę widoczne dopiero wtedy kiedy postawi się obok szklanki z kranówką i butelkowaną wodą mineralną. Jasne- zwariowane pańcie z zakrętką na punkcie zdrowego trybu życia czy ich metroseksualne odpowiedniki z pewnością kręciłyby nosem ale nie dajmy się zwariować- nikt kto w dzieciństwie pił wodę z ulicznych pomp nie będzie przejmował się tego rodzaju pierdołami.  Zwłaszcza pijąc lurowatą herbatę której gatunek tak czy tak nie ma znaczenia. Liczy się wyłącznie ilość cukru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekaj, zapalę fajkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; To było pierwsze doświadczenie. Pierwsze zauroczenie. Dawka próbna. Podobno w przypadku narkotyków dają ją darmo. Nie wiem- nie mam doświadczeń z narkotykami, ale jeśli chodzi o nihonto w kraju kwitnącego kartofla to dupa zbita. Klinga przyjechała z Osaki. Zapakowana w folię bąbelkową i kilka arkuszy codziennej gazety. Zardzewiała, skazana na godny pożałowania los przedmiotów nieprzydatnych. Nie potrafię powiedzieć czemu w ogóle zdecydowałem się ją wylicytować. Podejrzewam że tak sprzedawca- siedzący w Japonii Francuz handlujący japońskimi antykami, jak i wszyscy oglądający aukcję musieli stukać się w głowę widząc wariata gotowego płacić za kawał złomu. Jak by nie było- trafiła do mnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Zabierałem się do niej równie niezdarnie co nastolatek do pierwszej dziewczyny w życiu. Wbrew radom kolegów którzy polecali potraktować trupa drucianą szczotką, albo co najmniej arato, zdejmowałem rdzę kamieniami których normalnie używa się do polerowania. Powoli, strasznie mozolnie, centymetr po centymetrze. Najpierw zeszła luźna, czerwona rdza. Później pokłady czarnych, nieaktywnych tlenków, tworzące matową, tłustą powłokę. Wreszcie po tygodniu chechłania zaczęła przezierać zimna, niebieskawa stal. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba wtedy po raz pierwszy przyśniła mi się mała, zrujnowana świątynia na przełęczy rodem z filmów Kurosawy. Dziurawy dach, sterty naniesionego wiatrem śniegu pod ścianami, przechylona na jedną stronę tori. Malowniczy obraz nędzy i rozpaczy, z wiatrem wczuwającym się w rolę i wyjącym niemiłosiernie. Blada grań trędowatego kamienia, kępy suchej trawy sterczące spod śniegu. Ot- mało znaczący obrazek. Jeśli zajmujesz się wszystkim co japońskie zbyt długo, nie dziw się że potem tłuką ci się po łbie krajobrazy nijak nie pasujące do gryki i dzięcieliny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CDN&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-7566627895011391161?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/7566627895011391161/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/10/bez-tytuu-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7566627895011391161'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7566627895011391161'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/10/bez-tytuu-i.html' title='Bez tytułu I'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5180810706311171704</id><published>2009-09-29T03:27:00.016+02:00</published><updated>2009-09-30T16:00:55.302+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Date Masamune'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='yukinoshita-do'/><title type='text'>Nie baw się synku żołnierzami...</title><content type='html'>Jednym z moich mniej szkodliwych nałogów jest zbieranie figurek. Kiedyś były to wiadra (bez przenośni, trzy duże, 12 litrowe wiadra) plastikowych żołnierzyków, potem armie do różnych systemów bitewnych, teraz- zbierające kurz figurki gromadzone pod pretekstem zabawy w modelarstwo (bo starym prykom nie przystoi bawić się czymś tak niepoważnym jak plastikowi żołnierze). Jedną z ostatnio upolowanych na Allegro jest figurka mająca przedstawiać Date Masamune. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masamune urodził się 5 września 1567 roku. Jako dziecko zachorował na ospę, która zniekształciła jego twarz. Według jednej z legend jego prawe oko zwisało z oczodołu. Kiedy jeden z doradców ojca Masamune zwrócił chłopakowi uwagę na to, że w walce przeciwnik może szarpnąć za nie i dzięki temu uzyskać przewagę, Masamune odciął bądź wyłupał oko. Oczodół zakrywał opaską do której przymocowana była tsuba. Od tego czasu zaczęto go nazywać dokuganryū (独眼竜)- jednookim smokiem. Przydomek został zapożyczony z- jakże by inaczej- historiografii chińskiej. Pierwotnie nosił go chiński generał z IX wieku, Li Keyong. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SsF6-nWsaQI/AAAAAAAAKY0/eldfbDbcDb8/s1600-h/date_masamune.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 258px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SsF6-nWsaQI/AAAAAAAAKY0/eldfbDbcDb8/s320/date_masamune.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386721845446469890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młody Masamune w żadnym razie nie był pupilkiem swoich rodziców, czemu właściwie trudno się dziwić- kalectwo nie było cechą szczególnie pożądaną. Jakkolwiek by nie było, już w wieku 14 lat poprowadził pierwszą kampanię wojskową (kampania przeciwko rodowi Soma z roku 1581). W 1584 jego ojciec, Terumune, abdykował na jego rzecz. Niedługo po tym senior został poproszony o mediację pomiędzy Date Masamune a głową tradycyjnie wrogiego rodu Hatakeyama Yoshitsugu. Mediacja była konieczna głównie z powodu dość... gwałtownego temperamentu jednookiego, który mimo młodego wieku wsławił się już kilkoma dość spektakularnymi (nawet jak na tamtą epokę) rzeziami. Niestety- Yoshitsugu wpadł na wyjątkowo zły pomysł- chciał posłużyć się Terumune jako zakładnikiem i wymusić ustępstwa. Sama idea pozornie miała jakieś szanse powodzenia. szacunek dla rodziców był koniec końców jedną z głównych cnót propagowanych przez konfucjanizm, sęk w tym że Masamune nie był szczególnie kochającym synem. Według niektórych historyków jako 16 latek przymusił ojca do abdykacji, uprzedzając nominację na głowę rodu własnego brata- faworyta matki. Tego ostatniego  wyeliminował podmieniając dania po otrzymaniu wiadomości że życzliwa mamusia chciała struć kalekiego narwańca. Matka widząc że jej plan obrócił się przeciwko niej uciekła do swoich rodziców i na dobre zniknęła ze sceny. Wracając do nieudolnej próby porwania: jakiekolwiek emocje nie wchodziły w grę, suche fakty mówią same za siebie. Większość porywaczy zginęła nad rzeką Abukuma od salw "grupy ratunkowej", która "mimochodem" pozbawiła też życia Terumune. Od tego momentu aż do 1589 Date Masamune, już jako niekwestionowany przywódca rodu, walczył- jako "szlachetny mściciel", nieledwie wcielenie wszystkich cnót samurajskich- z koalicją rodów Hatakeyama, Soma i Ashina, w ostatecznym rozrachunku wychodząc z konfrontacji zwycięsko, w ostatniej bitwie- pod Suriageharą- wyrzynając wojska Ashina i biorąc w ciągu jednego popołudnia prawie 2500 głów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SsF8-uqnCaI/AAAAAAAAKY8/Zcz4NzsCA0M/s1600-h/m_152763.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SsF8-uqnCaI/AAAAAAAAKY8/Zcz4NzsCA0M/s320/m_152763.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386724046432307618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Niestety większość portretów z epoki jest bezczelnie pochlebcza- nie znalazłem ani jednego który pokazywałby daymio bez oka. Współczesny, konny pomnik Date Masamune stojący w założonym przez niego mieście Sendai (©Yasufumi Nishi/© JNTO).&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok póżniej- w 1590- ród Date został wciągnięty w wir polityki na najwyższym (co w odniesieniu do Japonii może być stwierdzeniem odrobinę złośliwym) szczeblu. Oto prowadzący kampanię przeciwko rodzinie Hojo Hideyoshi "poprosił" Masamune o wzięcie udziału w oblężeniu zamku w Odawara. Masamune ociągał się na tyle długo, że rozwścieczył Hideyoshiego. Kiedy wreszcie pojawił się przed- było nie było działającym z namaszczenia samego cesarza- zwierzchnikiem, był ubrany w białe, pogrzebowe szaty, czym dał do zrozumienia że jest gotów śmiercią zapłacić za zniewagę. Jego spokój i opanowanie sprawiły że Toyotomi miał tylko mruknąć: "Ten może się nam jeszcze na coś przydać ". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście Hideyoshi nie zapomniał zniewagi (wszyscy wielcy tych czasów byli czarująco pamiętliwi) i nie tylko zmniejszył lenno Masamune, które tamten powiększał w trakcie wieloletnich wojen z sąsiadami, ale też od tej pory traktował go z nieufnością. W 1595 próbowano wmieszać go w spisek Toyotomi Hidetsugu- uniknął poważniejszej kary wyłącznie dzięki wstawiennictwu Ieyasu Tokugawy, któremu odpłacił poparciem zarówno w wojnie 1600 roku, jak i w kolejnych kampaniach. W ostatniej z nich- 1615, przeciwko Osace- stary smok po raz ostatni pokazał zęby. Kiedy oddziały jednego z sojuszników zbyt ospale nacierały, Date "zmotywował je" kilkoma salwami w plecy. Według kronikarzy- podziałało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Date był jedynym z japońskich daymio tej epoki który zdobył się na próbę wykorzystania szans jakie dawała współpraca z europejczykami. Z jego inicjatywy, korzystając z doświadczeń zachodnich szkutników, zbudowano pełnomorski statek, którym została wysłana pierwsza japońska misja dyplomatyczna do Europy. Odwiedziła ona min. dwór papieski i mimo że rezultaty jej działalności okazały się być dość mizerne, w Hiszpanii do dziś żyją potomkowie japońskich chrześcijan, którzy zdecydowali się szukać tam ucieczki przed prześladowaniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SsF_WiGhQCI/AAAAAAAAKZE/GTvThncVJFk/s1600-h/JapaneseDelegatesAndPopeGregory13.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 236px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SsF_WiGhQCI/AAAAAAAAKZE/GTvThncVJFk/s320/JapaneseDelegatesAndPopeGregory13.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386726654399823906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Papież Grzegorz XIII przyjmuje Hasekurę Tsunengaga, posła Date Masamune. Obraz powstały grubo po fakcie, około 1655. Jak się nie ma co się lubi... Warto zwrócić uwagę na to jak włoski malarz przedstawił kimona i fryzury członków delegacji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do samej figurki, czy, dmąc w poważniejszą tubę, do tego jak wyglądała zbroja Date Masamune- jest ona bardzo charakterystyczna i dość łatwa do rozpoznania. Date to nie tylko "jednooki smok", ale też "człowiek z bananem" (na hełmie nosił ozdobę w kształcie złotego łuku księżyca). Również zbroja którą nosił- bardzo charakterystyczny i nowoczesny typ, nazywany yukinoshita-do, powstały w prowincji Sagami, w warsztacie Yukinoshity Denshichirô Hisaie około 1573. Są to bardzo praktyczne konstrukcje, na ile to możliwe pozbawione skomplikowanego sznurowania, co za tym idzie tańsze i prostsze w produkcji i utrzymaniu. Masamune uzbroił całą swoją armię w zbroje tego typu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uparty, nieobliczalny, pamiętliwy i wściekle wytrwały Masamune był człowiekiem którego powszechnie szanowano i któremu równie powszechnie nie dowierzano. Jego najsłynniejszą maksymą było hasło:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Praworządność bez umiaru staje się rygoryzmem, życzliwość bez umiaru- słabością". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmarł spokojnie w 1636 roku, jako jeden z najpotężniejszych ludzi w Japonii.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5180810706311171704?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5180810706311171704/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/jednooki-smok.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5180810706311171704'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5180810706311171704'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/jednooki-smok.html' title='Nie baw się synku żołnierzami...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SsF6-nWsaQI/AAAAAAAAKY0/eldfbDbcDb8/s72-c/date_masamune.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-3142720364512308960</id><published>2009-09-23T02:06:00.004+02:00</published><updated>2009-09-23T03:50:26.326+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='buntori'/><title type='text'>I kompletnie stracił głowę...</title><content type='html'>Przemoc- zwłaszcza kiedy zajmują się nią większe grupy ludzi- mimo wielu niewątpliwych zalet ma jedną, za to dość poważną wadę. Jest mianowicie z natury dość... chaotyczna. W trakcie spędzania czasu na niefrasobliwym dekompletowaniu ciał bliźnich dość łatwo stracić z oczu główny cel jakiemu - przynajmniej w teorii- owa zabawa powinna być podporządkowana. W większości przypadków było nim osiąganie pewnych korzyści, im bardziej wymiernych tym lepiej. W Europie całą rzecz rozwiązano przy pomocy okupów i kodeksu honorowego regulującego warunki na jakich można było spieniężyć pokonanego delikwenta. W przypadku Japończyków sprawa wyglądała nieco inaczej: nagrody za pełnienie służby rozdzielane były tylko i wyłącznie przez bezpośredniego suwerena. Służba wojownika polegała na likwidowaniu wrogów a że japońscy panowie feudalni nie należeli do osób naiwnych, naturalną koleją rzeczy domagali się dowodów efektywności działań swoich podwładnych. Próbowano różnych systemów- podpisywano strzały, toczono imienne pojedynki ale wszystko to było zbyt skomplikowane i niewygodne żeby mogło działać, zwłaszcza że zdarzało się, że trafiony wojownik wyciągał z rany strzałę i wystrzeliwał ją w stronę nieprzyjaciela, czasem osiągając lepsze rezultaty niż jej pierwotny właściciel. Sprawę rozwiązywał zwyczaj poświadczania biegłości w pozbawianiu bliźnich życia przy pomocy kolekcjonowania ich głów. Odcinano je sobie nawzajem zarówno podczas bitwy jak i po zakończeniu działań. Trofea przekazywano giermkom bądź wiązano do siodeł (głowy znamienitszych postaci po prawej stronie, mniej ważnych po lewej). Po skończonej walce następowała ceremonia oglądania głów. Była ona na tyle ważna że już pod koniec XIV wieku podręczniki etykiety wojskowej (buke kojitsu) opisywały w jaki sposób ceremonia "oceny głów" (kubi jikken) czy "konfrontacji twarzą w twarz" (taimen) powinna przebiegać. Zwykle odbywała się ona w miejscu chronionym (na wypadek gdyby ocalałym niedobitkom przyszło na myśl odzyskanie głów towarzyszy broni), bardzo często na terenie pobliskich świątyń. Bezpośrednio przed inspekcją głowy myto i czesano. Często zadanie to powierzano kobietom- wyjątek z pamiętnika Oan, córki bushi, jednej ze służących w zamku Ogaki opowiadający o wydarzeniach związanych z bitwą pod Sekigahara:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Razem z matką, żonami i córkami innych sług, odlewałyśmy pociski w zamku. W tym samym miejscu przechowywane były odcięte głowy zdobyte przez naszych sojuszników. Do każdej z nich doczepialiśmy notkę by można je było zidentyfikować, po czym kilkukrotnie czerniłyśmy jej zęby (...) Nawet te odcięte głowy przestały mnie przerażać, przywykłam do nich tak że mimo iż byłam cała przesiąknięta ich odorem spałam spokojnie " (cytat za S. Turbull, Warriors of Mediaeval Japan )&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rany twarzy maskowano pastą z mączki ryżowej i makijażem, zęby czerniono. Wojownicy zbierali się na ceremonię w pełnym rynsztunku bojowym (na znak szacunku dla pokonanych wrogów). Głowy mniej znaczących przeciwników wieszano "grupami" i wódz dokonujący przeglądu nie zsiadał nawet z konia by je obejrzeć. Jeśli chodzi o znakomitości- ich głowy przynoszono pojedynczo. Wojownik który zdobył trofeum klęcząc stawiał postument (rodzaj deski z kolcem który wbijano w szyję) na ziemi, chwytał prawą ręką za włosy a lewą podtrzymywał kark. Należało pamiętać by "wzrok" zmarłego skierowany był na lewo od osoby oglądającej trofeum. Po dokonanej prezentacji głowy zwracano rodzinom zabitych bądź wieszano na pokaz przy bramach miejskich czy w miejscach kaźni. Ważnym elementem etykiety, o którym zresztą wspomniał Tokugawa Ieyasu oglądając głowę Kimura Shigenariego, było spalanie kadzideł w kopule własnego hełmu- w razie przegranej bitwy i ... utraty głowy był to niewątpliwie miły gest w stronę przyszłych widzów. Sposób eksponowania ciał tak wrogów jak i skazańców to odrębny temat także tym razem daruję sobie omawianie wszelkich możliwych wariantów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe głowy kolekcjonowano nie tylko po to by przypodobać się ziemskim feudałom- znany jest choćby przypadek, niejakiego Obusumy Saburo (późny XIII wiek), który ofiarowywał głowy pokonanych przeciwników bóstwom opiekuńczym wojowników. Nie inaczej zachowywał się sam Yoritomo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście dążenie do zdobycia możliwie cennego trofeum stało w jaskrawej sprzeczności z jakimkolwiek planowaniem akcji bojowych, stąd od XIV wieku coraz częściej słyszy się głosy poszczególnych dowódców zabraniających swoim podwładnym tego rodzaju praktyk. Jakkolwiek nie było gest utrzymał się bardzo długo- ostatnie przypadki buntori ("brania swego udziału") jak nazywano polowania na głowy to epizody z czasów II wojny światowej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-3142720364512308960?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/3142720364512308960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/i-straci-dla-niego-gowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3142720364512308960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3142720364512308960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/i-straci-dla-niego-gowe.html' title='I kompletnie stracił głowę...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6557608944367994865</id><published>2009-09-16T02:05:00.005+02:00</published><updated>2009-09-16T03:20:10.506+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ohaguro'/><title type='text'>Hebanowe... zęby</title><content type='html'>Współczesnym Japonkom z pewnością nie można odmówić uroku- drobne, wielkookie, świergotliwe, z krzywymi nogami i zębami pięcioletniego wielbiciela cukierków, na dodatek takiego któremu złośliwi koledzy podkładają zamiast nich kamyki. Podobno część winy za ten stan rzeczy ponoszą ichni producenci pasty do zębów, którzy w trosce o wrażenia klientów mają do swojego produktu dodawać... cukru. Trudno powiedzieć jak jest w rzeczywistości, jedno pozostaje poza wszelką wątpliwością- jeśli chodzi o podejście do wyglądu tej części ciała kanony piękna obowiązujące japońskie piękności nigdy nie pokrywały się z tymi które obowiązywały w Europie. Śnieżnobiałe uśmiechy ? Ząbki jak perełki ? Obrzydliwość jakiej świat nie widział. Ba- na dobitkę rozpusta. Publiczne pokazywanie jakichkolwiek części ciała związanych z tabu- nie tylko krwi ale również i kości uznawane było za obnoszenie się z nieczystością, gest równie wulgarny co w Europie smarowanie się łajnem. Obnoszenie się z obrzydliwością. Najprostszym sposobem uniknięcia gorszenia innych było przysłanianie ust wachlarzem, rękawem bądź- z braku tychże- wyprostowaną dłonią. Uroczy i bardzo charakterystyczny gest który pozostaje w użyciu do dziś. Oczywiście nie był to jedyny środek zapobiegawczy. Żeby nie sprawiać przykrości postronnym już w epoce Heian zaczęto barwić zęby na czarno, ukrywając tym samym ich "wulgarną" biel. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SrA4v959JBI/AAAAAAAAKQs/HZtoLmyGNCg/s1600-h/105.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SrA4v959JBI/AAAAAAAAKQs/HZtoLmyGNCg/s320/105.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381863951430394898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kitagawa Utamaro, jeden z drzeworytów należących do serii "Szkice kobiet", przedstawiający kobietę czerniącą zęby. Oczywiście rysunek nie ma wiele wspólnego z realiami japońskiego antyku i pokazuje rzeczywistość epoki Edo- artysta żył od 1754 roku do 1806.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama procedura (nazywana ohaguro) z pewnością nie zaliczała się ani do prostych ani do przyjemnych. Najpierw należało przygotować miksturę- utartą w moździerzu gęstą papkę z tlenków żelaza. Potem nałożyć ją na zęby i czekać... dwadzieścia- czterdzieści minut aby zęby pokryły się równomierną warstwą nalotu, który oprócz tego, że nadawał im upragniony, czarny kolor, to stanowił warstwę ochronną, podobną do tej, jaka powstaje na zębach osób żujących betel. Oczywiście damy dworu- jak na szanujące się kobiety przystało- tak ten, jak i wszystkie inne zabiegi toaletowe wykonywały grupowo, a że nie do pomyślenia było zachowanie milczenia przez tak monstrualnie długi okres czasu radziły sobie jak mogły, próbując gwarzyć nie ruszając przy tym ustami. Efekty akustyczne musiały być wyjątkowo osobliwe, skoro nawet Sei Shonagon wpisała głos, jaki wydaje się z siebie podczas czernienia zębów na listę rzeczy obrzydliwych. Cóż- bycie piękną nigdy nie było łatwe. Jak nietrudno się domyśleć procedurę należało co jakiś czas powtarzać, jako że po tygodniu- dwóch piękna czerń zębów ustępowała miejsca szarości albo wręcz- o zgrozo- obrzydliwej, wulgarnej bieli. Czernione zęby były jednym z niezmiennych elementów wizerunku osób dbających o swój wygląd, nie tylko kobiet ale i mężczyzn, aż do reform epoki Meji, kiedy to zwyczaj uznano za staromodny i nieprzystający do nowowprowadzanych kanonów. Patrząc na efekty działania słodkich past do zębów- mimo wszystko żal.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6557608944367994865?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6557608944367994865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/hebanowe-zeby.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6557608944367994865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6557608944367994865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/hebanowe-zeby.html' title='Hebanowe... zęby'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SrA4v959JBI/AAAAAAAAKQs/HZtoLmyGNCg/s72-c/105.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-4434353372301386578</id><published>2009-09-11T01:50:00.007+02:00</published><updated>2009-09-11T03:09:19.520+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='myoo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aizen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ragaraja'/><title type='text'>Skośnooki kupidyn</title><content type='html'>Japoński amor nijak nie przypomina tłustego gołodupca z greckiej mitologii. Nazywa się Aizen. Nie, nie chodzi o Aizen Soosuke z Bleach. Aizen Myo- jak sam przydomek mówi- jest jednym z królów mądrości czy- jak wolą Chińczycy- królów światła, chociaż nie zalicza się go do "wielkiej piątki". Jest- podobnie jak opisywani wcześniej Nio czy Fudo Myoo- zaliczany do vajradara i ujmując rzecz delikatnie nie wygląda szczególnie przyjaźnie. Zmarszczona twarz (na domiar złego z dodatkowym okiem umieszczonym pionowo pośrodku czoła), zmierzwione włosy, łeb lwa zamiast nakrycia głowy, krwistoczerwone ciało, łuk i strzała w dłoniach, słowem: aparycja kojarząca się raczej z solidnym mordobiciem niż z miłością. Jak większość bóstw buddyjskich, zwłaszcza tych związanych z buddyzmem ezoterycznym, również i to pochodzi z Indii, gdzie znany był pod imieniem Ragaraja. Aizen jest bóstwem żądzy i miłosnych uniesień, tym, który sprawia że ulegają one przekształceniu we współczucie obejmujące wszystkie istoty żywe. Jako taki uznawany był za patrona prostytutek, śpiewaków, muzyków i -z zupełnie nieznanych mi powodów- najemców. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqmWmkbjf8I/AAAAAAAAKOk/40bgFhBUrZ8/s1600-h/aizenbg.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqmWmkbjf8I/AAAAAAAAKOk/40bgFhBUrZ8/s320/aizenbg.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379996819229212610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedstawiany jest zwykle siedzący na kwiecie lotosu, z trzema parami rąk w których trzyma kolejno łuk i strzałę, vajrę i dzwon, wreszcie kwiat lotosu i pustą pięść. Ta ostatnia w rzeczywistości ma służyć jako wolna przestrzeń w którą adept może "włożyć" dowolny obiekt, w zależności od tego jaki cel ma spełniać jego medytacja. O symbolice vajry i dzwonu było w poprzednim poście. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łuk i strzała są symbolem oznakami najwyższego autorytetu, panowania (w tym przypadku nad pasjami) ale także atrybutami męskości. Według niektórych przekazów Aizen niszczy przy ich pomocy iluzję, odpędzając demony, podobnie jak robił to Fudo używając miecza. Skrzywiona twarz bóstwa nie ma być oznaką gniewu, ale stanu najwyższej pasji, momentu w którym uniesienie zostaje przeistoczone we współczucie. Podobnie rzecz wygląda jeśli chodzi o nietypowy kolor ciała. Jak pisał mnich Ichijo (884-947), "Skóra Aizen-o jest tak naprawdę biała, ale ponieważ współczuje on wszystkim żyjącym istotom, a jego współczucie jest tak silne że rozrywa jego kości tak że łzy współczucia płyną z całego jego ciała, tak że skóra staje się czerwona".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqmhYCUJQBI/AAAAAAAAKOs/fnpU3h6AyVc/s1600-h/Aizen_Myo_o.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 237px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqmhYCUJQBI/AAAAAAAAKOs/fnpU3h6AyVc/s320/Aizen_Myo_o.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380008664181063698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Drzeworyt przedstawiający Ragaraja, Hidenobu Tosa, 1783&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe obu Mio (Fudo i Aizen) przedstawia się dość często razem. Mają wówczas wyrażać koncepcje tożsamości samsary i nirwany w przypadku Fudo (nirwana nie jest odrębną rzeczywistością ale prawdziwym i obrazem świata narodzin i śmierci) i tej w myśl której nieczystości są składnikiem oświecenia w przypadku Aizena (stan bodhi osiąga się nie przez zniszczenie pragnień, ale przez ich uwolnienie i przemianie w czystą energię oświeconego umysłu). Nietrudno zrozumieć dlaczego uznaje się ich za dwie uzupełniające się nawzajem emanacje buddy kosmicznego- Dainichi nyorai, stanowiące odpowiedniki dwu rzeczywistości: diamentowej czyli świata umysłu (Fudo Myo) i rzeczywistości macierzyńskiego łona- świata powietrza, wody, ognia, ziemi i formy (Aizen Myo). Dwie emanacje tego samego buddy, dwie koncepcje przedstawienia aspektów rzeczywistości i dwa obrazy wchodzące zwyczajowo w skład typowo japońskiej mandali "bliźniaczej"- Ryokai.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-4434353372301386578?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/4434353372301386578/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/skosnooki-kupidyn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4434353372301386578'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4434353372301386578'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/skosnooki-kupidyn.html' title='Skośnooki kupidyn'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqmWmkbjf8I/AAAAAAAAKOk/40bgFhBUrZ8/s72-c/aizenbg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-2049175208725437004</id><published>2009-09-05T03:32:00.006+02:00</published><updated>2009-09-05T16:15:06.970+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='buddyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='vajra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dorje'/><title type='text'>Vajra</title><content type='html'>Zdarzyło mi się wspomnieć o tym przedmiocie kilka razy- wypadałoby wyjaśnić o co tak naprawdę chodzi. Pierwotnie była jednym z atrybutów Indry- hinduskiego króla bogów, gromowładnego władcy nieba. Stworzona z kości ascety Dadhichi które ten dobrowolnie ofiarował, wiedząc że tylko broń z takiego materiału może zapewnić bogom zwycięstwo nad Vritrą. W czasie tej walki miała łączyć właściwości włóczni, miecza i maczugi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqJxTzub-yI/AAAAAAAAKK0/8Rhm4XJ-r8w/s1600-h/605px-Indra_Mus%C3%A9e_Guimet_1097_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 318px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqJxTzub-yI/AAAAAAAAKK0/8Rhm4XJ-r8w/s320/605px-Indra_Mus%C3%A9e_Guimet_1097_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377985490150226722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wyobrażenie Indry trzymającego vajrę. Płaskorzeźba z Phnom Kulen w Kambodży, IX wiek. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Trudno powiedzieć w którym momencie nastąpiło dość naturalne utożsamienie broni Indry z piorunem, faktem jest że sama nazwa w sanskrycie oznacza "niezniszczalny" czy "niewzruszony". Nazwa tybetańska- dorje- znaczy zarówno "piorun" jak i "szlachetny kamień"- nie diament, jak najczęściej się przyjmuje, ale przedmiot wychodzący zwycięsko z konfrontacji z każdą inną substancją, wieczny i niezmienny, lśniący odbitym blaskiem i pociągający mających szansę oglądania go. Sam przedmiot- rytualna vajra- składa się z kilku części z których każda ma oczywiście znaczenie symboliczne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqJx5ETBifI/AAAAAAAAKK8/52WQfXIGdok/s1600-h/751px-Vajra.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqJx5ETBifI/AAAAAAAAKK8/52WQfXIGdok/s320/751px-Vajra.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377986130253810162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Vajra o dziewięciu kłach. Przedmioty tego typu można znaleźć w każdym sklepie z orientaliami na świecie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W centrum znajduje się kula- symbol nietrwałości, pustki namacalnej rzeczywistości (Kū, 空). Po każdej stronie znajdują się po trzy pierścienie symbolizujące trzy cechy natury buddy- pustkę, niepodzielność i brak wysiłku. Z nich wyrastają po dwa ośmiopłatkowe kwiaty lotosu- dolny wyobraża ośmiu bothisatwów, górny- ich osiem żeńskich odpowiedników czy partnerek (jakkolwiek nieadekwatne nie byłoby to słowo). 16 płatków to 16 rodzajów pustki. Nad lotosami znajdują się kolejne trzy pierścienie (łącznie sześć)- symbolizujących sześć doskonałych cnót- cierpliwości, hojności, dyscypliny, starania, cierpliwości i medytacji. Z nich wychodzą głowy makar (rodzaj dość pokracznego skrzyżowania ryby z krokodylem bądź słoniem, mającego symbolizować unię przeciwieństw), będące podstawą dla wieńczących całość promieni. W najczęściej spotykanej postaci jest ich pięć (cztery wychodzące z głów makar i jeden centralny), choć oczywiście zdarzają się inne warianty. Ich znaczenie może być różne- pięciu buddów i ich pięć żeńskich odpowiedników, pięć zmysłów- ilość interpretacji jest zbyt duża by wymienić wszystkie. Centralny promień bywa zakończony czworobocznym ostrosłupem- symbolem świętej góry Meru. Promienie mogą być rozwarte- i wówczas mamy do czynienia z vajrą "agresywną"- bronią lub stykać się wierzchołkami. Legenda głosi że Siakhamuni wziął broń Indry i sprawił że jej groźne kły zamknęły się w znaną obecnie kulistą formę. Otwarta forma jest bronią istot których zadaniem jest nie tyle bezmyślna przemoc, co raczej wymierzanie sprawiedliwości. Zamknięta- narzędziem tych które kierują się współczuciem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-2049175208725437004?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/2049175208725437004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/vajra.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/2049175208725437004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/2049175208725437004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/vajra.html' title='Vajra'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqJxTzub-yI/AAAAAAAAKK0/8Rhm4XJ-r8w/s72-c/605px-Indra_Mus%C3%A9e_Guimet_1097_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5274689866445969219</id><published>2009-09-04T03:38:00.010+02:00</published><updated>2009-09-04T05:12:13.149+02:00</updated><title type='text'>Om, Um, mhmmm...</title><content type='html'>"Jam jest Alfa i Omega, początek i koniec". Brzmi nieco pompatycznie ale jako slogan reklamowy niewątpliwie ma pewną siłę przekonywania. W przypadku wierzeń japońskich pojęcia alfy i omegi należałoby wprawdzie zastąpić odpowiednio nazwami "ah" i "n", ale wymowa symboliczna pozostaje taka sama. Początek i koniec, narodziny i śmierć, początek i koniec świata- dwa punkty graniczne pomiędzy którymi zawierają się wszystkie możliwości. Pełnia doznań, odczuć, mądrości. Wszystkie te pojęcia mają swoje odpowiedniki ikonograficzne, których wizerunki stały się- paradoksalnie w całkowitym oddzieleniu od sfery znaczeniowej- jednymi z bardziej znanych przykładów sztuki japońskiej. Mowa o Nioo- postaciach muskularnych, pomalowanych na czerwono strażników bram w świątyniach buddyjskich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqB96Y7PrxI/AAAAAAAAKKM/pYD_t4c164E/s1600-h/Fudoin+Temple+Hiroshima++%C2%A9JNTO.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqB96Y7PrxI/AAAAAAAAKKM/pYD_t4c164E/s320/Fudoin+Temple+Hiroshima++%C2%A9JNTO.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377436397157199634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Postać jednego z Nioo (sądząc po zaciśniętych ustach Ungyō 吽形) ze świątynii Fudoin w Hiroshimie.  ©JNTO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyglądają niemal jak bliźniacy (bez aluzji politycznych, rzeźby japońskie bywają straszne ale nie aż tak), jedyną cechą która wyraźnie ich różni jest to, że jeden ma usta otwarte jak do krzyku (Agyō 阿形 ) podczas gdy drugi- zaciśnięte w kreskę (Ungyō 吽形). Układ ust ma odpowiadać temu jaki przybierają podczas wypowiadania liter "ah" i "un".  Z pewnością obu uważa się- podobnie jak wspomnianego wcześniej Fudo Myoo- za Vajradara "trzymających vajrę" (co można też przetłumaczyć jako "władający piorunem"). Vajra to pierwotnie rodzaj broni obuchowej która z czasem straciła właściwości użytkowe i stała się przedmiotem kultowym. Symbolizuje zarówno niepohamowaną siłę pioruna, jak i  właściwości diamentu który przecina wszystko ale nie może być przecięty. Jako posługujący się nią Nioo są więc postaciami zdolnymi do niszczenia ignorancji, istotami mogącymi dopomóc adeptom na drodze do oświecenia. Zdarzyło mi się spotkać interpretację według której jeden ze strażników (nazywanych też "życzliwymi królami") ma symbolizować siłę aktywną, działającą podczas gdy drugi- pasywną, uśpioną. Sama koncepcja umieszczania na filarach bramy lub w ich okolicach postaci ludzkich nie jest oczywiście ani nowa, ani oryginalna. W sztuce hinduskiej nazywane są one dvarapala (strażnikami wrót) i zwykle funkcję tą pełnią bóstwa bądź emanacje bóstw, symbolizujące dwa uzupełniające się przeciwieństwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqCAeyI-gJI/AAAAAAAAKKU/tMpA91V-xyw/s1600-h/Rin-nouji+temple+Nitenmon+%C2%A9Yasufumi+Nishi%C2%A9JNTO.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqCAeyI-gJI/AAAAAAAAKKU/tMpA91V-xyw/s320/Rin-nouji+temple+Nitenmon+%C2%A9Yasufumi+Nishi%C2%A9JNTO.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377439221424226450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Inne wyobrażenie, tym razem Agyō ze świątynii Rin-nouji, Nitenmon. W prawym ręku wyraźnie widoczna dość nietypowa wajra (zamiast pięciu "szponów" z każdej strony ma tylko jeden) ©Yasufumi Nishi©JNTO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem postaci ludzkich strażników zastępują dwa wizerunki chińskich lwów- shishi (jeden- samica- ma wówczas pysk otwarty, drugi- zamknięty). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japońscy Nioo uważani są za emanacje Dainichi Nyorai- kosmicznego buddy symbolizującego między innymi zenit, pełnię wiedzy czyli właśnie wszystko to, co zawiera się pomiędzy "ah" i "un". Jego mudra, z pięcioma palcami (pięcioma żywiołami) obejmującymi palec wskazujący drugiej ręki (oczyszczoną czy przebudzoną świadomością) jest również interpretowana jako symbol aktu płciowego- było nie było również pełni wynikającej z połączenia przeciwieństw. Jego innym symbolem jest przedstawienie vajry i dzwonu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sumując- jak zwykle kiedy za coś się biorę zaczęło się od wzniosłych idei, a skończyło na dupie. Ot- moja droga od "ah" do "un".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5274689866445969219?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5274689866445969219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/om-um-mhmmm.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5274689866445969219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5274689866445969219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/om-um-mhmmm.html' title='Om, Um, mhmmm...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SqB96Y7PrxI/AAAAAAAAKKM/pYD_t4c164E/s72-c/Fudoin+Temple+Hiroshima++%C2%A9JNTO.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-8535886760515787362</id><published>2009-09-03T02:10:00.008+02:00</published><updated>2009-09-03T15:48:54.759+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kyu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='menkyo'/><title type='text'>Dany boy...</title><content type='html'>Wśród praktyków sztuk walki z którymi zdarzyło mi się rozmawiać, spotkałem bardzo wielu "zbieraczy danów". Ten stopień tu, egzamin tam, kolejny ówdzie- zamiana miejsc w hierarchii, kolorowe szarfy czy pasy, sifu, sensei, sempai, kyu i dany. Przyznam że tego rodzaju "filatelistyka" nigdy nie pociągała mnie jakoś szczególnie i nie z racji uprzedzenia do poddawania się ocenie- jest we mnie co najmniej tyle samo z konia wyścigowego co w każdym innym przedstawicielu homo sapiens. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby wyjaśnić moje podejście muszę cofnąć się do pojęć podstawowych, leżących u samych fundamentów sztuk walki. Bardzo ważnym było dla mnie zrozumienie wpływu, jaki miał sposób postrzegania upływu czasu na kształt systemów treningowych i samych sztuk walki. Dla nas oczywistym jest, że czas jest jednym z wymiarów rzeczywistości, który można wyobrazić sobie jako prostą, biegnącą od punktu leżącego gdzieś w okolicy fenomenu nazywanego umownie wielkim wybuchem , aż po bliżej niezidentyfikowaną przyszłość. W takim ujęciu ewolucja każdej z dziedzin wiedzy czy umiejętności, nie wyłączając sztuk walki, jest stopniowym udoskonalaniem- pojawiają się nowe techniki, stare ulegają sublimacji bądź- co nieuchronne w przypadku technik nieskutecznych- zapomnieniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tradycji japońskiej funkcjonuje zupełnie inne rozumienie czasu. Oto u początku właściwie każdej dziedziny życia (wliczając religię i filozofię) znajduje się objawienie- bezpośredni kontakt z absolutem, ze źródłem. Wszystko co następuje po nim jest w naturalny sposób mniej doskonałe, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę wpływ mappo (czyli ery w której prawo ulega degeneracji). Najwłaściwszą byłaby analogia z rzeką, której woda najczystsza jest u źródła, później zaś ulega stopniowemu zabrudzeniu. Termin "ryu" najczęściej tłumaczy się jako "szkoła", choć w rzeczywistości bardziej pasuje tu słowo "nurt" (wraz z  wszystkimi jego "wodnymi" konotacjami). Każde ryu jest rzeką, która łączy przeszłość z teraźniejszością. Nowinki czy modernizacje dopuszczalne są wyłącznie wtedy, gdy są rezultatem objawienia tenshin shoden- niebiańskiej prawdy. To właśnie taka wizja rzeczywistości skłaniała praktyków sztuk walki do pozornie bezcelowych medytacji i postów. Co ważne- wyniki objawienia nie zawsze muszą być praktyczne, natomiast zawsze muszą pozostawać w ramach zakreślonych przez założyciela szkoły- w innym przypadku nowa gałąź oddala się zbyt daleko od pierwotnego przekazu i staje się wynaturzeniem (zwykle w ten sposób powstaje nowa szkoła). Nowe interpretacje czy metody treningowe mogą być bardziej efektywne, przynosić więcej korzyści- ale niosą ze sobą nieuchronnie oderwanie od oryginalnego, pierwotnego przekazu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do niezbyt przeze mnie lubianego systemu stopni w szkołach sztuk walki- pierwotnie, w tradycyjnych szkołach walki po prostu nie istniał. Owszem- był system licencji menkyo (免許) wywodzący się z Chin i wzorowany na systemie funkcjonującym w ramach struktur dworu i administracji państwowej. Pojawił się on w Japonii około VIII wieku. Każdy z adeptów po zakończeniu pewnego etapu szkolenia otrzymywał od nauczyciela certyfikat. Pierwszy z nich- okuiri- dosłownie "wejście w sekret"- można było otrzymać najwcześniej po spędzeniu czterech do ośmiu lat na codziennych treningach. Jego otrzymanie oznaczało tak naprawdę że dany adept został uznany za godnego rozpoczęcia właściwej nauki. Drugi- mokuroku (w dwu stopniach, sho- i go-) czyli "rejestr"- oznacza wpisanie ucznia do ksiąg i rejestrów szkoły i uznanie za jednego z jej pełnoprawnych adeptów. Jego wręczenie następowało po kolejnych ośmiu- piętnastu latach. Ostatni etap to menkyo- "licencja" którą adept otrzymuje po upływie od kilkunastu do dwudziestu paru lat. Oznacza ona, że został uznany przez głowę szkoły za godnego prowadzenia zajęć i posługiwania się jej imieniem. Na dobrą sprawę to wszystko (poza drobnym rozróżnieniem na menkyo i kaidan menkyo)- początkujący, pełnoprawni uczniowie i mistrzowie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;System kyu/dan wprowadzony został około roku 1883 przez Kano Jigoro, "ojca" judo na potrzeby tworzonego wówczas przez niego sportowego systemu treningowego judo, ale tak naprawdę wywodzi się z dziedziny życie nie mającej szczególnie wiele wspólnego ze sztukami walki. Podział na stopnie kyu i dan pojawił się po raz pierwszy jako system klasyfikacji graczy w go, grę będącą jedną z pasji społeczeństwa japońskiego epoki Edo. Honinbo Dosaku, zawodowy gracz, stworzył system rang i odpowiadających im "forów" jakie należy dawać przeciwnikom- amatorom w grze w zależności od stopni, żeby pozostawała ona choć trochę ciekawa dla obu stron. Ponieważ system ten porządkował hierarchię i pozwalał na dość łatwą orientację, został bardzo szybko zaadoptowany przez różnej maści szkoły- od  ikebany po te zajmujące się nauką ceremonii herbacianej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy system kyu/dan jest zły ? Nie wiem. Przy moim żałośnie małym zasobie wiedzy na ten temat jedyne co mogę powiedzieć to to, że jest to system hierarchii o niekoniecznie najchwalebniejszej genezie i nie mający nic wspólnego z filozofią i tradycją szkoleniową koryu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-8535886760515787362?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/8535886760515787362/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/dany-boy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8535886760515787362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8535886760515787362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/09/dany-boy.html' title='Dany boy...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5103592682453558702</id><published>2009-08-27T02:30:00.003+02:00</published><updated>2009-08-29T06:08:51.641+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='smok'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ryu'/><title type='text'>Lanie wody</title><content type='html'>Spytajcie kogokolwiek o symbol Azji- złoto przeciw orzeszkom że wymieni smoka. Japoński tatuaż ? Oczywiście, smok. Miecz ? Oprawa "w smoki", jakżeby inaczej. Kapcie ? Szlafroki ? Piórniki ? Wszystko, czego dusza zapragnie, z prezerwatywami włącznie. Już sama popularność motywu onieśmiela, ale tak czy owak chyba nie da się uciec od jego omówienia. Pomalutku, po kawałeczku jakoś się trzeba będzie przez tego giganta przepchać- jest zbyt ważny i zbyt zagnieżdżony w świadomości żeby można go było ot tak, po prostu przemilczeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpigH4toXGI/AAAAAAAAKFc/ujpJiPOVPzM/s1600-h/11456.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 212px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpigH4toXGI/AAAAAAAAKFc/ujpJiPOVPzM/s320/11456.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375222212609989730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Nie, mówienie o smoku- prezerwatywie nie było przenośnią. Swoją drogą nie da się temu odmówić pozorów sensu- skoro toto ma sobie radzić z dziewicami.  Roar- roar, babe...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym że Europejskie smoki nie mają najlepszej prasy nie trzeba przypominać. Czy winne są temu ich ekscentryczne upodobania kulinarne, czy pozostałości wierzeń utożsamiających gady z grzechem - to w gruncie rzeczy nieistotne. Jakkolwiek by nie było, uznaje się je za istoty niewątpliwie potężne, imponujące i w jakich sposób godne respektu, ale zdecydowanie złowrogie. W kulturach wschodu smok pełni całkowicie odmienną funkcję. W japońskich opowieściach smok jest niewątpliwie istotą potężną i majestatyczną, ale bardzo rzadko wrogą. Symbol wody, władca burz i piorunów o dość gwałtownym temperamencie, to w gruncie rzeczy stwór dobroduszny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpieTZSKbtI/AAAAAAAAKFU/EB7lUKla9eE/s1600-h/m_155623.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpieTZSKbtI/AAAAAAAAKFU/EB7lUKla9eE/s320/m_155623.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375220211308457682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Rzeźba przedstawiająca smoka jako władcę wód, burz i błyskawic. Wizerunek o tyle nietypowy, że uskrzydlony. Brama światyni Engaku, ©Yasufumi Nishi/© JNTO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smoki należą do rodziny nagów- mitycznych, półboskich istot wywodzących się z mitologii indyjskiej, posiadających cechy ludzkie i gadzie. Są nierozerwalnie związane z żywiołem wody- mają być królami wszelkich żyjących w niej stworzeń, władcami i patronami czterech oceanów. Podobnie jak w przypadku setek innych japońskich symboli geneza "smoczej" ikonografii związana jest w ten czy inny sposób z Chinami i nie uległa jakimś radykalnym przemianom podczas importu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seledynowy smok jest jednym z czterech symboli stron świata. Jego domena to wschód, a żywioł- drewno, bądź (rzadziej) woda. Jego odwiecznym wrogiem jest czerwony feniks- zwierzę symbolizujące południe i związane z żywiołem wody. Para ta należy do yang, podczas gdy biały tygrys (zachód, metal) i czarny żółw (północ, woda). Para smok i feniks to odpowiednio symbole cesarza i cesarzowej. Dwa żywioły czy dwa zwierzęta będące w opozycji (ogień i woda bądź ogień i drewno) tworzą w tym przypadku jedność, pełnię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpidUvWSV9I/AAAAAAAAKFM/NugrebR-yVw/s1600-h/m_101092.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpidUvWSV9I/AAAAAAAAKFM/NugrebR-yVw/s320/m_101092.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375219134899574738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Piękny przykład klasycznego wizerunku smoka w interpretacji rzeźby "japońskiego baroku"- dekoracje pawilonów w Nikko ©JNTO.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japońskie smoki, w przeciwieństwie do swoich kuzynów z innych stron świata, są zwykle całkowicie pozbawione skrzydeł.  W swojej naturalnej postaci (posiadają zdolność zmiany kształtu i często przeistaczają się w brodatych starców) smok ma ciało węża, głowę wielbłąda, rogi jelenia, oczy sarny, łuski smoka, szpony orła i pazury tygrysa. Liczba szponów jest powodem dość ożywionej dyskusji. Otóż tak Chińczycy jak i Koreańczycy twierdzą, że im bardziej oryginalny i czcigodny smok, tym więcej ma pazurów. Te pochodzące z Chin zwykle mają ich cztery, oprócz smoka cesarskiego który ma ich pięć. Koreańczycy dyskretnie bo dyskretnie (nie bardzo mogli sobie pozwolić na bezpośrednie obrażanie sąsiada) wymalowywali w  pałacach swoich królów smoki z siedmioma pazurami. Japoński smok ma ledwie trzy szpony (powraca jak echo liczba trzy związana z symboliką solarną i symbolami władzy) i skoro już symbol funkcjonował w tej postaci przez parę stuleci, to jakoś trzeba było z tej biedy wybrnąć. Japończycy z właściwym sobie kreatywnym podejściem do historii zaczęli lansować tezę odwrotną do tej znanej z kontynentu, czyli twierdzić, że im bliżej miejsca powstania motywu, tym mniej szponów. Spór przypomina trochę wojny o sposób jedzenia jaj z opowieści Jonathana Swifta, choć oczywiście są uczeni gotowi do przelania krwi ostatniej kropli z żył w obronie swojej wizji pochodzenia i genealogii motywu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpibscZ0PyI/AAAAAAAAKFE/mwNn8oxHXqA/s1600-h/Kunisada_II_The_Dragon.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 223px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpibscZ0PyI/AAAAAAAAKFE/mwNn8oxHXqA/s320/Kunisada_II_The_Dragon.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375217343107710754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Smok w dość typowej dla siebie roli wierzchowca. Drzeworyt Kunisady II, około roku 1860 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilu szponów by nie miał, smok zwykle przedstawiany jest z kulistym przedmiotem w jednej z łap. Ten przedmiot to słynna relikwia buddyjska (oczywiście motyw jest o wiele starszy i pochodzi z tradycji hinduistycznej, gdzie związany był z postaciami Shivy i Ganeshy). Wygląda jak płonąca czy płomienista perła i oprócz tego, że bardzo często pojawia się w przedstawieniach smoków, jest jednym z atrybutów Avalokiteśvary i Jizo (Ksitigarbhy jeśli kto woli). Nazywa się nyoi-shu (如意珠). Klejnot ten- jak mówią legendy- ma moc spełniania dowolnych życzeń swego posiadacza. Co ciekawe w tradycji centralnej Azji związany jest on nie tylko z wizerunkami smoka, co konia-wiatru (według innych przekładów nazw tybetańskich i chińskich rzecznego konia bądź wręcz smoczego konia), mającego być ni mniej ni więcej tylko stworzonym na potrzeby rytuałów szamanistycznych wyobrażeniem duszy człowieka. Nie ma sensu cytować wszystkich teorii A. Baileya z "Caves of the sun", wystarczy wspomnieć o nierozerwalnych związkach konia jako symbolu z żywiołem wody. Niezależnie od tego które zwierze jest "nosicielem" klejnotu- czy będzie to smok, czy koń, czy wreszcie postać taka jak będąca wcieleniem Avalokiteśvary bogini miłosierdzia Kannon (przedstawiana zresztą jako jadąca na smoku bądź też - w innym wariancie ikonograficznym- z głową konia), pojawienie się tego symbolu wydaje się być zawsze  powiązane z wodą. Po raz kolejny odczytując symbolikę japońską docieramy do tego samego punktu, tego samego przekazu: osiągnięcie nadludzkich możliwości, spełnienie życzeń czy osiągnięcie doskonałości możliwe jest dopiero po oczyszczeniu, które zwykle dokonuje się przez wodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek chyba wystarczy- noc już się kończy a mi zostało jeszcze niemało pracy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5103592682453558702?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5103592682453558702/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/lanie-wody.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5103592682453558702'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5103592682453558702'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/lanie-wody.html' title='Lanie wody'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpigH4toXGI/AAAAAAAAKFc/ujpJiPOVPzM/s72-c/11456.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-4804059352647977373</id><published>2009-08-24T02:27:00.000+02:00</published><updated>2009-08-24T02:57:08.564+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spirited away'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kami'/><title type='text'>I jeszcze raz w zaświaty...</title><content type='html'>Po napisaniu poprzedniego tekstu po raz kolejny obejrzałem "Spirited away". Cały film jest przede wszystkim opowieścią o... podróży do świata duchów. Główny bohaterka trafia tam po przekroczeniu (czy raczej: przejechaniu obok) tradycyjnej torii- bramy będącej przejściem i znakiem granicznym pomiędzy światem ludzi i bogów. Jej rodzice nieświadomie łamią jedno z ważniejszych tabu i jedzą pokarm ofiarny, tym samym kalając zarówno jego jak i siebie. Po jego zjedzeniu stają się częścią rzeczywistości w której się znaleźli, ale jako ci, którzy zanieczyścili ofiary  zostają zamienieni w zwierzęta będące symbolami nieczystości- świnie. Z kolei sama Chichiro po przekroczeniu granicy i zapadnięciu nocy stopniowo staje się coraz bardziej przezroczysta, nierealna. Jej fizyczne ciało nie może istnieć w zaświatach. Ratunkiem jest dla niej spożycie choć jednego ziarna pokarmu pochodzącego ze świata w którym się znalazła. W poprzednim poście wspomniałem o imionach jako elemencie tożsamości- rzeczywiście w filmie pełnią one bardzo ważną funkcję. W japońskich rytuałach przejścia- czy to dojrzewania, zaślubin czy też najważniejszym ze wszystkich rytuale pogrzebowym zamknięcie każdego kolejnego etapu wiązało się ze zmianą imienia. W przypadku zmarłych- czyli tych którzy mogli stać się kami- zmiana imienia miała zapewnić spokój temu który odszedł, sprawić że nie będzie niepokojony przez żywych, wymieniających imię do którego przywykł. Każda z postaci w świecie kami pozostaje pozbawiona swojego imienia. Jest pozbawiona tożsamości nie tylko przez wspomniane wcześniej "skalanie", ale również przez kradzież imienia. Chichiro, Haku...  Przestępstwem do której Haku zostaje zmuszony przez Jubabę jest kradzież pieczęci hanko jej siostry, Zeniby. Trzeba przyznać że z punktu widzenia europejczyka to wyjątkowo mizerne przestępstwo, ale warto pamiętać że w kulturach wschodu pieczęć do dziś stanowi sygnaturę ważniejszą i często bardziej osobistą od odręcznego podpisu. Zbrodnią smoka jest więc nie tyle błaha próba kradzieży przedmiotu, co zawładnięcia imieniem- a więc i tożsamością- czarownicy. Ot- kolejny drobny klocek w układance...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-4804059352647977373?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/4804059352647977373/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/i-jeszcze-raz-w-zaswiaty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4804059352647977373'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4804059352647977373'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/i-jeszcze-raz-w-zaswiaty.html' title='I jeszcze raz w zaświaty...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-2197149553633854537</id><published>2009-08-23T03:41:00.000+02:00</published><updated>2009-08-23T06:54:23.773+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spirited away'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hitogata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kami'/><title type='text'>W krainie kami</title><content type='html'>Jeśli wierzyć feministkom faceci dojrzewają przez pierwszych 14 lat życiach, później już jedynie rosną. Mam z tą maksymą pewien problem- z jednej strony sugeruje ona obciążenie niedojrzałością, z drugiej- jest być może jedyną moją szansą na zakwalifikowanie się w poczet 100% samców. Ot- traf chciał, rzeczywiście nie bardzo wyrosłem z zabawek. Te ulubione nie są już co prawda już pokryte kudłami (przynajmniej jeśli chodzi o 99% powierzchni ciała) ale ciągle, mimo wspomnieniom nauk mamusi że miejsce zabawek jest na półce, nie mogę się oprzeć pokusie  ciągnięcia ich do łóżka. Jak każde, nawet nieco przeterminowane dziecko przepadam też za bajkami (czego pochodną jest w pewnym sensie niniejszy blog). Jedną z tych do których lubię wracać jest film Miyazakiego "Spirited Away". Pamiętam że kiedy oglądałem ją pierwszy raz, przywalił mnie ilością symboli i warstw znaczeniowych upchanych w czymś co w kulturze zachodniej wkłada się do szufladki z napisem "historyjki dla dzieci". Szczególnie długo dokuczała mi scena w której Haku pod postacią smoka walczy z chmurą papierowych ludzików. Przeczuwałem że nie mogą to być "ot tak" przypadkowe figurki ale nie mając żadnego rozeznania w symbolice japońskiej nie znajdowałem żadnego punktu zaczepienia dla odczytania tego obrazu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpDEmPEjPyI/AAAAAAAAKDA/52Xr-H_k25Y/s1600-h/spirited_away.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpDEmPEjPyI/AAAAAAAAKDA/52Xr-H_k25Y/s320/spirited_away.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373010516612693794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe już sama nazwa tych laleczek mówi wiele. Ta najpopularniejsza- hitogata (人形) składa się z dwu znaków, oznaczające odpowiednio "człowieka" (hito) i "kształt" (kata), ale w okresie Muromachi używano również innej- katashiro (形代), co oznacza "kształt zastępczy". W praktykach magicznych i religijnych każda reprezentacja danej osoby jest potencjalnie nośnikiem ducha (tamashii) i jako taka może z powodzeniem stanowić zastępnik samej osoby. Mechanizm ten znany jest wielu kulturom- wystarczy przypomnieć złowrogie praktyki magiczne europejskiego renesansu czy obawę przedstawicieli ludów prymitywnych przed skradzeniem części duszy przez fotografa.  Japońskie papierowe figurki ludzkie używane są w shintoistycznych rytuałach oczyszczenia. Jako że wycina się je kilkoma prostymi ruchami i pozbawione cech indywidualnych, piszę się na nich własne imię, czasem wiek a potarcie laleczką hitogata ciała sprawia, że przechodzą na nią wszystkie grzechy, skalania, "nieczystości", które muszą zostać zmyte. Oznaczenie imieniem wiąże lalkę z konkretną osobą- jak w historii stworzenia człowieka wspomnianej w "The Pillow Book" przez Greenewaya dopiero z zapisaniem imienia na wizerunku akt stworzenia zostaje dokonany, a dwa różne sposoby reprezentacji, materialna reprezentacja ciała i związany ze sferą ducha znak tworzą nową jakość- człowieka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Kiedy bóg stworzył pierwszy gliniany model człowieka, namalował oczy... usta... płeć. Potem namalował każdemu jego imię, by człowiek nigdy go nie zapomniał [...]"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas rytuału odbywającego się zwykle w okolicach połowy roku wrzuca się je do wody- strumienia bądź przyświątynnej studni w której dokonuje się rytualnych ablucji, co ma zapewnić oczyszczenie z grzechów na kolejną połowę roku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróćmy do filmu Miyazakiego. Pozbawiona własnego imienia- a więc w pewien sposób niekompletna, będąca nie do końca człowiekiem główna bohaterka uwięziona jest w gigantycznej łaźni, w której różnego rodzaju kami oczyszczają się po pobycie w świecie ludzi z wszelkiego brudów jakimi zostali w nim skalani. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpDFIgRwB8I/AAAAAAAAKDI/iyD7mwKbM-s/s1600-h/spirited_away_09.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 174px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpDFIgRwB8I/AAAAAAAAKDI/iyD7mwKbM-s/s320/spirited_away_09.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373011105347012546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W męczącej mnie przez parę lat scenie Haku, wracając do łaźni w postaci smoka, zostaje okaleczony przez setki hitogata, symbolicznych przedstawień zrzucanego przez ludzi brudu. W gruncie rzeczy wymowa tej sceny jest powtórzeniem przy pomocy nieco innych środków przekazu ze sceny w której Sen pomaga w oczyszczeniu z - tym razem materialnych- śmieci innego smoka. W obu przypadkach smok jest oczywiście symbolicznym przedstawieniem rzeki, skalanej tak dosłownie, jak i w sensie metafizycznym przez ludzi i w obu rozpoznanie prawdziwej natury rzeczy i zjawisk możliwe jest dopiero po oczyszczeniu obserwatora i przedmiotu obserwacji. Nic dziwnego że takiej właśnie transformacji i oczyszczeniu ulega zresztą sama Sen, która dopiero po tym zabiegu i dzięki niemu jest w stanie przejrzeć iluzję, równocześnie odzyskując własną tożsamość i uwalniając rodziców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście laleczki hitogata były wykorzystywane również do innych celów- były akcesoriami czarnej magii i magii miłosnej ale opowieść o tym należy do całkowicie innej bajki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-2197149553633854537?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/2197149553633854537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/w-krainie-kami.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/2197149553633854537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/2197149553633854537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/w-krainie-kami.html' title='W krainie kami'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SpDEmPEjPyI/AAAAAAAAKDA/52Xr-H_k25Y/s72-c/spirited_away.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-7846965144970975756</id><published>2009-08-18T03:19:00.000+02:00</published><updated>2009-08-18T05:36:08.326+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kashiwade'/><title type='text'>Głuchota bogów</title><content type='html'>Bądźmy szczerzy- bóstwa nigdy nie były szczególnie skore do zajmowania się śmiertelnikami. Pół biedy kiedy ci gotowi byli rżnąć setkami woły czy dziewice- na tym etapie rozwoju ludzkości nieśmiertelnym, jeśli wierzyć legendom, jakoś łatwiej przychodziło oderwanie się od "M jak miłość", odłożenie gazety i kiwnięcie paluchem w sprawie tego czy innego petenta. Niestety- z czasem przestało im się chcieć słuchać modłów i cuda przestały być tak spektakularne jak w złotym wieku (być może przyczynił się do tego fakt wyginięcia legendarnych dziewic). Ot- w sam raz tyle żeby się nie przemęczyć i nie dać parchom zapomnieć o sobie. Wskrzeszenie dzieciątka tu, przywrócenie wzroku tam- i już, starczy, cieszyć się i bić pokłony. Większość nacji podeszła do życzeń swoich bogów z pokorą, ograniczając sie do cichszej lub głośniejszej modlitwy i śpiewów. Co ciekawe instrumenty perkusyjne i spora część dętych zostały wykluczone z liturgii czemu trudno doprawdy się dziwić- mało kto lubi być budzony z dobrze zasłużonej drzemki dzikimi hałasami, toteż bicie w dzwony, strzały z armat, terkotanie grzechotkami i bicie w bębny zostawiono na okoliczność odstraszania demonów. Oczywiście Japończycy- jak zwykle- wiedzieli lepiej i nie dość że jak wszystkie inne nacje pokalane buddyzmem używają różnego kalibru bębnów w liturgiach, to jeszcze wprowadzili inny irytujący zwyczaj czyli klaskanie w dłonie- kashiwade.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wywodzi sie on jeszcze ze starożytności, kiedy to było gestem oddania czci czy szacunku. Nihongi wspomina że kiedy cesarzowa zasiadała na tronie, minister z szacunkiem klaskał w dłonie- trudno powiedzieć czy czcząc w niej małżonkę boga na ziemi czy też władczynię (zwykle zresztą- w przypadku choćby Fujiwarów- będącą jego własną córką). Ilość klaśnięć może być różna. Najczęściej klaszcze się dwa razy ale dla uhonorowania szczególnie ważnych bóstw (jak choćby Amaterasu) liczbę tą podwaja się, chociaż w niektórych rytuałach zdarza się ponad trzydzieści klaśnięć pod rząd. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaniem antropologów sam gest ma wiele wspólnego ze zwykłym i wspólnym dla wszystkich kultur modlitewnym złożeniem dłoni, wywodzącym się z niewolniczego oddawania rąk "pod sznur". W przypadku rytualnego klaskania owa wiernopoddańcza czołobitność przybiera cechy natręctwa czy wręcz mściwej złośliwości- odgłos składanych rąk ma wybudzić bóstwo z letargu i sprawić że zwróci ono uwagę na uporczywego suplikanta (stąd klaszcze się po złożeniu ofiary a przed modlitwą- nigdy po).  Nie wiem jak zachowują się wybudzone z drzemki kami ale sądząc po ilości kataklizmów nawiedzających Japonię potrafią właściwie ocenić namolność swoich wyznawców.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-7846965144970975756?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/7846965144970975756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/guchota-bogow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7846965144970975756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7846965144970975756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/guchota-bogow.html' title='Głuchota bogów'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-4226048296157780293</id><published>2009-08-17T17:37:00.000+02:00</published><updated>2009-08-17T17:38:27.121+02:00</updated><title type='text'>Wakacje</title><content type='html'>Od 8 do 16- go... pierwsze od długiego czasu i już skończone. Pora wracać do pisania&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-4226048296157780293?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/4226048296157780293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/wakacje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4226048296157780293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4226048296157780293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/wakacje.html' title='Wakacje'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-399903022658456974</id><published>2009-08-05T02:56:00.000+02:00</published><updated>2009-08-05T17:21:01.876+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kokugakushu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mono no aware'/><title type='text'>Mono no aware</title><content type='html'>Podobno każdy człowiek w pewnym wieku ma w szafie trupa. Ja mam ich kilka. Leżą spokojnie na stojaku, oczyszczone z powierzchniowych zabrudzeń, zabezpieczone i w większości martwe. Stare, zniszczone miecze- według pompatycznej ideologii stworzonej na potrzeby totalitarnej dyktatury Tokugawów dusze kilku pokoleń dawno spalonych Japończyków, według większości ich twardo stojących na nogach rodaków- nie wart złamanego grosza złom bez widoków na jakąkolwiek przyszłość. W gruncie rzeczy są dość żałosne, ale nie da się zaprzeczyć że między innymi dlatego wpisują się idealnie w ramy pewnego XIX wiecznego pojęcia które w ciągu ostatnich stu lat zrobiło niesamowitą karierę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia nie miała szczęścia (czy raczej nieszczęścia) do teorii sztuki. W ramach  pismach poświęconych zagadnieniom sztuki nigdy nie doszło do rozważań dotyczących statusu artysty, jego roli w społeczeństwie, przez długi czas nie zajmowano się nawet doprecyzowaniem terminologii związanej z estetyką, uznając ją za oczywistą. Pierwszymi którzy podjęli próby zdefiniowania unikalnych cech japońskiej kultury była grupa uczonych i poetów która poświęciła się kokugakushu- (dosł. studiom nad starożytnością- w domyśle oczywiście japońską). Grupa ta, poszukując czystych i nieskażonych źródeł tradycji na których można by oprzeć ideologię narodową, odrzucała dominujące wówczas wzorce promowanego przez reżim neokonfucjanizmu. Co zabawne za takie "czyste źródło" uznali oni poezję epoki Heinan, a więc czasu, kiedy  damy dworu pisały "nie znajduję w tym niczego pięknego ale skoro Chińczycy piszą że jest to urocze to musi tak być". Jakkolwiek by nie było, w ideologii kokugakushu pojawiła się koncepcja mówiąca że "prawdziwe serce" (w rozumieniu ducha narodowego)  ujawni się i okaże w całej wspaniałości kiedy zniszczone zostanie "chińskie serce"- synonim szkodliwego oddziaływania tysiącletnich wpływów z kontynentu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według głównego ideologa grupy- Motoori Norinagi- unikalność japońskiego myślenia o świecie miała polegać na zdolności do bezpośredniego odbierania i odczuwania  istoty rzeczywistości bez konieczności posługiwania się w czasie tego procesu mediami takimi język. W zetknięciu z przedmiotami (mono) i zjawiskami Japończycy mieli być w stanie odczuć ich piękno skontrastowane z przemijalnością i zostać "poruszeni" czy "zachwyceni" (co nie jest może najdoskonalszym tłumaczeniem terminu aware ale na potrzeby zwykłego blogu powinno z powodzeniem wystarczyć). Cały termin- mono no aware- to opis odczucia będącego mieszanką podziwu dla piękna i smutku wynikającego ze świadomości jego przemijalności. Mimo że określenie jest dość późne, przyjęło się jako termin idealnie ujmujący nastrój i postawę właściwą bohaterom Genji Monogatari czy nastojowi poezji ze zbioru "Manyoshu". Podobnie jak pojęcia takie jak "smutek" czy "piękno" łatwiej chyba odczuć jego znaczenie niż je wyjaśnić. Haiku wielkiego Basho...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;***&lt;br /&gt;Letnie trawy&lt;br /&gt;to wszystko co zostało&lt;br /&gt;ze snów wojowników&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... i o pół tysiąclecia starszy poemat otwierający Heike monogatari:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dźwięk dzwonów świątyni Gion&lt;br /&gt;jest echem nietrwałości wszechrzeczy.&lt;br /&gt;Kolor kwiatów na rozdwojonych pniach&lt;br /&gt;obwieszcza że rozkwit jest zwiastunem upadku.&lt;br /&gt;Ten kto jest dumny nie pozostaje takim na długo&lt;br /&gt;jest jak przemijający sen wiosennej nocy.&lt;br /&gt;Ten kto jest dzielny w końcu zostanie zniszczony&lt;br /&gt;by być niczym więcej niż pył na wietrze.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-399903022658456974?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/399903022658456974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/mono-no-aware.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/399903022658456974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/399903022658456974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/mono-no-aware.html' title='Mono no aware'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6645947939392529796</id><published>2009-08-02T22:12:00.000+02:00</published><updated>2009-08-04T04:59:56.294+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kappa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mizuko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demon'/><title type='text'>Problemy z ogórkami</title><content type='html'>Połykam ksiażki. To jeden z moich mrocznych nałogów. Trzystustronicowa powieść to zwykle trzy- cztery godziny. Przy tego rodzaju nawykach czytelniczych nie bardzo mogę sobie pozwolić na bycie wybrednym i często- gęsto przebijam się przez lektury ledwie- ledwie wybijające się ponad poziom intelektualny Joli Rutowicz. Dziś w supermarkecie wygrzebałem pierwszą część cyklu o Saint- Germain. Niestety- jak przystało na cykl wampiryczny główny bohater, oprócz tego że żywi się krwią nosi wyłącznie czarne ubrania, spojrzeniem zniewala kobiety, jest nieludzko silny, bogaty i inteligentny słowem- ideał oczyma zakompleksionych pryszczatych nastolatków bądź niedopchanych panien z pretensjami do mrocznego emploi. Przebijając się przez kolejne peany ku czci obowiązkowo bladego herosa nie mogłem nie uśmiechnąć się na wspomnienie wampirów z Japonii... Oczywiście każda kultura ma jakichś krwiopijców. W przypadku mitologii japońskiej mamy oczywiście różnorakie złowrogie stwory które "przy okazji" potrafią pozbawić swoje ofiary krwi jak złowrogie duchy, koty bądź tanuki, ale tak naprawdę jedynym prawdziwym wampirem, wysysającym życie z swoich ofiar jest stworek z pozoru raczej niegroźny czyli kappa (河童- dosłownie "dziecko rzeki"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygląda toto dość pokracznie- trochę jakby małpie założyć na łapy płetwy pływackie, tors wpakować w skorupę żółwia a na łbie wygolić tonsurkę i dorzucić solidną porcję rybiego smrodu. Pośrodku tonsurki, na samym czubku płaskiej czaszki każda kappa ma wgłębienie wypełnione wodą ze zbiornika w którym żyją. Mimo swych małych rozmiarów kappa jest dziesięciokrotnie silniejsza od człowieka, pod warunkiem że woda z wgłębienia nie wyschnie bądź nie zostanie wylana- jeśli do tego dojdzie kappa traci całą swoją siłę, według niektórych legend może nawet umrzeć. Ta drobna niedogodność wielokrotnie ocaliła życie ludziom wyzwanym przez kappy na pojedynek. Kappy, w przeciwieństwie do wielu istot o których zdarzyło mi się pisać wcześniej, są Japończykami z krwi i kości. Uwielbiają narodowy sport Japonii- sumo (w którym są podobno mistrzami, legenda przypisuje im wynalezienie koppo- "twardych" technik ataku na kości), co zresztą jest powodem dla którego zaczepiają ludzi zabłąkanych w pobliżu zbiorników wodnych i wyzywają ich na pojedynki o wyjątkowo wysokie stawki. Z jednej strony- skarby zebrane przez kappy jako nagroda za wygraną walkę, z drugiej- dość bolesna i wyjątkowo prawdopodobna śmierć. Na szczęście kappy posiadają proporcjonalnie silnie rozwiniętą inną typowo japońską cechę- poszanowanie dla etykiety. Człowiek przymuszony przez tych zielonych gangsterów do pojedynku powinien rozpocząć go od ceremonialnego ukłonu- kłaniając się w odpowiedzi kappa utraci życiodajną wodę i znajdzie się na łasce człowieka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SneiuTHS-CI/AAAAAAAAJ9g/Z56s57vwVKs/s1600-h/560px-Hokusai_kappa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 298px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SneiuTHS-CI/AAAAAAAAJ9g/Z56s57vwVKs/s320/560px-Hokusai_kappa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365936397323794466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kappa w całej krasie. Rysunek Hokusai.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kappy to (przynajmniej od epoki Muromachi- w ich przypadku ewolucja wizerunku wydaje się przebiegać w sposób odwrotny do tego który można obserwować w przypadku tengu) istoty z złe, choć zawsze pieczołowicie przestrzegające wszelkiego rodzaju umów, nawet jeśli ma im to przynieść szkodę. Większość ich żartów jest może niekoniecznie w najlepszym guście ale nieszczególnie groźnych- ot, uwielbiają zaglądanie pod kimona przechodzących mostkiem czy przeprawiających się łodzią kobiet, głośnie pierdzenie w twarz rybakom i inne dowcipasy tego typu. Powodem dla którego te pokraki zawsze przypominają mi się kiedy tylko widzę obraz klasycznego, do znudzenia idealnego "europejskiego" wampira jest fakt, że kappom przypisuje się winę za śmierć większości topielców- zwłaszcza dzieci. Topielcy, zwłaszcza jeśli namakali odpowiednio długo, mają mieć (panie wybaczą dosłowność) obrzękłe odbyty, co dało asumpt do powstania legend o wodnych demonach które żywią się krwią, siłą życiową bądź- to moja ulubiona wersja- z czystej złośliwości wyciągają (mówiąc precyzyjniej wysysają) jelita i żołądek przez odbyt zostawiając tylko obrzękły, pełen płynu bęben. Jak sądzę ostatnia odmiana odnosi się do nieboszczyków którzy pławili się w wodzie z dużym zacięciem i dobrze świadczy o dociekliwości i naukowym podejściu ludzi żyjących w pobliżu zbiorników wodnych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Snefda7hsHI/AAAAAAAAJ9Y/CO7wSBGF4QU/s1600-h/Kappa_control2.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 241px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Snefda7hsHI/AAAAAAAAJ9Y/CO7wSBGF4QU/s320/Kappa_control2.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365932808829251698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jak widać na nieszczególnie wysokich lotów drzeworycie Tsukiyoki Yoshitoshiego nie zawsze kappy straszą rybaków puszczaniem wiatrów- jak mówi japońskie przysłowie "od czasu do czasu i kappa utonie"- każdemu może się podwinąć noga. Niektóre pomyłki mogą być bardzo groźne w skutkach, nawet dla demonów. 1881,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe pośród wielu teorii dotyczących pochodzenia kappy, z których jedne mówią o portugalskich mnichach (tonsura i słowo kapa), inne o małpach (ogólny pokrój i- niestety chińska- legenda o królu małp) znajduje się też taka, która tłumaczy ich pochodzenie faktem wyrzucania przez Japończyków martwych lub w pełni sprawnych ale nie do końca potrzebnych noworodków do rzek. Mizuko- dosłownie wodne dziecko- (水子) to nazwa jaką dziś określa się dzieci zmarłe przed porodem, a która wcześniej odnosiła się do wszystkich zmarłych dzieci. Nie da się nie zauważyć że jej znaczenie jest na dobrą sprawę identyczne ze znaczeniem słowa kappa. Jeśli stare, shintoistyczne bóstwa wody stały się mściwymi wcieleniami dzieci skrzywdzonych za życia, ich pragnienie zemsty na żywych wydawałoby się być uzasadnione i bardzo typowe. Choć tłumaczenie to jest najbardziej ponurym ze wszystkich z jakimi się spotkałem, brzmi najbardziej prawdopodobnie i przypomina o tej stronie historii kraju kwitnącej wiśni o której raczej nieczęsto wspomina się w poetyckich opisach.  Oczywiście z pewnością mamy tu do czynienia z nałożeniem się na siebie dwu toposów- starego, pochodzącego jeszcze z epoki antycznej i nowego, nadającego kappom wszystkie cechy właściwe wszelkim mściwym duchom z japońskich podań. Jeśli chodzi o stary wzorzec to pierwsza wzmianka o duchach wody odpowiadających współczesnym wizerunkom kappa pochodzi z Nichon Shoki a więc mówimy o roku 720 (choć tam mówi się raczej o bogu rzeki- Kawa no Kami), i dotyczy bardziej staromodnej personifikacji sił przyrody, posiadających zarówno cechy negatywne jak i pozytywne (jak choćby przypisywana kappom umiejętność leczenia złamań i zwichnięć).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje jeszcze kwestia wyjaśnienia tytułu postu... otóż kappy przepadają za ogórkami. Mają na ich punkcie tak kompletnego bzika, że można wyłgać się od śmierci rzucając im kilka ogórków. Dlaczego ? Nie mam najzieleńszego pojęcia, faktem jest że maki z ogórkiem nazywa się nie kyuri maki, a właśnie kappa maki. Smacznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6645947939392529796?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6645947939392529796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/problemy-z-ogorkami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6645947939392529796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6645947939392529796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/08/problemy-z-ogorkami.html' title='Problemy z ogórkami'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SneiuTHS-CI/AAAAAAAAJ9g/Z56s57vwVKs/s72-c/560px-Hokusai_kappa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-5918427073996281887</id><published>2009-07-31T04:39:00.000+02:00</published><updated>2009-07-31T06:35:04.438+02:00</updated><title type='text'>Człowiek który umarł stojąc</title><content type='html'>Saito Musashibo Benkei (西塔武蔵坊弁慶). Żeby uniknąć powtarzania tego na każdym kroku- postać o której mowa to od XII wieku do dziś idol mas- bohater sztuk noh i przedstawień teatru kabuki, później filmów, powieści i gier video, słowem- superheros. Co za tym idzie w przypadku jakiejkolwiek relacji dotyczącej jego życia i czynów nie jest możliwe oddzielenie faktów od legendy- wszystko jest legendą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Relacje o narodzinach Benkei nie są zgodne. Co prawda wszystkie twierdzą, że jego matką była córka kowala, ale z ustaleniem ojcostwa są poważne problemy. Jedne źródła mówią że jest nim bóstwo opiekuńczego świątynii, inne- że był to demon, jeszcze inne- że począł się jako owoc gwałtu którego dopuściła się główny kapłan. Jakkolwiek nie było już jako dziecko Benkei musiał zapowiadać się niezgorzej skoro dorobił się przydomku Oniwaka  (鬼若)- diabelskie dziecko. Nieludzką siłę Benkei legendy uzasadniają tym, że jego matka będąc w ciąży jadła żelazo (co, biorąc pod uwagę powszechny wówczas zwyczaj czernienia zębów, niekoniecznie musiało mieć negatywny wpływ na jej urodę), podobno pochodziła też z rodu wywodzącego się od innego supersiłacza z japońskich legend, Dojo-Hoshi. Nasz bohater urodził się z kompletem zębów i długimi do kolan włosami- rzecz o tyle ciekawa że w mitologii ludów słowiańskich, w tym i polskiej, takie dzieci uważano za potencjalne strzygi. Już jako dziecko jednym uderzeniem wbił kowadło dziadunia w ziemię, a poproszony o przyniesienie drzewa potraktował rzecz dosłownie i wyrwał jakieś z korzeniami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młody Benkei złożył śluby buddyjskie w klasztorze Enryakui, gdzie otrzymał imię Musashibo (dosł. "kapłan Musashi") i został sohei- rodzajem mnicha- wojownika. Prawdopodobnie to w klasztorze opanował umiejętność walki typową dla mnichów bronią- naginatą. Oczywiście bliskość światynii w żaden sposób nie złagodziła temperamentu Benkeia i nie obeszło się bez różnego kalibru afer. Żeby nie być gołosłownym: Benkei wybrał się "w odwiedziny" do odwiecznych przeciwników mnichów z Enryakui, klasztoru Miidera, skąd jako pamiątkę z podróży przytargał na górę Hei gigantyczny dzwon. Niestety, okazało się że zamiast dzwonić dzwon tylko głucho mamrocze "chcę wrócić do Miidery". Jako że uproszony przez pognębionych przeciwników opat wytargował u Benkei ustępstwo i zwrot skradzionego przedmiotu, ten kopnął dzwon tak, że doturlał się on z powrotem na miejsce. Ceną ustępstwa miała być rzecz pozornie trywialna- jeden posiłek do syta. W jego rezultacie zapasy żywności mnichów z Miidery zostały spustoszone, a na gigantycznym kotle z którego jadł Benkei do dziś pokazuje się się rzekome ślady zębów słynnego żarłoka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnJtH4UkkZI/AAAAAAAAJ8o/O_vWznWpS8w/s1600-h/dzwon+miidera.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 156px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnJtH4UkkZI/AAAAAAAAJ8o/O_vWznWpS8w/s320/dzwon+miidera.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364470088296862098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Benkei ciągnący dzwon z Miidery, Kuniyoshi, 1845&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Benkei potraktował swoje obowiązki sohei poważnie i samodzielnie dobrał sobie broń- niecodzienny zestaw narzędzi używanych raczej przez zbuntowanych chłopów niż wojowników, od którego jego przedstawienia w pełnym rynsztunku określa się mianem "Benkei od siedmiu narzędzi" (Nanadogu Benkei ). W jego skład wchodzą drewniana stępa (hizuchi), piła (nokogiri), rodzaj maczugi (tetsubo), włócznia z ostrzem w kształcie półksiężyca (sasumata), sierp (nagihama), topór (masakari) i rodzaj grabi czy pazurów na długim trzonku (kumade). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy zwrócił się do kowali z prośbą o wykucie zbroi ci oznajmili mu że na takiego giganta będzie potrzeba tyle stali co na tysiąc mieczy. Musashibo znalazł więc sobie miejsce przy moście Gojoe i z właściwym sobie poczuciem taktu zaczął kolekcjonować miecze- wyzywał każdego przechodzącego na pojedynek a zwyciężonemu odbierał broń. Niestety, ostatnią, tysięczną walką jaką odbył w tym miejscu było spotkanie z młodym Ushiwaką- Minamoto no Yoshitsune który dzięki treningowi jaki otrzymał od tengu pokonał olbrzyma. Od tego czasu Benkei został przybocznym Yoshitsune, towarzysząc mu aż do śmierci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnJuJEoDiEI/AAAAAAAAJ84/3RYhSb-l7eo/s1600-h/Uchiwakamaru_fighting_Benkei_on_Gojo_bridge.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 238px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnJuJEoDiEI/AAAAAAAAJ84/3RYhSb-l7eo/s320/Uchiwakamaru_fighting_Benkei_on_Gojo_bridge.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364471208291305538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Benkei i Ushiwaka maru walczący na moście Gojoe. Drzeworyt Kuniyoshiego pokazujący obu herosów w klasycznym ujęciu- młodzieńczy, nieco kobiecy Yoshitsune i Benkei w typowym stroju sohei. Zza pleców giganta wystaje jego nietypowy zestaw uzbrojenia &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedługo przed finałem konfliktu pomiędzy braćmi przebywający w Manpukuji w Koshigoe (niedaleko Kamakury) Yoshitsune próbował wyjaśnić wszystko w liście do brata, niestety cykady utrudniały mu zebranie myśli. Benkei miał krzyknąć "cisza" na tyle głośno, że do dziś w tej okolicy nie słychać żadnych owadów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy po dwu latach kłótni, intryg, wreszcie otwartej walki, po przegranej bitwie nad rzeką Koromo (1189) jego pan przygotowywał się do samobójstwa, Benkei trzymał wrogów na dystans, blokując przejście przez most prowadzący do zamku. Po krótkim czasie przeciwnicy, bojąc się zbliżyć, zaczęli strzelać z łuków. Część strzał została przecięta w locie, inne wbiły się w zbroję nie robiąc widocznej szkody. Wreszcie Musashibo oparł się na naginacie i tak zamarł. Nad ranem wrogowie, widząc że olbrzym nie reaguje, odważyli się podejść bliżej i dopiero wówczas zauważyli, że Benkei umarł stojąc (zdaniem kolegi- lekarza rzecz absolutnie awykonalna). Epizod ten znany jest pod nazwą "Benkei no Tachi Ōjo"(弁慶の立往生)- dosłownie "Benkei umierającego stojąc".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnJtTzN_UQI/AAAAAAAAJ8w/NbqeyaOeCJA/s1600-h/yamabushi.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 206px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnJtTzN_UQI/AAAAAAAAJ8w/NbqeyaOeCJA/s320/yamabushi.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364470293085507842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Typowy strój yamabushi. Fotografia z przełomu XIX i XX wieku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Benkei przedstawiany jest zwykle w białej mnisiej narzutce na czarnym pancerzu, czasem stroju dopełnia czarna czapeczka shugenja, jako że według niektórych legend pomiędzy pobytem Benkei w Enryakuii a polowaniem na miecze przy moście Gojoe był okres kiedy, wyrzucony za złe sprawowanie z klasztoru, przyłączył się do shugenja, co z kolei dało asumpt do łączenia go z tym kultem i - oczywiście- z tengu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-5918427073996281887?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/5918427073996281887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/czowiek-ktory-umar-jak-drzewo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5918427073996281887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/5918427073996281887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/czowiek-ktory-umar-jak-drzewo.html' title='Człowiek który umarł stojąc'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnJtH4UkkZI/AAAAAAAAJ8o/O_vWznWpS8w/s72-c/dzwon+miidera.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-2174228951675890665</id><published>2009-07-30T03:39:00.000+02:00</published><updated>2009-07-30T20:16:09.672+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tokugawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ieyasu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muramasa'/><title type='text'>Przeklęte ostrza</title><content type='html'>Spójrzmy prawdzie w oczy- dla większości praktyków miecza nazwiska kowali japońskich nie tylko pozostają nieznane co wręcz nie mają żadnego znaczenia. Trudno się zresztą dziwić- wiele osób ma problemy z choćby wymienieniem gokaden, co tu mówić o poszczególnych twórcach. Są jednak dwie postaci na tyle legendarne, że ich imiona znane są szerszym kręgom, ba- stały się wręcz synonimami doskonałości. Nie, nie chodzi o "Hattori Hanzo" (ten mit to temat na inną rozmowę). Twórcy których mam na myśli to niekwestionowany cesarz kowali japońskich- Soshu Masamune i nie tyle gorszy co całkowicie od niego odmienny Sengo Muramasa (千子 村正), kowal działający w XVI wieku w prowincji Ise. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostrza Muramasy mają kilka bardzo charakterystycznych  cech. Najważniejszą z nich jest tak zwany "zwierciadlany" hamon. Linia hartu na ostrzach wykutych przez tego kowala jest identyczna po obu stronach. Z punktu widzenia laika- nic osobliwego. Sęk w tym, że każdy kto choć raz miał w ręku ostrze nihonto z hamonem innym niż suguha (prosta linia), mógł bez trudu  zauważyć że hamon po obu stronach miecza jest inny, zarówno jeśli chodzi o samą linię hartu jak i rodzaj efektów metalurgicznych. Inny układ ziaren, inne ashi... Ura i omote są jak dwie strony twarzy jednej osoby- niby bardzo podobne ale nie da się nie zauważyć różnic. Wynika to z przebiegu samego procesu hartowania. Ostrze oklejane jest gliną (upraszczając, nie będziemy się teraz dokładnie zajmować składem mieszanki) i od grubości warstwy i sposobu jej ukształtowania zależy to w jaki sposób przebiegać będzie formowanie się kryształów w stali podczas gwałtownego chłodzenia w wodzie. Już samo "wywołanie" hamonu na monostali, czyli w gruncie rzeczy zwykłym, współczesnym płaskowniku, takim z jakich wyrabia się miecze Hanwei czy Cheness, jest bardzo trudne. Uzyskanie go w taki sposób, żeby tradycyjna, warstwowo skuwana stal nie porozdzielała się, wygięła w odpowiedni łuk (katana przed hartem jest prosta) i nie popękała jest zajęciem wymagającym kilku lat praktyki i kilkuset kilogramów zmarnowanego żelastwa. Zdolność do kontrolowania wszystkich parametrów procesu do tego stopnia, żeby obie strony głowni były identyczne nie tylko jeśli chodzi o rysunek i przebieg yakiba, ale i rodzaj efektów w obrębie hamonu to  znak mistrzostwa graniczącego z talentem do chodzenia po wodzie, ożywienia zmarłego lub zrozumienia kobiety. Hamon Muramasy to zwykle midareba, najczęściej w jego "osobistym" rysunku sanbon-sugi. W jego charakterze widać wpływy szkół Soshu (sam Muramasa wywodzi się z tradycji Mino). Inną bardzo widoczną cecha głowni Muramasy jest bardzo starannie kształtowane nakago (trzpień) w kształcie tanagobara (brzucha ryby). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnESzvyQKEI/AAAAAAAAJ8Y/-vRpxb_QYtM/s1600-h/muramasa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 234px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnESzvyQKEI/AAAAAAAAJ8Y/-vRpxb_QYtM/s320/muramasa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364089311384840258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Muramasa w pracowni. Ilustracja z  "A Muramasa blade. A Story of Feudalism in Old Japan", 1887, miedzioryt na podstawie nieznanego drzeworytu japońskiego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W opisach jego ostrzy nieodmiennie podkreśla się że są one stworzone z myślą o cięciu, kowala który je formował nie obchodziło piękno ale względy czysto użytkowe. Muramasy nie zajmowała sztuka- on dążył do stworzenia idealnych narzędzi mordu. Osoby analizujące kształt jego- zwykle dwuznakowych- sygnatur również podkreślają że musiały one wyjść spod ręki silnej, gwałtownej osobowości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli wierzyć przekazom które do naszych czasów nabrały już patyny legendy, Muramasa był geniuszem, ale geniuszem gwałtownym i chwiejącym się na krawędzi obłędu. Cechy charakteru twórcy miały zostać utrwalone w jego dziełach tak mocno, że jego miecze do dziś uważa się za przeklęte. Bardzo znana historia opowiada o rywalizacji Muramasy i Masamune której punktem kulminacyjnym miało być umieszczenie w rzece dwu głowni stworzonych przez obu twórców. Kiedy płatki lotosu przepływały obok kling, ostrze Masamune tak zmieniało nurt wody że omijały je z dwu stron nietknięte, podczas gdy głownia Muramasy tworzyła zawirowania wciągające kolejne płatki wprost na ostrze. Oczywiście przy pewnej dozie braku poszanowania dla- było nie było- ciekawej legendy można całą rzecz tłumaczyć ilością niku (soczewkowatego wybrzuszenia na przekroju ostrza). Bardziej "hydrodynamiczne", posiadające grubszy profil dzieła Masamune cięły inaczej niż mające przekrój zbliżony do klina głownie Muramasy. W podobny sposób tworzy się miecze i dziś- te o tradycyjnym przekroju (mające dużo niku) są przystosowane do cięcia ciała- rozchylają przecinaną tkankę na boki, natomiast w pokazach cięcia mat sprawdzają się raczej słabo. Z kolei miecze o klidze pokroju brzytwy znakomicie tną słomę i świetnie nadają się do pokazów (vide- miecze  gumdo), ale kiedy ciąć nimi mięso przykleja się ono do płazów i klinga "utyka".  Jakkolwiek by nie tłumaczyć tej legendy przekonanie jakoby ostrza Muramasy były "krwiożercze" było powszechne. Wierzono że wydobyte z pochwy tak "pragną" krwi, że mogą doprowadzić właściciela do obłędu bądź samobójstwa. Co zabawne na zachodzie przez jakiś czas pokutowała "legenda ludowa" będąca pochodną tego przekonania, a mianowicie twierdzenie że jeśli wyciągnęło się już japoński miecz z pochwy, to koniecznie trzeba "dać mu posmakować krwi". W rezultacie setki "znawców" w dobrej wierze i przekonaniu o byciu bardziej koszernym od papieża cięły się po łapach i tłumaczyły innym, równie nieświadomym, że jest to element tradycji...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U źródeł legendy mieczy Masamune leżą wydarzenia związane z historią rodziny Ieyasu Tokugawy. W 1535 roku samurai Abe Masatoyo, zbuntowany sługa Matsudairy Kiyoyasu, dziada Ieyasu, przeciął go na pół. Miecz którym się posłużył wykuł Muramasa. Dziesieć lat później ojciec Ieyasu, Matsudaira Hirotada, został cieżko raniony przez swojego pijanego sługę, Iwamatsu Hachiyę. Ponownie- głownia Muramasy (tym razem wakizashi). Sam Ieyasu poważnie zaciął się w rękę kogataną i znowu okazało się że ostrze wykuł Muramasa. Kiedy w 1579 ukochany syn Ieyasu, Nobuyasu, popełniał seppuku, jego kaishaku użył katany która okazała się być  dziełem kogo ? Nietrudno zgadnąć. Po tych wszystkich całkowicie przypadkowych wydarzeniach w czasie walk roku 1600 Oda Kawachi no Kami, jeden z generałów Ieayasu, przebił głowę pokonanego generała włócznią yari. Zaciekawiony Ieyasu zażyczył sobie zobaczyć ostrze broni którą dokonał tego czynu i kiedy podczas oglądania zaciął się, z miejsca uznał że musiała być ona wykuta przez Muramasę. Rzeczywiście tak było i od tego momentu rozpoczęła się wojna Tokugawów z Muramasą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą sądząc po tym jak często się kaleczył, Ieyasu  albo był do przesady nieostrożny (co raczej do  niego niepodobne) albo nieprawdopodobnie wręcz dupowaty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiadomość o szczególnej "wrogości" jaką dzieła Muramasy miały przejawiać wobec rodu Matsudaira musiała być dość powszechnie znana już w czasie kampanii zimowej (czyli w 1614) skoro przeciwnicy Tokugawy, sojusznicy rodu Toyotomi, wyjątkowo chętnie ekwipowali się w ostrza Masamune. Jeden z generałów z Osaki, Fukushima Masanori, nosił katanę i yari a słynny Sanada Yukimura tachi który wyszedł spod ręki mistrza. W tej sytuacji nieco mniej dziwnym wydaje się fakt że szogunat z maniackim wręcz uporem polował na wszystkie dzieła mistrza. Za ich posiadanie groziła śmierć o czym przekonał się choćby skazany w 1634 na seppuku Takanakume no Suke Shigeyoshi, burmistrz miasta Nagasaki w którego kolekcji znajdowały się aż 24 takie ostrza. Zakaz- oprócz pożądanych rezultatów- miał jeszcze dwie, nieco mniej korzystne dla szogunatu konsekwencje. Pierwszą było dość powszechne ukrywanie bądź maskowanie głowni Muramasy. Zamiast niszczyć tak znakomite klingi zacierano pierwszy znak sygnatury a pod drugim dawano inny, "mune", zmieniając tym samym podpis kowala na Masamune. Drugim, o wiele poważniejszym rezultatem wprowadzenia zakazu był wzrost popytu na dzieła mistrza wśród przeciwników bakufu. Podobno wiele z osobistości które wesżły w skład rządu Meji nosiło je u boku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezależnie od tego, czy mroczna legenda Muramasy jest dziełem propagandy szogunatu czy nie, o jego głowniach do dziś  mówi się satsujinken- miecze odbierające życie, podczas gdy miecze Masamune nazywane są  katsujinken- mieczami dającymi życie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. W kwietniu 2009 wypuszczono grę pod tytułem "Muramasa: Demon Blade". Wii rules...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-2174228951675890665?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/2174228951675890665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/przeklete-ostrza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/2174228951675890665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/2174228951675890665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/przeklete-ostrza.html' title='Przeklęte ostrza'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SnESzvyQKEI/AAAAAAAAJ8Y/-vRpxb_QYtM/s72-c/muramasa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-4605281612220983188</id><published>2009-07-27T14:50:00.000+02:00</published><updated>2009-07-29T23:28:34.652+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='yamabushi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='shugendo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tengu'/><title type='text'>Niebiańskie psy</title><content type='html'>Skoro powiedziało się już "a", podobno wypada powiedzieć i "b". Dziwnym trafem od symboliki infernalnej przeskoczyłem do różnej maści symboli solarnych, na dobitkę za każdym razem jakoś tam związanych ze sztukami walki. Fudo Myoo, chryzantema, potem wrona, dziś- tengu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama nazwa jest jak się wydaje adaptacją chińskiego "Tiangou", terminu oznaczającego wrogiego ludziom demona- "niebiańskiego psa", czarną bestię która próbuje pożreć słońce. Cały problem polega na tym że tengu- niezależnie od przedstawienia- nigdy nie miały cech psich, stąd na pierwszy rzut oka wygląda na to, że oprócz nazwy obu nie ma żadnych związków pomiędzy chińskim potworem a japońskimi yokai. Tengu zwykle są przedstawiane jako krzyżówki drapieżnych ptaków z ludźmi (jedna z ich odmian to karasu-tengu (烏天狗) czyli ni mniej ni więcej tylko krucze tengu, z pierzastymi ramionami i wyjątkowo długimi, czerwonymi nochalami). Jest jednak legenda która w jakiś sposób wiąże również genezę obu postaci. Pomiędzy japońskimi historiami mającymi tłumaczyć przyczyny zaćmień słońca jest ta o monstrualnym wężu, który miał próbować pożreć słońce, ale udławił się wroną kiedy ta z bliżej nieznanych powodów rzuciła się w jego paszczę. Ponownie mamy więc związki wron (czy wronio- podobnych duchów) ze słońcem. Oczywiście- jeśli porównamy funkcje tiangou i tengu, nie da się nie zauważyć, że o ile chiński demon jest wrogiem słońca, o tyle tengu pełnią funkcję jego opiekunów, ale fakt faktem- oba są z nim nierozerwalnie związane. Co ciekawe ta legenda wskazuje na jeszcze jedno ciekawe połączenie- otóż w jednej z buddyjskich sutr (mówiąc dokładniej Enmyō Jizō Kyō (延命地蔵経), zamiast nazwy tengu używane jest określenie garuda. Nazwy tej- jako imienia własnego- używa hinduski bóg- orzeł, Garuda, bóstwo wrogie wężom a będące symbolem nieokiełznanej siły i patronem praktyków sztuk walki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buddyzm od początku traktował tengu jako zwiastunów wojny, demony wrogie wobec buddyzmu, cesarza i wszystkich ludzi- ot, typowe "straszydła" którymi można od czasu do czasu postraszyć w kazaniach. Pierwsza wzmianka na ich temat (23 rodział Nihon Shoki, kroniki z VIII w.) zawiera opis komety- zwiastuna wojen i nieszczęść i utożsamia ją z tengu. W późniejszym okresie - w XII- XIII wieku rozpowszechniły się wierzenia identyfikujące tengu z duchami zmarłych kapłanów, którzy zeszli na "drogę tengu"- tengudo (天狗道) czyli- używając bardziej zrozumiałych określeń- stali się pyszni. Duma- jeden z powodów które mogą sprawić że człowiek może po śmierci stać się tengu- jest jedną z cech charakterystycznych dla tych yokai. Do dziś popularne jest powiedzenie o osobie która zadziera nosa "zmienia się w tengu". Wierzono że tengu mają umiejętności podobne do mononoke- mogą opętywać ludzi (najchętniej kobiety), przemawiać ich ustami i manipulować nimi dla osiągnięcia swoich celów. W 1283 roku powstał zbiór Shasekishū- pięć tomów różnego rodzaju przypowieści. Jest on o tyle ważny, że autor- mnich Muju- wprowadził w nim rozróżnienie na "dobre" i "złe" tengu. Te pierwsze mają być ważniejsze w hierarchii i mimo tego, że wszystkie tengu z powodu swej dumy skazane są na los yokai, przedstawione są w zbiorze jako opiekunowie dharmy i miejsc świetych dla buddystów. Ta ewolucja- od wrogich ludziom złowieszczych demonów wojny po nieco... ekstrawaganckie duchy opiekuńcze trwała dość długo. Ostateczne ukształtowanie się zrębów mitu dokonało się gdzieś w początkach epoki Edo. W rezultacie tengu uważane są za istoty złośliwe i psotne, czasem groźne ale nigdy złe czy otwarcie wrogie. Są bardziej rodzajem przerośniętych chochlików niż złowrogich demonów. Ich ulubione żarty to włażenie na drzewa i upodabnianie się do buddy w celu nabrania tłumów wiernych, wiązanie kapłanów różnych sekt do drzew czy sprawianie, że zamiast miski ryżu zjadają zamaskowane magią psie łajno. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o ikonografię to pierwotnie (od VII wieku kiedy spotykamy pierwszą wzmiankę o tengu aż do wieku XIV ) tengu były plus minus "czystą" mieszanką cech ludzkich i ptasich. W okresie Kamakura zaczęły stopniowo ulegać coraz dalej idącej antropomorfizacji, wtedy też do ich ikonografii wszedł kolejny nowy element podkreślający ich siłę i witalność- czerwona twarz z długim, fallicznym nosem. Warto wspomnieć że jedną z magicznych umiejętności które przypisywano zarówno shugenja jak i tengu jest zdolność do bycia niewidzialnym. Wiele ludowych opowieści wspomina o używanych przez nie w tym celu magicznych artefaktach takich jak magiczny zapewniający noszącemu go niewidzialnoś płaszcz Tengu no Kakuremino. Innym magicznym przedmiotem, występującym bardzo często w ikonografii jest wachlarz- Tengu no Hauchiwa. Ma on różne właściwości i zależnie od podania może służyć do rozpędzania i uśmierzania wiatrów bądź też wydłużania i skracania nosów osób wybranych przez właściciela. Zupełnie niemagicznym ale bardzo charakterystycznym przedmiotem są tengu geta- zamiast dwu "podpórek" mają jedną więc zachowanie w nich równowagi wymaga nieco praktyki. Jeśli pominąć te atrybuty "standardowy" tengu w ludzkiej postaci wygląda zwykle jak typowy (choć nieodmiennie bardzo brzydki) yamabushi w charakterystycznych, białych szatach przewiązanych yuigesa (結袈裟) pasem z pomponami i w miniaturowej czapeczce tokin (頭襟).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sm-kywM4-NI/AAAAAAAAJ70/oOVKQnx02JA/s1600-h/Yoshitoshi_Mount_Yoshino_Midnight_Moon.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sm-kywM4-NI/AAAAAAAAJ70/oOVKQnx02JA/s320/Yoshitoshi_Mount_Yoshino_Midnight_Moon.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363686873060931794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Drzeworyt Yoshitoshiego pokazujący scenę spotkania Iga no Tsubone z duchem Sasaki no Kiyotaki, zmuszonego do popełnienia samobójstwa za udzielenie złej rady cesarzowi. Jak widzać po śmierci arystokrata przybrał klasyczną postać tengu- yamabushi ze skrzydłami i pazurami drapieżnego ptaka. 1886&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yamabushi i shugendo... te dwie nazwy są nieodłącznie związane z legendami o tengu (będących było nie było rodzajem yamakami) także nie zaszkodzi pokrótce przypomnieć ich znaczenie. Shugendo to droga ascezy (sam termin oznacza "drogę ćwiczeń i prób"), synkretyczny zespół wierzeń- mieszanka ezoterycznego buddyzmu, shinto, animizmu i taoizmu. Praktycy tej religii izolowali się od społeczeństwa, medytując i poddając się nieustannym, rygorystycznym testom. Dzięki praktyce wyznawcy mieli osiągać poziom rozwoju duchowego i fizycznego niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Praktyków shugendo zwykło się określać mianem "shugenja" - dosł. "osoba praktykująca shugen" lub "yamabushi"- "ten który żyje w górach". Jako że tak filozofia sekty jak i jej praktyki okryte były nimbem tajemnicy, bardzo szybko zaczęto wiązać shugendo z działalnością różnego rodzaju stworów "spoza", yokai i demonów mających bytować odosobnionych, niedostępnych górskich częściach kraju. Shugenja miał być nie tylko słynny mnich- wojownik Benkei (postać historyczna), ale również Sōjōbō- przywódca tengu z góry Kurama. Podobno tengu przyjmując ludzką postać wyjątkowo chętnie przebierały się za praktyków sugendo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sm-irKfVZBI/AAAAAAAAJ7s/JM1kp_B7IN0/s1600-h/KunitsunaTengu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 159px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sm-irKfVZBI/AAAAAAAAJ7s/JM1kp_B7IN0/s320/KunitsunaTengu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363684543655404562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Młody Yoshitsune (znany też pod młodzieńczym imieniem Ushiwaka maru) ćwiczący z tengu pod okiem Sōjōbō. Mimo tego że przedstawienie jest dość późne, to zgodnie z realiami średniowiecznych japońskich szkół walki ćwiczący mimo tego że walczą bokkenami nie używają żadnych ochraniaczy. Kunitsuna Utagawa, 1859.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tengu to najsłynniejsi mistrzowie sztuk walki pośród wszystkich yokai, według jednej z legend kiedy po ścięciu ojca  Minamoto noh Yoshitsune został skazany na zamknięcie w klasztorze górze Kurama, miał co noc wymykać się opiekunom i zawzięcie ćwiczyć walkę mieczem. Którejś z nocy spotkał go dziwnie wyglądający yamabushi- kiedy dowiedział się że chłopak chce zemścić się na Tairach zaoferował pomoc w treningach. Tym yamabushi miał być wspomniany wcześniej legendarny Sōjōbō. Dzięki radom pierzastych demonów Yoshitsune osiągnął mistrzostwo, którego pierwszym testem była słynna walka z Musashibo Benkei na moście Gojoe. Co znamienne na górze Kurama, oprócz innych świątyń, znajduje się też przybytek poświęcony Fudo Myoo...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-4605281612220983188?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/4605281612220983188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/niebianskie-psy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4605281612220983188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4605281612220983188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/niebianskie-psy.html' title='Niebiańskie psy'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sm-kywM4-NI/AAAAAAAAJ70/oOVKQnx02JA/s72-c/Yoshitoshi_Mount_Yoshino_Midnight_Moon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-8223729514214405240</id><published>2009-07-26T04:24:00.000+02:00</published><updated>2009-07-26T06:27:41.847+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='karas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Yatagarasu'/><title type='text'>Słońce na trzech łapach</title><content type='html'>Poza Wojciechem Młynarskim, gotyckimi pannicami, emo i garścią ornitologów chyba tak naprawdę mało kto lubi wrony. Nie, nie kawki, nie gawrony które widać w parkach ale prawdziwe, szarawe, leśne wrony- stworzenia niemałe, drapieżne i działające w gangach. Nie dość, że toto niekoniecznie najładniej ubarwione, paskudnie wrzaskliwe, to jeszcze na dodatek ma mało sympatyczne zwyczaje żywieniowe o czym wie każdy kto widział stadko wron w akcji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed rozpoczęciem omawiania funkcjonowania tego ptaszyska jako symbolu w mitologii Japońskiej należałoby pewnie wspomnieć, że w języku japońskim tak wrona, jak i kruk to karasu (烏). Rozróżnianie czy to kruk czy wrona tak naprawdę nie ma sensu- gatunkiem dominującym na wyspie jest Corvus macrorhynchos, podgatunek japonensis. Jest to ptaszysko większe nawet od naszych wron- długość ciała sięga do 60 cm.- i na tyle przemyślne że stało się plagą Tokio (ostatnio burmistrz stworzył nawet speckomando którego wyłączną rolą jest tępienie tych ptaków). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe wrona nie jest- jak ma to miejsce w naszym kręgu kulturowym- ptakiem związanym z mrokiem i śmiercią. Jest ptakiem solarnym- co więcej, jednym ze starszych i ważniejszych symboli słońca w większości mitologii azjatyckich. Złota lub czerwona wrona miała nosić na swoich barkach słońce po nieboskłonie lub- według innych legend- sama być słońcem. Trzy łapy- bardzo ważny element symbolu- mają być odpowiednikami trzech faz dnia- poranku, czasu kiedy słońce świeci pełnym blaskiem i zmierzchu. Warto zwrócić uwagę i na to, że oprócz wrony również chiński feniks- Fenghuang (pierwotnie samiec to feng, samica huang, później wszystko skleiło się w jedno kiedy feniks stał się symbolem cesarzowej)- istota związana ze słońcem i żywiołem ognia, również był przedstawiany z trzema nogami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróćmy do wron. W mitologii chińskiej bogini Xihe ("matka słońca") zapłodniona przez boga wschodniego nieba Dijun urodziła dziesięciu synów- dziesięć trójnogich wron. Każdy z tych ptaków był w rzeczywistości słońcem i bogini codziennie przemierzała nieboskłon rydwanem wioząc jedno ptaszysko. Niestety, kiedyś przydarzyło się że wszystkie dziesięć wylazło ze swoich gniazd i ziemia zaczęła płonąć. Trwało to do czasu, gdy na prośbę cesarza Yao rozgniewany na synów Dijin nie wysłał słynny łucznika, Houyi który zestrzelił dziewięć ptaków, czym zresztą zasłużył sobie na wdzięczność ziemian i wykopanie z nieba, w myśl odwiecznej zasady mówiącej że żaden dobry uczynek nie pozostaje w ostatecznym rozrachunku bezkarny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mitologii japońskiej nie znajdziemy uzasadnień przydzielenia wronie roli symbolu solarnego. Pojawia się w niej za to  postać wielkiego, trójnogiego kruka Yatagarasu, będącego posłańcem bogów mającym wspierać potomka bogini słońca- cesarza Jimmu (vide: Kojiki). Prawdopodobnie nieprzypadkowo Yatagarasu wygląda identycznie jak chińskie słoneczne wrony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SmvWZUKzu_I/AAAAAAAAJ7k/12L_1MWLSP4/s1600-h/Emperor_Jimmu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 208px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SmvWZUKzu_I/AAAAAAAAJ7k/12L_1MWLSP4/s320/Emperor_Jimmu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362615511713823730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cesarz Jimmu z Yatagarasu. Drzeworyt Tsukioki Yoshitoshiego z serii "Zwierciadło słynnych wodzów Japonii" 1876-1882. Zabawne, że artysta zdecydował się usadzić kruka na łuku- według przekazów Kojiki niewiele brakowało a posłaniec bogów zostałby postrzelony przez łucznika któremu nie podobała się wiadomość od cesarza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Symbol słońca- trójnogiej wrony przedostał się również do ikonografii buddyjskiej. Jeden z asystentów buddy Yakushi jest bothistawa Nikko, nazywany też "blaskiem słonecznym". Jednym z jego atrybutów jest złoty bądź czerwony dysk z trójnogim czarnym ptaszyskiem pośrodku. Zeby było ciekawiej Yakushi nyorai to nie tylko budda uzdrowiciel, ale pan- co znamiennie w kontekście chińskiej legendy o dziesięciu słońcach- wschodniego raju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tak szlachetnego rodowodu wrony chyba nigdy nie były jakoś szczególnie lubiane przez Japończyków. Sei Shonagon pisze o nich z najwyższym obrzydzeniem a ich przedstawienia w sztuce są raczej rzadkie (choć zdarzają się perełki). Ot- jak widać czasem nawet imponujący rodowód niewiele pomaga. Szczęściem z wronami związany jest inny, tym razem o niebo bardziej popularny motyw niebiańskich psów, duchów- kruków czyli mówiąc wprost- tengu, ale jako że ich ikonografia i związane z nimi legendy same w sobie stanowią bardzo ciekawy i dość obszerny temat, zasługują na osobne omówienie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-8223729514214405240?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/8223729514214405240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/sonce-na-trzech-apach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8223729514214405240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8223729514214405240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/sonce-na-trzech-apach.html' title='Słońce na trzech łapach'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SmvWZUKzu_I/AAAAAAAAJ7k/12L_1MWLSP4/s72-c/Emperor_Jimmu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6989480983086923504</id><published>2009-07-25T03:07:00.000+02:00</published><updated>2009-07-25T20:48:12.808+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Shichifukujin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='takarabune'/><title type='text'>Siedmiu bogów szczęścia</title><content type='html'>Podczas któregoś z nienachalnie trzeźwych wieczorów znajoma pokazała nam zabawny amulecik- mała, drewniana deseczka ze znakiem manji i siedmioma miniaturowymi postaciami. Miniaturowość była posunięta tak daleko że postaci różniły się od siebie właściwie tylko kolorem i pojedynczymi znakami rozpoznawczymi takimi jak nienaturalnie długa głowa czy tobołek na plecach. Słowem- siedem łebków od zapałek. Całe ustrojstwo swobodnie mieściło się w zamkniętej dłoni i na pierwszy rzut oka było raczej uroczą durostrojką- kurzołapką niż obiektem kultu. W rzeczywistości była to bardzo uproszczona, ale ciągle rozpoznawalna wersja Takarabune (宝船)- Statku Skarbów. W bardziej rozbudowanych przedstawieniach jest to łódź, wyładowana po brzegi worami z ryżem i skarbami. Na żaglu widnieje chiński ideogram 獏 lub 貘 oznaczający baku- dość dziwne stworzenie z bestiariusza japońskiej mitologii, według XVII wiecznego japońskiego manuskryptu Sankai Ibutsu (山海異物) posiadające pazury tygrysa, ogon wołu, trąbę słonia i oczy nosorożca. zjadacza chorób i koszmarów. Baku przywędrowały do Japonii z Chin około XIV-XV wieku i jako w gruncie rzeczy dobroczynne istoty dość łatwo zaaklimatyzowały się na wyspie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręcznie malowane wizerunki Statku Skarbów pojawiły się w okresie Muromachi i podobno były rozdawane przez cesarza jako podarki noworoczne dla wysokiej arystokracji. Jeśli to prawda, to zarówno zwyczaj jak i motym ikonograficzny wyjątkowo szybko stały się popularne wśród wszystkich klas. Już w epoce Edo drukowane wizerunki Takarabune wkładano pod poduszkę w Nowy Rok. Wraz ze snem- wróżbą miały przynieść szczęście na nadchodzący rok. Jeśli sen okazywał się być mało szczęśliwy (tak mało szczęśliwy że nawet baku nie dało sobie z nim rady), drzeworyt wrzucano do morza lub rzeki, by takarabune odpłynął zabierając ze sobą zły los. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Smp0666de5I/AAAAAAAAJ6c/dkgdfzOKtTM/s1600-h/takarabune.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 254px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Smp0666de5I/AAAAAAAAJ6c/dkgdfzOKtTM/s320/takarabune.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362226861933689746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Dość pokraczny ale jak najbardziej "kanoniczny" drzeworyt zamieszczony w "Child-Life in Japan and Japanese Child Stories" W. Griffis'a (1909). Drzeworyty tego typu i podobnej jakości sprzedawano w Edo przed nowym rokiem. Patrząc na poziom tej "sztuki" trudno się dziwić że wrzucali toto do wody...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Prawdziwy" Takarabune ma przypływać w noc noworoczną, przywożąc na swoim pokładzie Shichifukujin czyli tytułową siódemkę bogów szczęścia. Mamy więc kolejno:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hotei- w Polsce jego wizerunki często nazywa się "śmiejącym buddą". Wyjątkowo tłusty i zadowolony mnich buddyjski z gołym i owłosionym brzuszyskiem (pierwotnie Angida, jeden z 19 arhatów buddyzmu, uczeń samego Shaki), symbol zdrowia, dostatku i powodzenia. Nosi ze sobą wielką torbę z jedzeniem która nigdy nie jest pusta. Prawdopodobnie od tego atrybutu pochodzi japońskie imię tej postaci bo Ho Tei to po prostu "płócienna torba", podobne zresztą jest znaczenie imienia Angida, natomiast- jeśli wierzyć legendom- zawartość torby uległa pewnej przemianie. Angida pierwotnie był wyjątkowo uzdolnionym poskromicielem węży- łapał je do noszonego na plecach wora, miłosiernie nie zabijał ich a "tylko" pozbawiał jadu by nie gryzły przechodniów i wypuszczał. Dzięki tak miłosiernym działaniom miał osiągnąć oświecenie. Podobno pocieranie brzucha posągu czy wizerunku Hotei przynosi szczęście. Ma też pomagać parom starającym się o potomstwo (dlatego często pokazywany jest w towarzystwie dzieci).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jurojin/ Fukurokuju- z tymi dwoma jest pewien problem, otóż podobno zamieszkują jedno ciało, według innych legend są to wnuk i dziad. Czasem pokazuje się ich jako dwie oddzielne postaci, czasem na statku jest tylko jeden z nich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fukurokuju to w gruncie rzeczy postać łącząca w sobie cechy trojga chińskich gwiezdnych bóstw szczęścia- Fu (boga szczęścia) Lu (boga powodzenia materialnego) i Shou (boga długowieczności). W Japonii przejął głównie cechy Shou, jest bogiem mądrości i długowieczności. Przedstawiany jako siwy dziadek z dziwacznie wydłużoną czaszką, laską do której przywiązany jest zwój zawierający całą mądrość świata, długowiecznymi zwierzętami: czarnemu jeleniowi (jak powszechnie wiadomo jelenie stają się czarne kiedy przeżyją dwa tysiące lat), żółwiowi czy żurawiowi. Jako jedyny z całej siódemki może wskrzeszać zmarłych. Bożek ten był pierwszym japońskim bóstwem jakie zacząłem rozpoznawać, a to za sprawą małej, kiczowatej, porcelanowej figurki którą kupiłem mamie na dzień matki a która do dziś jakimś cudem przetrwała wycieranie kurzu mordercze dla wszystkich modeli jakie kiedykolwiek skleiłem. Ot- dając prezent wypadało umieć odpowiedzieć na pytanie "a co to jest"... Niestety imię Fukurokuju niekoniecznie łatwo zapada w pamięć, za to kiedy już je "wkułem" - zostało do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jurojin to bóg długowieczności. Nie wygląda specjalnie efektownie- jego atrybuty to długa, biała broda i laska z przywiązanym na niej zwojem, na którym spisana jest długość życia każdej z istot które żyły, żyją i będą żyć. Od Fukurokuju różni się głównie chińską szatą dworską oraz tym, że jego głowa nie jest tak monstrualnie wydłużona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bishamonten- jeden z Shitennō, czterech niebiańskich królów, strażników czterech stron świata (nie mylić z pięcioma królami mądrości wspomnianymi przy okazji Fudo Myo, to wbrew pozorom zupełnie inne bóstwa). Bishamonten jest patronem wojowników- ubrany w chińską zbroję, z włócznią w jednej ręce i miniaturową pagodą, symbolem skarbów których równocześnie strzeże i udziela, w drugiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Benzaiten- jedyna kobieta w towarzystwie. Pierwotnie hinduska bogini Saraswati, czczona w Japonii zaskakująco długo, bo już od VI wieku. Jest boginią związaną z żywiołem wody, patronką wszystkiego co płynie, przez co w dziwny sposób stała się patronką artystów, muzyków i krasomówców- czort wie czy dlatego że leją wodę czy że piją jak smoki. Kiedy podróżuje w towarzystwie i statkiem (bo równie często jeździ po morzach na grzbiecie smoka lub- co w gruncie rzeczy wychodzi na to samo- gigantycznego karpia), zwykle pokazywana z lutnią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daikokuten- bóg- uwaga: mroku i ciemności. Japońska wersja Mahakali- dosłownie "wielkiego czarnego", raczej złowrogiego wcielenia Shiwy będącego wyobrażeniem niszczącego wszystko czasu. Przedstawiany jako dziarski, uśmiechnięty i kompletnie niegroźny staruszek w charakterystycznej, płaskiej czarnej czapie. Jest patronem rolników, opiekunem ogniska domowego, jego atrybuty to Uchide Nokozuchi- magiczny młotek który ma moc rozmnażania pieniędzy oraz szczur, zwierze przynoszące szczęście, symbol dostatku i płodności. Bożka tego często pokazuje się siedzącego na rozprutym czy podgryzanym przez szczury worze ryżu. Na statku przypływa z nim szczur mający moc przepłaszania duchów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ebisu- chyba jedyny "Japończyk" w całej gromadce. Nazywany też Hiruko, dosłownie "dziecko- pijawka". Niewydarzone dziecko Izanagi i Izanami, urodził się bez kości i został przez rodziców wyrzucony do morza. Na brzeg udało mu się wyleźć dopiero po trzecich urodzinach, kiedy to udało mu się "wyhodować" nogi. Kulawy i przygłuchy, trochę jak grecki Hefajstos, jest tak radosny że nazywa się go "śmiejącym bogiem". Jest patronem rybaków, jego atrybuty to wędka i wielka, zwykle czerwona ryba. Tworzy parę z Daikokutenem (według niektórych legend to ojciec i syn bądź uczeń i mistrz), czasem dołącza do nich Fukurokuju i tworzą wówczas triadę trzech bogów szczęścia.&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Smpxh7-SSMI/AAAAAAAAJ6U/gBlt8Ntrrfk/s1600-h/Yoshitoshi_The_Seven_Lucky_Gods.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 154px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Smpxh7-SSMI/AAAAAAAAJ6U/gBlt8Ntrrfk/s320/Yoshitoshi_The_Seven_Lucky_Gods.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362223134186555586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Shikifukujin, Dla odmiany naprawdę dobry drzeworyt Yoshitoshiego, 1882. Jak widać zgromadzenie siedmiu bogów szczęścia jest być może urocze, ale nieszczególnie poważne czy majestatyczne... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Smp5V-YuxKI/AAAAAAAAJ6s/matsb_Txwuw/s1600-h/kuniyoshi.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 232px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Smp5V-YuxKI/AAAAAAAAJ6s/matsb_Txwuw/s320/kuniyoshi.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362231724768937122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Inny przykład tego jak Japończycy wyobrażali sobie zabawy swoich bogów...  rysunek tuszem, szkoła Kuniyoshiego. Ich sześciu ona jedna czyli ile łap i innych członków zmieści się pod kieckę patronki artystów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, każda z wymienionych tu postaci ma własną, zwykle bardzo rozbudowaną ikonografię ale dokładne jej omówienie przy okazji omawiania Takarabune nie jest chyba konieczne- jak sądzę każdy z bogów na drzeworytach powyżej jest identyfikowalny i to na początek chyba wystarczy. I tak - jak mawiali skrybowie- inkaust już wysycha, plecy mnie bolą a świeca kopci. Dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. O mały włos bym zapomniał- Takarabune to również nazwa jednej z dość cudacznych pozycji erotycznych. Mężczyzna leży w niej na plecach z jedną nogą wyciągniętą pionowo w górę (ma to niby być główny maszt łodzi), a jego partnerka przykuca przy tym maszcie obejmując go ramionami dla zachowania z równowagi i korzysta z ... maszciku. Egzotyka, panie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6989480983086923504?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6989480983086923504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/siedmiu-bogow-szczescia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6989480983086923504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6989480983086923504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/siedmiu-bogow-szczescia.html' title='Siedmiu bogów szczęścia'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Smp0666de5I/AAAAAAAAJ6c/dkgdfzOKtTM/s72-c/takarabune.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-3775249462409468339</id><published>2009-07-23T04:36:00.000+02:00</published><updated>2009-07-23T21:40:15.593+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chryzantema'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kiku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ichimonji'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mon'/><title type='text'>Chryzantema i ...</title><content type='html'>Na jakiś czas wystarczy chyba siarki. Jak widać w tytule wzięło mnie na kwiatki, mówiąc szczerze głównie dlatego że większość nocy przebimbałem przy książkach i nie bardzo chce mi się teraz jakoś szczególnie rozpisywać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chryzantema, jeden z trzech kwiatów- symboli Japonii, podobnie jak i setki innych japońskich symboli, trafiła do Krainy Bogów z Chin, prawdopodobnie razem z samym kwiatem który zaimportowano około VIII wieku. W Państwie Środka uważana była za jeden z ważniejszych symboli jesieni (co oczywiście natychmiast przyjęło się w japońskich konwencjach poetyckich). Jest jednym z taoistycznych symboli doskonałości. Ponieważ dość dobrze znosi mrozy jest też symbolem wytrwałości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Japonii uznana za kwiat związany ze słońcem chryzantema stała się symbolem rodziny cesarskiej- rodu nie tylko władającego na mocy mandatu boskiego, ale wywodzącego się od samej bogini słońca Amaterasu. Co ciekawe na mocy konstytucji Meji wyłącznie cesarz ma prawo do używania najbardziej znanego i tradycyjnego symbolu cesarstwa- chryzantemy o 16 płatkach. Członkowie rodziny cesarskiej, mimo iż należą do tego samego rodu, używają zmodyfikowanych wersji, różniących się ilością płatków (zwykle jest ich czternaście). Zastrzeżenie to jest dość interesujące, jako że reformy Meji rozszerzały prawa wszystkich obywateli do używania znaków uznawanych wcześniej za rodowe- ta zmiana jest jednym z niewielu obostrzeń w tej dziedzinie wprowadzonych przez reformatorów w tużurkach. Wcześniejsze koleje losu mon rodziny cesarskiej nie były szczególnie spektakularne- jedynym wartym wspomnienia odstępstwem od normy o którym warto wspominać było posunięcie ex- cesarza Go- Daigo który, przebywając na wygnaniu w Oki (1331-1333), gdzie został zesłany przez regentów z rodu Hojo, używał zmodyfikowanej, 17 płatkowej wersji (16 płatkowa była w tym czasie używana przez popieranego przez szogunat cesarza Kōgona). Podczas niewiele późniejszych wojen pomiędzy dworem północnym i południowym wojownicy armii południa nosili małe żółte chryzantemy- jedne źródła mówią że jako znak męstwa inne- moim zdaniem bardziej rozsądnie- uznają że był to zabieg propagandowy mający na celu zawłaszczenie symbolu cesarstwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o miecze (tytuł blogu zobowiązuje) to znak chryzantemy jest najbardziej znanym "znakiem firmowym" rodu Fukuoka. Związana jest z tym dość ciekawa historia. Otóż po swej rezygnacji z trony cesarz Go-Toba zebrał w 1208 trzynastu słynnych kowali (głównie przedstawicieli szkoły Bizen) by osobiście poznać sekrety kucia mieczy. Wykuto 13 głowni- jedną na każdy miesiąc, wliczając miesiąc przestępny. By móc przebywać w otoczeniu cesarza każdy z kowali otrzymał tytuł shogen- oficera gwardii cesarskiej w korpusie sakon-e (a więc zostali podniesieni do rangi arystokratów) a ród Fukuoka prawo do sygnowania swoich mieczy znakiem cesarskiej chryzantemy. Podobny eksperyment powtórzono jeszcze dwukrotnie. Pierwszą- oryginalną grupę- nazywa się Ichimonji sho-gen goban kaji (a więc używała sygnatur pięcioznakowych). Druga to tak zwane dwadzieścia cztery goban kaji. Trzecia- stworzona na wygnaniu- to Oki goban kaji. Oczywiście znak chryzantemy pojawia się również na późniejszych mieczach, jest też bardzo często (szczęściem zwykle nieudolnie) podrabiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda mimo tego, że są bardzo popularnym motywem tatuażu japońskiego, chryzantem raczej nie umieszczano na ... boobsach, ale nie znaczy to że kwiaty te nie są powiązane z symboliką erotyczną. W niektórych co bardziej frywolnych utworach z epoki Edo chryzantemę porównuje się do chłopięcego odbytu i uznaje za symbol stosunków homoseksualnych. Przyznam szczerze że od czasu kiedy się o tym dowiedziałem wizyty na cmentarzach bezpowrotnie straciły wiele ze swej nastrojowości...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-3775249462409468339?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/3775249462409468339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/chryzantema-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3775249462409468339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3775249462409468339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/chryzantema-i.html' title='Chryzantema i ...'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-3175749895515532336</id><published>2009-07-20T01:16:00.000+02:00</published><updated>2009-07-20T04:50:10.766+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gozu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mezu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='emma'/><title type='text'>Mezu i Gozu</title><content type='html'>Gozu Rasetsu i Mezu Rasetsu. Demon o głowie wołu i demon z końską głową. Para, która stałą się szserzej znana dzięki mandze "Samotny Wilk i szczenię" i opartym na niej filmom oraz serialowi Dragonball. Stanowią część piekielnej menażerii zaimportowanej do Japonii z Chin podczas budowania japońskiego piekła. Pierwotnie obaj pełnili funkcję demonicznych sekretarzy chińskiego sędziego zmarłych Yánluó czy- jak dawniej nazywano go w Japonii- Yemmy (znany nam już król piekieł Enma), a jeszcze wcześniej- hinduski Yama. Jak widać władca podziemi przeszedł wiele przeobrażeń zanim z hinduskiego bóstwa śmierci stał się buddyjskim sędzią zmarłych. Gozu i Mezu przeszli drogę podobną do tej, jaka była udziałem ich pryncypała. Z hinduskich demonów żywiących się ciałami zmarłych (termin razetsu oznacza właśnie demona) stali się godnymi szacunku sekretarzami najważniejszego z sędziów podziemi. W mitologii chińskiej mieli być pierwszymi postaciami jakie zmarły spotyka po śmierci, to oni eskortowali go w zaświaty. W najstarszych wyobrażeniach przedstawiani są jako dostojnie ubrani urzędnicy, wyposażeni w laski bądź buławy będące oznakami ich urzędu, od swych ziemskich odpowiedników różniący się jedynie nieco nietypowymi głowami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SmPHlGeS3fI/AAAAAAAAJxY/GatCeaP8Fzc/s1600-h/gozumezu01.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SmPHlGeS3fI/AAAAAAAAJxY/GatCeaP8Fzc/s320/gozumezu01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360347421707787762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Enma wydający wyrok, obok jeden z demonicznych sekretarzy. Poniżej wykonawca wyroku- demon okrywa grzesznika trzymaną w ręku skórą zwierzęcą, każąc go za grzechy przeciwko żywym istotom odrodzeniem w ciele zwierzęcia. Chińskie malowidło na jedwabiu ilustrujące apokryficzną "Sutrę dziesięciu królów", 1150-1195, prawdopodobnie port Ningbo. Obrazy czy zwoje tego typu przyczyniły się do spopularyzowania chińskich motywów ikonograficznych w Japonii- w świątyniach japońskich znajduje się całkiem pokaźna liczba tego rodzaju importów. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wraz z wielką przemianą duchowości jaka miała miejsce pod koniec okresu Heinan i rozprzestrzenianiem się wiary w nadejście mappo, ich funkcja, a wraz z nią sposób przedstawiania, uległy dość znaczącej przemianie. W IX- XI wieku, dość niespokojnym okresie historii Japonii skomplikowane nauki buddyzmu ezoterycznego traciły coraz bardziej na znaczeniu na rzecz koncepcji sekt głoszących doktryny o wiele prostsze, kładące nacisk na rolę jaką w zbawieniu każdego grzesznika- z definicji niezdolnego do samodzielnego osiagnięcia oświecenia- mają pełnić duchowi przewodnicy (zwykle różnej maści bosatsu). O ile fakt powstania tego rodzaju soteriologicznych koncepcji nie miał wielkiego znaczenia dla ikonografii infernalnej, o tyle już głoszona przez nie wizja dziejów była dla niej kluczowa. Obie wielkie "nowe" sekty, tak tendai jak i shingon, głosiły, że dzieje ludzkości weszły w swój trzeci etap- okres upadku czy "późniejsze dni prawa"- właśnie Mappo- w którym nauki buddyjskie są ciągle przekazywane ale ludzie ze swej natury są tak słabi i niestali, że bez pomocy z zewnątrz nie są w stanie ich przyjąć. Przeświadczenie o słabości i nikczemności natury ludzkiej oraz nieuchronności upadku prowadziło do odmalowywania przez różnego rodzaju kaznodziei- takich jak choćby wspomniany już Genshin- różnego rodzaju koszmarnych obrazków pokazujących losy cierpiących męki piekielne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SmPEinaXVPI/AAAAAAAAJxQ/0DDSq2Qwp44/s1600-h/gozumezu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 313px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SmPEinaXVPI/AAAAAAAAJxQ/0DDSq2Qwp44/s320/gozumezu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360344080475182322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Gozu i Mezu- fragment "piekielnego zwoju". Japonia, XII wiek. Tradycyjnie ciało Gozu było granatowe, Mezu- czerwone. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbudowywane i ciągle uzupełniane wizje piekieł wymagały powoływania do życia nowych bytów- maszyneria nie mogła działać bez obsługi. Dla Gozu i Mezu nie oznaczało to zmiany na lepsze- z wygodnej posady administracyjnej przeniesiono ich "w teren", gdzie wrócili do swych dawnych demonicznych nawyków- zaczęli torturować potępionych i żywić się ciałem i krwią grzeszników. Co ciekawe owa przemiana związana była ze specyficznym rozumieniem prawa karmana- Gozu (humanoid z głową byka) miał żywić się grzesznikami którzy za życia łamali buddyjskie tabu zabijania i jedli wołowinę, z kolei Mezu dręczył tych, którzy źle traktowali konie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-3175749895515532336?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/3175749895515532336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/mezu-i-gozu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3175749895515532336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/3175749895515532336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/mezu-i-gozu.html' title='Mezu i Gozu'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SmPHlGeS3fI/AAAAAAAAJxY/GatCeaP8Fzc/s72-c/gozumezu01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6135400795814066569</id><published>2009-07-16T21:08:00.000+02:00</published><updated>2009-07-17T16:17:23.206+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fudo myo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='godai myoo'/><title type='text'>Fudō Myōō</title><content type='html'>W buddyzmie tantrycznym, w tym również w ezoterycznych szkołach buddyzmu japońskiego, bardzo charakterystyczna jest grupa Pięciu Królów Mądrości (五大明王, Godai myō-ō), czasem nazywanych też Pięcioma Królami- Strażnikami. Uosabiają oni promieniującą mądrość wszystkich buddów i są strażnikami Pięciu Buddów Mądrości (五智如来, gochi nyorai) ze świata diamentowego, ich odpowiednikami w świecie łona. Motyw ten pojawił się w Japonii około IX wieku wraz z sektami Shingon i Tendai, stworzonymi odpowiednio przez Kūkaia i Saichō. Pierwotnie wszystkie te postaci były bóstwami hinduistycznymi, wtórnie zaadoptowanymi przez buddyzm jako wojownicze emanacje buddów, mające pomagać w uwolnieniu się od rządz i pragnień. W skład grupy wchodzą: Fudo, Gundari, Daitoku, Kongo-Yasha, Gosanze. Strzegą czterech stron świata i centrum. Po wszystkich piekielnych wyliczankach daruję sobie omawianie relacji pomiędzy światem diamentowym a światem łona czy te łączące poszczególnych myoo z nyorai- będzie ku temu jeszcze okazja. Tym, którym chciałbym zająć się dzisiaj jest "wielki, święty, jaśniejący, nieporuszony"- Fudo myoo, w sanskrycie Acala.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To najważniejszym i obdarzanym największą czcią z wszystkich myo-o . Umieszczony zawsze w centrum, jest emanacją Dainichi Nyorai (Mahavairocana), "wielkiego słonecznego  buddy światła i prawdy", postaci centralnej w kulcie sekty Shingon. Jak na emanację jednego z oświeconych, Acala przedstawiany jest jako mało sympatyczna persona. Wykrzywiona, demoniczna twarz której oczy patrzą jedno w górę drugie w dół. W każdym z kącików ust kły- ponownie lewy skierowany w górę, prawy w dół. Z lewej strony głowy zwisa warkoczyk lub luźne pasmo włosów po którym wierni potrzebujący pomocy mają móc wspiąć się na jego ramię. Ubrany w łachy, zawsze otoczony wypalającymi wszelkie nieczystości płomieniami, często w formie ognistej aureoli, w prawej ręce trzyma kurikarę- prosty, obusieczny miecz z rękojeścią w formie vajry -symbol mądrości rozcinającej ignorancję, w lewej- rodzaj pęt używanych kiedyś podczas polowań a które jemu służą do pętania demonów. Stojący na diamentowej skale Fudo jest niszczycielem złudzeń i przeszkód na drodze do oświecenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl_gn55_-MI/AAAAAAAAJw4/C4Bo8EU4K2w/s1600-h/450px-Okunoin_FudoMyoo.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl_gn55_-MI/AAAAAAAAJw4/C4Bo8EU4K2w/s320/450px-Okunoin_FudoMyoo.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359249057757788354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielki Nieporuszony  do dziś jest ważnym patronem adeptów sztuk walki. Jednym z ostatecznych celów praktyki było osiągnięcie stanu, w którym umysł pozostaje nieporuszony- nie znajduje się w ruchu więc nie może być przywiązany do żadnej przelotnej myśli czy zdarzenie, pełnej i niczym nie zmąconej koncentracji i pełnej świadomości wszystkiego. Zwykle stan ten określa się mianem fudoshin (dosłownie "niewzruszonego" czy "nieporuszonego serca") i nieodmiennie wiąże z przykładem Acali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe Fudo, mimo swojego ognistego temperamentu, jest również związany z rytuałami leczniczymi jako ten, który tak poskramia demony i niszczy nieczystości, a więc zwalcza dwie głowne przyczyny chorób. W górskiej świętynii w Akakura, kilkanaście razy w roku, zawsze 28 dnia miesiąca, podczas ceremonii Fudo Ken Fudo ma wstępować w ciało medium i leczyć wiernych przez położenie miecza na ramieniu chorego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl_idm7A71I/AAAAAAAAJxI/FUV11xtzZkc/s1600-h/dragon_ken.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 215px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl_idm7A71I/AAAAAAAAJxI/FUV11xtzZkc/s320/dragon_ken.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359251079886335826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z najbardziej znanych symboli Fudo jest kenmakiryu lub- jak wolą inni- Kurikara Fudo czy Kurikara-ryu-o - smok owinięty wokół prostego, rytualnego miecza. Według legendy Fudo miał walczyć z przedstawicielem innej (oczywiście heretyckiej) religii. Kiedy zamienił się w płonący miecz jego przeciwnik zrobił to samo. Wówczas Fudo przemienił się w złotego, rogatego smoka, króla węży Kurikarę (Kulikaa Nagaraajaa) i zaczął zgryzać miecz... czy przeciwnika od góry. Jaka jest prawdziwa geneza symbolu trudno w tej chwili przesądzać, faktem jest że za pośrednictwem smoka (było nie było istoty związanej z wodą) pan ognia został powiązany z nietypowym dla siebie żywiołem, co z kolei dało asumpt do rozciągnięcia na Fudo zwyczaju płukania pieniędzy w świątynii w nadziei że dzięki temu ulegną cudownemu rozmnożeniu. Zabiegi tego typu normalnie związane były raczej z Benzaiten, a to za przyczyną pałętających się zwykle przy niej typowo wodnych istot- smoków i nagów którzy tradycyjnie byli strażnikami skarbów. W ten sposób opiekun mistyków i wojowników stał się patronem ciułaczy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6135400795814066569?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6135400795814066569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/fudo-myoo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6135400795814066569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6135400795814066569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/fudo-myoo.html' title='Fudō Myōō'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl_gn55_-MI/AAAAAAAAJw4/C4Bo8EU4K2w/s72-c/450px-Okunoin_FudoMyoo.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6775008842492330762</id><published>2009-07-16T02:01:00.000+02:00</published><updated>2009-07-16T03:53:39.458+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piekło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='emma'/><title type='text'>Dziesięciu sędziów piekieł</title><content type='html'>Dziś- czy właściwie "jutro", biorąc pod uwagę że dochodzi 4 nad ranem- święto zmarłych, O-bon (お盆). Skoro już przebiłem się przez wyliczankę kolejnych piekieł Genshina, warto by choć wspomnieć o pośmiertnym systemie sądowniczo- penitencjarnym. Na jego kształt silnie wpłynęły koncepcje chińskiego taoizmu, stąd ikonografia poszczególnych postaci Juu-Ou (十王)- dziesięciu sędziów zawiera bardzo wyraźne zapożyczenia które mimo upływu czasu nie uległy zatarciu. Motyw zbiurokratyzowanej machiny osądzania grzeszników pojawił się w Japonii w epoce Heian, natomiast w następującym po niej okresie uległ rozbudowaniu, obrastając różnego rodzaju mitami i legendami w sposób niemal identyczny do tego, w jaki w tym samym czasie rozwijała się koncepcja piekła w chrześcijaństwie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śmierci zmarły przechodzić ma ocenę przed kolejnymi trybunałami, których przewodniczącymi są kolejni królowie piekieł. Rolę adwokata pełni Jizo ( w tym przypadku Enmei Jizo- Jizo przedłużający życie, opiekun dusz cierpiących w piekle), łysy psychopompos buddyjskiej mitologii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sądy odbywają się w odstępach siedmiodniowych, zaczynając od 7 dnia po pogrzebie, kiedy to zmarły trafia przed oblicze Shinkoo, gdzie w magicznym lustrze ogląda całe swoje minione życie. Do królestwa Shinkoo mają trafiać osoby zmarłe nagłą i/lub niespodziewaną śmiercią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwszym wyroku i oczywiście po mniej lub bardziej udanej przeprawie przez Sanzu, 14 dnia od pogrzebu zmarły trafia przed oblicze Shokoo, sędziego zajmującego się tymi, którzy igrali z losem innych- niekompetentnymi lekarzami i swatkami. Co ciekawe Shokoo ma też być panem piekła lasu mieczy (jednego z tych, które nie mieściły się w  wizji Genshina- prawdopodobnie ten motyw jest po prostu późniejszy niż jego dzieło). Cierpią w nim wszelkiego rodzaju rozpustnicy i gwałciciele. W lesie tym liście drzew są mieczami a potępieni widzą na szczycie każdego z nich kuszącą kobietę. Kiedy pociętym uda się dotrzeć na wierzchołek obraz kobiety przenosi się na sam dół i zabawa trwa dalej. Znamienne że przy całym swoim szowinizmie twórcy buddyjskich legend jakoś nie pokusili się o posądzenie płci pięknej o uleganie akurat tej słabości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21 dnia dusza trafia do domeny króla Sooteioo, którego opisy pokrywają się plus minus z opisami piekła czarnej liny- Kālasūtry. Cierpią w nim złodzieje grobów, heretycy i mordercy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28 dzień to posiedzenie trybunału trzech pierwszych królów któremu przewodzi Gokanoo. Osądza on wszelkiej maści oszustów. W tej krainie ma też znajdować się słynny basen czy staw krwi, o którym wspomniałem już przy okazji Datsue-by. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;35 dnia po pogrzebie ma miejsce najważniejszy z sądów. Tego dnia najwyższy z królów piekieł- Emma-o decyduje na jakiej z sześciu ścieżek transmigracji (piekle, głodnych duchów, zwierząt, ashur, ludzi bądź deva) odrodzi się podsądny. Z racji wagi jaką ten osąd ma dla zmarłych tego dnia składa się najwięcej ofiar i modli w ich intencji. Oczywiście podobnie jak ma to miejsce w chrześcijaństwie również i buddyzm japoński zna postaci przydzielonych każdemu człowiekowi niebiańskich kapusiów. Nazywają się oni Kushoujin (倶生神). Niewidoczni dla nas (przynajmniej za życia) siedzą nam przez całe życie na ramionach i spisują wszystkie nasze uczynki. Na prawym- postać kobieca nazywana Shisei, zapisująca wszystko co złe, na lewym- mężczyzna, Shimei (Gusho-shin), spisujący na użytek trybunału to co dobre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl6F7q4tevI/AAAAAAAAJwY/n8xOj6QxHi4/s1600-h/jpg2105.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 154px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl6F7q4tevI/AAAAAAAAJwY/n8xOj6QxHi4/s320/jpg2105.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5358867866788395762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Scena z Heike Monogatari (oczywiście drzeworyt o wiele późniejszy, tryptyk Yoshitoshiego z 1883) pokazująca śmierć Taira-no-Kiyomori, odmalowanego w eposie w wyjątkowo niekorzystnych barwach modelowego grzesznika. Świetny przykład tego jak nieznacznym przemianom uległ sposób przedstawiania postaci Emmy od czasu jego "importu" z Chin. Brodaty mężczyzna w sile wieku, w nakryciu głowy chińskiego sędziego i długich, zawsze zakrywających stopy chińskich szatach. Zwykle trzyma w ręku buławę- symbol władzy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;42 dzień to wizyta w królestwie Henseio który decyduje o miejscu jakie zajmie podsądny w przydzielonej mu rzeczywistości (czy będzie biedny, bogaty, ładny czy brzydki). Sędzia ten szczególną "opieką" otacza ludzi nie przywiązujących wagi do wypowiadanych słów- kłamców i plotkarzy, jak również pijaków i osoby źle traktujące zwierzęta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;49 dnia- ostatniego z dni 7 dniowego cyklu (późniejsze osądy odbywają się w większych odstępach czasowych) zmarły sądzony jest przez Taizanoo. Sędzia ten określa jaka będzie płeć danej osoby po odrodzeniu i jak długo będzie ona żyła. Ten dzień kończy okres ścisłej żałoby, choć oczywiście niektóre ceremonie żałobne odbywają się jeszcze setnego dnia po śmierci oraz w jej pierwszą rocznicę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciągu całego tego okresu- 7 razy po 7 dni- dusza zmarłego może odwiedzać miejsca w których żyła jednak 50 dnia musi dotrzeć do rzeczywistości w której ma się odrodzić. Ostatnią szansą na zerknięcie na pozostawioną rodzinę jest wizyta w wieży tęsknoty za domem, znajdującej się w domenie króla Byoodoooo (może tak będzie łatwiej 平等王), w której podsądny stawia się setnego dnia po śmierci. Tego dnia rodzina ma ostatnią szansę na podjęcie próby poprawienia losu zmarłego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok po śmierci osądu dokonuje Toshioo a dwa lata po niej dusza trafia do piekła którym rządzi Gotoutenrinoo. Tu, po wszystkich karach i torturach, zapada wyrok o miejscu ostatecznego odrodzenia. Zmarłemu podaje się herbatę zapomnienia po czym następuje jego odrodzenie w miejscu i formie na jakie został skazany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto zwrócić uwagę na to że piekła którymi rządzą poszczególni sędziowie są co prawda miejscem kary, ale jest to kara doraźna i raczej krótkotrwała. Prawdziwe żniwo swoich uczynków każda istota zbiera dopiero po odrodzeniu które- jeśli zebrało się odpowiednio złą karmę- może nastąpić w jednym z opisanych wcześniej piekieł z wizji Genshina lub którymkolwiek z bodaj 140 różnych- gorących i lodowatych, małych i wielkich piekieł pojawiających się w tradycji buddyjskiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6775008842492330762?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6775008842492330762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/dziesieciu-sedziow-piekie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6775008842492330762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6775008842492330762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/dziesieciu-sedziow-piekie.html' title='Dziesięciu sędziów piekieł'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl6F7q4tevI/AAAAAAAAJwY/n8xOj6QxHi4/s72-c/jpg2105.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-7478396384166794610</id><published>2009-07-15T02:36:00.000+02:00</published><updated>2009-07-15T18:07:01.917+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jizo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Datsue-ba'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sanzu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piekło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Keneo'/><title type='text'>Nad brzegiem rzeki Sanzu</title><content type='html'>Rzeka Sanzu, podobnie jak i wiele innych mitycznych rzek, istnieje w rzeczywistości. Gdyby chcieć być dokładnym to istnieje pięciokrotnie- w Japonii znajduje się co najmniej pięć "prawdziwych" rzek o tej nazwie. Ta przynajmniej w części mityczna, będąca odpowiednikiem greckiego Styksu znajduje się w okolicach leżącej w wygodnym oddaleniu od cywilizacji góry Osore (dosł. "strasznej góry"), w jednej z trzech japońskich "ziem świętych", będącej w rzeczywistości nie tyle pojedynczym szczytem, co rodzajem wulkanicznego pustkowia z wieloma dziwacznymi formacjami skalnymi. Miejsce to jest- nawet jak na standardy japońskie- aktywne pod względem wulkanicznym, pełne gorących źródeł z "wodą" zabarwioną na możliwie nienaturalne kolory- od kanarkowej żółci po krwawą czerwień. Tym wiecznie wrzącym kotłom nadano nazwę "jigoku" czyli mówiąc wprost- piekieł. Przez taką okolicę  płynie nieduża- najmniejsza z pięciu i "jedyna prawdziwa" rzeka Sanzu (三途の川 Sanzu-no-kawa), biorąca swój początek w pobliskim jeziorze Usoriyama. Brzegi rzeki spina ozdobny, czerwony mostek. Najdalej wysunięta na zachód część Osorezan- zatoka Hotoke-ga-Ura (仏ヶ浦), ze skałami przypominającymi posągi buddów, ma być miejscem z którego dusze sprawiedliwych udają się do raju Amidy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście w tego rodzaju otoczeniu nie mogło zabraknąć świątyni. W tym przypadku jest to bodaiji 菩提寺, należąca do sekty Soto. Nazwą bodaiji (czy bodhi) określa się przybytki poświęcone trosce o zmarłych. Świątynie tego typu zwykle należą do jednej rodziny czy klanu, stając się z czasem rodzajem rodowego mauzoleum, miejsca pełniącego funkcję nie tylko religijną ale i propagandową, co zresztą nie zawsze wychodziło przybytkom na zdrowie. Sam trzon słowa- bodhi czy bodai (菩提)- pierwotnie odnosił się oczywiście do stanu satori ale z czasem zaczęto go używać na określenie zabiegów mających na celu zapewnienie spokoju duszom zmarłych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do tematu: Sanzu nazywa się "rzeką trzech przepraw", ponieważ przez mityczną (czy "nadnaturalną") jej wersję można się przeprawić w zaświaty na trzy sposoby. Dusze zmarłych dokonują tego siódmego dnia po śmierci, po pierwszym z siedmiu sądów jakie ich czekają przed ponownymi narodzinami. Ci, którzy wypełniali dobre uczynki i których pierwszy sędzia- Shinko-o- uznał za niewinnych, przechodzą lub przejeżdżają mostem ozdobionym siedmioma cennymi substancjami, strzeżonym przez  Jizo Bosatsu. Ludzie którzy nie byli ani szczególnie dobrzy ani przesadnie źli przechodzą przez dość wygodny bród. Złych czeka przeprawianie się przez głębiny pełne obrzydliwych wężopodobnych stworów. Japońskie przysłowie mówi "Jeśli bierzesz zbyt dużo pieniędzy, utoniesz w Sanzu". Oczywiście jeśli nie żyło się wystarczająco długo żeby w jakikolwiek sposób wpłynąć na kształt karmy, nie da się ocenić ciężaru ewentualnych win, stąd duchy nienarodzonych dzieci błąkają się nad brzegiem. Pilnująca przejścia demoniczna starucha- Datsue-ba (奪衣婆, "starucha która odziera z ubrania") doradza im budowanie pagód, stup (co prawdopodobnie jest nawiązaniem do przeświadczenia o błogosławionym wpływie jaki miało budowanie stupy na karmę) bądź kopczyków z kamieni po których będą mogły wspiąć się do raju, po czym sama lub w towarzystwie innych demonów złośliwie niszczy te prowizoryczne budowle. Jedynym który może wybawić dzieci jest opiekun dusz- Jizo bosatsu. Jizo chowa dzieci w fałdach swojej mnisiej szaty (stąd popularny japoński zwyczaj ubierania statuetek Jizo w dziecięce ubranka- bothisatwa ma móc przekazywać je dzieciom znajdującym się pod jego opieką).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl1AEzOyjgI/AAAAAAAAJvw/SnfYOL95XNk/s1600-h/Mitsunobu_Sanzu_River.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 308px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl1AEzOyjgI/AAAAAAAAJvw/SnfYOL95XNk/s320/Mitsunobu_Sanzu_River.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5358509582856654338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na drugim brzegu rzeki Datsue-ba odziera grzeszników z szat lub- jeśli mają nieszczęście przybyć w zaświaty nago- ze skóry (ciekawe jak świetnie starożytni potrafili odczytać intencje tak prawników jak i kobiet) po czym jej mąż- Keneō (懸衣翁) wiesza łup na gałęzi drzewa. Ugięcie gałęzi ma być odpowiednikiem wagi grzechów a piekielna para doraźnie wymierza karę zależną od przewin. Złodziejom łamią paluchy i wiążą głowę do stóp, kobietom które pozwoliły by ich krew spadła na ziemię i tym samym sprawiła że ta stała się nieczysta każą pić krew słowem- pełnią funkcję którą w naszym kręgu kulturowym wyobraźnia ludowa przydzieliła co mniej ważnym diabłom podszczypującym karczmarkę "bo nie dolewała" (malowidło z kościółka w Słopanowie) . Co ciekawe Datsue-ba była nie tylko demonem- oprawcą ale też i dobroczynną boginią która, według starożytnych i średniowiecznych wierzeń, opiekowała się tez porodami a przychodzącemu na świat człowiekowi przydziela jego skórę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co roku, między 22 a 24 lipca, w Osorezan odbywa się wielki festiwal podczas którego media- niewidome szamanki nazywane Itako- komunikują się ze światem zmarłych. Wszystkie one używają niemal martwego dialektu Tsugaru. W niewielkich, ustawionych rzędem namiotach przyjmują dziennie po trzy- cztery tysiące osób. Oczywiście obrzędy szamańskie mają genezę o wiele starszą niż tradycja buddyjska w Japonii i mamy tu do czynienia z nawarstwianiem się wierzeń ale to już- jak pisał pewien Anglik- całkiem inna bajeczka...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-7478396384166794610?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/7478396384166794610/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/nad-brzegiem-rzeki-sanzu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7478396384166794610'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/7478396384166794610'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/nad-brzegiem-rzeki-sanzu.html' title='Nad brzegiem rzeki Sanzu'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sl1AEzOyjgI/AAAAAAAAJvw/SnfYOL95XNk/s72-c/Mitsunobu_Sanzu_River.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-8066258477535947408</id><published>2009-07-12T01:10:00.001+02:00</published><updated>2009-07-15T04:44:30.268+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piekło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Genshin'/><title type='text'>Piekła japońskie</title><content type='html'>Jeśli chodzi o uporządkowanie wizji infernalnych rolę Dantego w kulturze japońskiej  pełni Eshin Sozu, znany również pod imieniem Genshin. Ten mnich buddyjski z X wieku, jeden z ważniejszych przedstawicieli sekty Tendai około roku 985 napisał słynne Ōjōyōshū (往生要集)- trzytomowego dzieła opisującego rzeczywistość raju Czystej Ziemi oraz- co ważniejsze- bardzo szczegółowymi opisami piekła czy piekieł bo tak zwyczajowo tłumaczy się termin Naraku 奈落. Przekład nie jest on całkowicie adekwatny- piekła buddyzmu nie są miejscem wiecznego potępienia i nawet najgorsze męki nigdy nie trwają w nich wiecznie, a jedynie do wyczerpania karmy która skazała nieszczęśnika na ten czy inny los. Piekła mają być serią gigantycznych, połączonych ze sobą jaskiń. Oczywiście w tekstach buddyjskich znajdziemy najróżniejsze opisy i klasyfikacje piekieł, podziały na piekła gorące i zimne, ja jednak skoncentruję się na opisie Genshina, mimo że pomija on kilka ciekawych piekieł o których wspominają choćby teksty tybetańskie, to pozostaje najważniejszym i wyjściowym dla japońskiej ikonografii związanej z tym tematem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym ma być piekło Sprawiedliwej Odpłaty (sans. Sañjīva). Podłoże tego piekła zbudowane jest z żelaza, nieustannie podgrzewanego wielkimi ogniami. Cierpią w nim wszyscy ci, którzy zniszczyli jakąkolwiek formę życia lub jedli mięso. Grzesznicy tną się w nim nawzajem żelaznymi kleszczami lub atakują ich w nim wysłannicy Emmy, tłukąc i tnąc ciała aż zmienią się one w krwawiącą papkę. Natychmiast po "śmierci" nieszczęśnicy ożywają i tortury zaczynają się od nowa. Pobyt tutaj trwa najkrócej- zaledwie 12,500,000 lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kālasūtra (piekło czarnych lin) to bardzo "stolarska" naraka w której na ciałach potępionych ciesielskimi przymiarami rysowane są czarne linie. Słudzy Emmy tną ciała wzdłuż tych linii gigantycznymi piłami i toporami. Piekło to ma też zamieszkiwać wielki pies z płonącymi zębami który rozrywa ciała grzeszników. Cierpią tu złodzieje i mordercy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Saṃghāta- piekło "miażdżenia". Jak dwa powyższe ma podłoże z rozpalonego żelaza, ale cierpień w nim przysparzają nieustannie zderzające się skały i wielkie, stalowe walce które rozgniatają potępieńców na papkę. W tym piekle pokutują gwałciciele i ci, którzy bili swoich współmałżonków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raurava- piekło krzyków. Cierpiący tu biegają, próbując znaleźć schronienie od gorąca podczas gdy ogień wnika w ich ciała przez dziewięć otworów. Kiedy znajdują jakąkolwiek jamę czy rozpadlinę zamyka się ona i ogień wybucha płomieniami dookoła nich. Genshin umieścił w tym piekle sprzedawców którzy rozwadniali sake. Mają oni znosić 404 choroby a ciała ich kąsają niezliczone insekty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mahāraurava czyli wielkie piekło krzyków. Czasami nazywane też Dhuma Roruva Niraya, piekłem dymu bo zamiast ognia cierpienia zadaje w nim dym. Pokutują w nim ci, którzy utrzymywali się przy życiu dzięki krzywdzeniu innych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tapana- piekło gorąca. Ciała grzeszników przebijane są rozgrzanymi do czerwoności metalowymi włóczniami grubości pnia palmy dopóki ogień nie wychodzi z ich ust i nosów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maha Tapana, nazywane też Patapana. Grzesznicy zganiani są na wzgórza płonącego metalu skąd burza zrzuca ich w dół, na przygotowane płonące pale. Strażnicy tego piekła przebijają ciała trójzębami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie ostatnie, ósme piekło- Avici czyli piekło w którym nie ma miejsca. Grzesznicy są tam upchani "jak nasiona gorczycy w bambusowym pojemniku", wszystko wypełnia ogień a cierpienia trwają bez przerwy. Cierpią tu kapłani którzy niszczyli ołtarze, ludzie którzy mając wodę pozwolili innym umrzeć z pragnienia i dzieci które zabiły swoich rodziców.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-8066258477535947408?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/8066258477535947408/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/do-pieka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8066258477535947408'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/8066258477535947408'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/do-pieka.html' title='Piekła japońskie'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-9127791573697199302</id><published>2009-07-11T01:26:00.000+02:00</published><updated>2009-07-11T01:47:58.506+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szlif'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='togi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='katana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nihonto'/><title type='text'>Tradycyjny szlif głowni japońskiej</title><content type='html'>Tym razem zamieszczam dość stary tekst który swego czasu zdarzyło mi się popełnić na okoliczność wystawy broni japońskiej w budojo. Ponieważ dawne forum seksji kendo SKS Start wydaje się być martwe pomyślałem że po drobnej redakcji przechowam go tutaj. Nie jest wiele wart ale zawsze to kilkadziesiąt minut pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlfSMhjlTHI/AAAAAAAAJp8/TN37zks2IFo/s1600-h/tu108572.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlfSMhjlTHI/AAAAAAAAJp8/TN37zks2IFo/s320/tu108572.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356981394388372594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szlifowanie miecza jest szacownym rzemiosłem i już z racji wieku posiada całe mnóstwo tajników, zarówno jeśli chodzi o historię poszczególnych stylów jak i czysto techniczne “chwyty”. Mimo to na szczeblu podstawowym jest to rzemiosło jak każde inne, w żadnym razie nie wymagające tajemnych praktyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy pewnie czytali nieustannie ponawiane ostrzeżenia o niebezpieczeństwach związanych ze szlifowaniem nihonto przez osoby nieprzygotowane. Skąd apele o konieczności odsyłania miecza do profesjonalnych togishi ? Moim nieskromnym zdaniem wynikają one z faktu niespełniania przez 90 % entuzjastów miecza japońskiego zupełnie podstawowych, zdroworozsądkowych wymagań. Wymagań, których niespełnienie nieodwołalnie i bez żadnych wyjątków MUSI skończyć się niepowodzeniem i zniszczeniem głowni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot- truizm numer 1 : rzemieślnik żeby być skutecznym musi znać swoje narzędzia i materiały z którymi się zetknie, zwłaszcza w przypadku kiedy pracuje z przedmiotami przedstawiającymi wysoką wartość. Brzmi rozsądnie, neh ? Niestety wiele osób chcących zajmować się nihonto (czy to odkuwaniem go czy też szlifem) nie posiada choćby minimum wiedzy na temat przedmiotów swojej fascynacji, podstaw pozwalających odróżnić miecz szkoły Mino od Bizen, ostrze koto od shin-shinto, głownię katany od tachi . Ponieważ szlifowanie jest ingerencją w kształt ostrza wiedza ta jest równie nieodzowna co znajomość przypraw w pracy szefa kuchni. Człowiek który nigdy nie próbował soli nie jest w stanie przyprawić zupy- nie inaczej ze szlifierzem mieczy. Oczywiście- w obu przypadkach można liczyć na łut szczęścia ale mówiąc szczerze wolałbym nie stykać się z rezultatami tego typu praktyk, zarówno jeśli chodzi o zupy jak i miecze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet jeśli kandydat na togishi ma potrzebną wiedzę teoretyczną to- truizm nr. 2 - znajomość teorii nie gwarantuje sukcesu. Podobnie jak w przypadku lekarzy którzy podobno muszą zapełnić cmentarz pacjentami zanim będą godni zaufania, szlifierze zapełniają swój cmentarz zniszczonymi głowniami. Niestety, jest to etap którego nie da się zupełnie pominąć (choć oczywiście zachowując odpowiednią ostrożność można minimalizować szkody).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje jeszcze jedna przeszkoda, nie związana bezpośrednio z osobą togishi za to często mogąca mieć wyjątkowo bolesny wpływ na stan jego konta. Szlifowanie polega na usuwaniu materiału. Rzecz niby oczywista ale mimo wszystko nie bez znaczenia i warta wzmianki. Miecz, zanim odsłonięty zostanie rdzeń (co oznacza na dobrą sprawę jego zniszczenie- jedyne co można wtedy zrobić to opchnąć truchło na allegro i zalać wyrzuty sumienia zakupionym za otrzymane tą drogą fundusze napojem wysokoprocentowym), może być przeszlifowany tylko określoną ilość razy. W przypadku ostrzy historycznych (czytaj: szlifowanego już wielokrotnie, brudnego, zardzewiałego kawałka metalu który nawet nie przypomina miecza) ocena ryzyka jest często rzeczą niemożliwą a co oznacza zniszczenie przedmiotu wartego kilkaset skrzynek piwa nietrudno sobie wyobrazić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście “statystyczny fanatyk", postać równie często spotykana co “zwykły proszek do prania”, nie ma zamiaru zaczynać od zbierania kamieni i szlifowania kawałków metalu tylko rzuca się z miejsca na głęboką wodę czyli dopada historycznej głowni (“Co !? JA nie wyszlifuję ? A od czego niby papier ścierny !”) i.... niszczy ją. Przyczyn jest kilka- pierwszą (choć oczywiście nie jedyną) jest prosty fakt w który  na początku mi samemu strasznie trudno było uwierzyć. Otóż kamienie szlifują inaczej niż papier ścierny. Niezależnie od tego czy napnie się papier na metalowym klocku, przyklei do szklanej płyty czy wykona jakąkolwiek inną ewolucję polecaną na amerykańskich forach internetowych, będzie on zaokrąglał krawędzie. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje, mówiąc szczerze nie mam ochoty na poświęcanie życia badaniu tego fenomenu ale fakt pozostaje faktem: nie jest możliwe osiągnięcie czystej shinogi- ji przy użyciu papieru ściernego o ile nie używa się szlifierki do płaszczyzn. Niestety- szlifierka jest jak rewolucja uciskanych- rozwiązuje jeden problem i w zamian tworzy kolejny, o wiele gorszy. Proces ścierania twardych materiałów nieodmiennie generuje dużo ciepła. W przypadku szlifierek i metalu jest tego ciepła wystarczająco dużo żeby doprowadzić do zniknięcia hamonu lub- w rękach osób naprawdę utalentowanych- miejscowego spalenia głowni.O ile klingi potraktowane papierem ściernym można próbować odratować o tyle te których dopadli wariaci uzbrojeni w szlifierki są w 95 przypadkach na 100 stracone- geometrię ostrza zwykle można jakoś podciągnąć ale kiedy nie ma hamonu całość można wsadzić sobie rytualnie w ... brzuch i przeciągnąć poziomo trzy razy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlfSBWySRxI/AAAAAAAAJp0/1ZRYV6tjH8A/s1600-h/tu108681.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlfSBWySRxI/AAAAAAAAJp0/1ZRYV6tjH8A/s320/tu108681.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356981202518689554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle o najbardziej podstawowych zagrożeniach związanych z amatorskim szlifem- skoro wszystkie żale związane z zagrożeniami i problemami czyhającymi na początkujących togishi zostały wylane- pora przejść do sedna sprawy czyli samego procesu szlifowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieli się on na dwie zasadnicze fazy: kształtowanie (szlif wstępny) i polerowanie czyli shitajitogi i shiagetogi. Jest jeszcze jeden etap- wstępne kształtowanie miecza pilnikami przez kowala (kaijitogi) ale nie zalicza się od do prac togishi- klinga trafia do szlifierza po etapie kaijitogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shitajitogi polega na usunięciu przy pomocy kamieni o grubym ziarnie wszelkich wad (głębokich wżerów rdzy, śladów po kontakcie z ostrzem przeciwnika) i nadaniu klindze własciwego kształtu. Z racji samej ilości usuwanego materiału jest to etap bardzo trudny- błąd może oznaczać nieodwracalne uszkodzenie ostrza. Używa się kolejno kamieni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Arato (o ziarnie plus minus180)&lt;br /&gt;- Binsui (280-320)&lt;br /&gt;- Kaisei (400- 600).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście numery gradacji mają w przypadku kamieni znaczenie orientacyjne. Na tym etapie dopuszczalne jest (co ciekawe nawet przez dość ortodoksyjnie nastawionych mistrzów japońskich) stosowanie kamieni syntetycznych. Ma to swój sens- tak czy tak mamy do czynienia wyłącznie ze ścieraniem stali, nie zachodzą ( a przynajmniej nie powinny zachodzić) żadne reakcje chemiczne pomiędzy kamieniem a stalą. Zupełnie inaczej jest w przypadku drugiej fazy szlifowaniania- shiagetogi. W jej przypadku odczyn użytych skał ma- według ekspertów- spore znaczenie i w dużym stopniu wpływa na efekt końcowy. W tej fazie używane są:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nagura (różne odmiany, od 800-1500)&lt;br /&gt;- Uchigumori (również kilka rodzajów, w większości około 3000)&lt;br /&gt;- Hadori lub hazuya (który jest de facto odmianą uchigumori)&lt;br /&gt;- Jizuya&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile pierwszy etap był “groźny”dla ostrza ale wymagał raczej uwagi niż cierpliwości i szczególnych umiejętności manualnych w drugim jest dokładnie na odwrót. Praca aż do poziomu użycia hazuya polega na wyjątkowo żmudnym usuwaniu śladów po wcześniejszych kamieniach i stopniowym wydobywaniu wszystkich charakterystycznych efektów obróbki stali- hamonu, hady, ziarna. Hazuya to ostatni kamień którym szlifuje się całość głowni- Jizuya nie używa się na hamonie, jest to kamień którego użycie powoduje ciemnienie stali – służyć to ma podkreśleniu kontrastu pomiędzy hamonem a resztą głowni i wydobyciu całego rysunku jihada. Ostatnie etapy obróbki zależą od gustu szlifierza i szkoły do której należy. Wyznawcy “nowej szkoły” używają (po zakończeniu pracy z jizuya) hazuya na samym hamonie, w celu nadania mu sztucznego, białawego odcienia. Praktyka ta- jak nietrudno się domyśleć- prowadzi do podkreślenia hamonu kosztem zatarcia wszystkich subtelności i zmian odcieni stali wewnątrz linii hartu. Podobnie jest z podejściem do polerowania igłą na lustrzany połysk shinogiji, choć tutaj podział między szkołami nie jest tak wyraźny. Polerowanie kończy się użyciem nugui- w tradycyjnym rozumieniu (bo oczywiście obecnie istnieje wiele odmian) zawiesiny tlenków żelaza w oleju mineralnym, dodatkowo przyciemniającej stal poza hamonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy ma sens omawianie sposobów prowadzenia ostrza i innych tego typu technicznych cudów (jak widać tym razem starałem się nie rozpisywać)- ten tekst miał być ledwie zasygnalizowaniem problemu niż próbą choćby wymienienia wszystkich związanych z nim zagadnień więc póki co chyba byłoby na tyle...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-9127791573697199302?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/9127791573697199302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/tradycyjny-szlif-gowni-japonskiej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/9127791573697199302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/9127791573697199302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/tradycyjny-szlif-gowni-japonskiej.html' title='Tradycyjny szlif głowni japońskiej'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlfSMhjlTHI/AAAAAAAAJp8/TN37zks2IFo/s72-c/tu108572.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-4296318269028684230</id><published>2009-07-10T02:47:00.000+02:00</published><updated>2009-07-10T04:57:17.945+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='karp'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tatuaż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kintaro'/><title type='text'>Brama smoków</title><content type='html'>Ostatnimi czasy przymierzam się do zrobienia sobie tatuażu. W gruncie rzeczy nic szczególnego- ot, modny kaprys lub- jak twierdzą niektórzy- jedna z oznak zbliżającego się kryzysu wieku średniego. Przerzuciłem setki fotografii i rysunków szukając wzoru który mógłby stać się "moim". Koniec końców siadłem do Corela i zbierając kawałek stąd, kawałek stamtąd a jeszcze inny wymyślając na poczekaniu ugduliłem co następuje: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlaUAqeak3I/AAAAAAAAJpU/Qt8HC7nTF4M/s1600-h/prev02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 315px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlaUAqeak3I/AAAAAAAAJpU/Qt8HC7nTF4M/s320/prev02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356631545926554482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście natychmiast po ukończeniu szkicu zacząłem zamęczać znajomych swoim dziełem i pytaniami o opinię. Jedni okazali się uprzejmi, inni rozsądni, natomiast pyskata koleżanka po fachu obejrzała toto i spytała: no dobrze, niech będzie, ale dlaczego ryba ? Ty wcale nie kojarzysz mi się z rybą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biorąc pod uwagę moje standardy czystości chyba powinienem być wdzięczny za brak tego rodzaju skojarzeń. Gdyby chcieć poruszać się w kręgu symboliki europejskiej pytanie właściwie wydawałoby się być w pełni zasadnym- ani ja zimny, ani śliski, ani katolik. W naszym kręgu kulturowym ryby pełnią na tyle znikomą funkcję, że  funkcjonują w jej ramach raczej jako bliżej nieokreślona "ryba" niż przedstawiciele konkretnego, rozpoznawalnego gatunku. W świecie wierzeń, legend i symboli japońskich zimnokrwiste stworzenia pełnią o wiele większą rolę a co za tym idzie ich symbolika jest o wiele bogatsza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według zaimportowanej z Chin legendy karp płynący w górę Huang Ho (Żółtej Rzeki) musi pokonać tysiąc kaskad i wodospadów zanim, w trzecim miesiącu wiosny, nie dotrze do największego z nich, nazywanego Bramą Smoków  (chiń. Lung Men, jap. Ryumon Baku). Miejsce to, położone w chińskiej prowincji Hunan, miał stworzyć bóg- cesarz Yu, rozłupując skałę tamującą bieg rzeki. Ryba, której uda się pokonać tą ostatnią przeszkodę ma, według legendy, przeistaczać się w niebiańskiego smoka- jedną z najważniejszych istot mitycznych, władcę deszczów lub też- według innych przekazów- osiągać nieśmiertelność. Karp płynący w górę rzeki (motyw nazywany Koi-no-Takinobori 鯉の滝登り) jest jednym z symboli siły i determinacji, uporczywego i wytrwałego dążenia do pokonywania przeciwności losu. Ponieważ według legendy dopłynięcie na szczyt wodospadu udaje się jednemu karpiowi na sto tysięcy, historia ta miała też być parabolą ludzkiego dążenia do osiągnięcia oświecenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako że chińska nazwa karpia brzmi dokładnie jak słowo "zysk" ( w obu przypadkach "li"), ryba ta jest również symbolem powodzenia i  obfitości. Również jej płodność  nie została pominięta- w Chinach (a co za tym idzie również w Japonii) stała się ona jednym z symboli płodności&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic dziwnego, że symbol karpia związany  z tyloma pozytywnymi cechami, w zmaskulinizowanej kulturze Japonii uważanymi za typowo męskie, stał się też jednym z symboli związanych z Dniem Chłopca. Podczas tego święta, odbywającego się piątego dnia piątego miesiąca, wywiesza się długie, wielobarwne flagi czy rękawy (koinobori 鯉幟) pomalowane tak żeby przypominały wielkie karpie. Czarny, największy, ma reprezentować ojca; kolejny- czerwony to najstarszy z synów. Jeśli w domu jest więcej chłopców, kolejne kolory to niebieski, zielony i fioletowy. Popularna i uroczo bezsensowna dziecięca piosenka związana z tymi flagami brzmi plus minus tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wysoko ponad szczytami dachów są koinobori&lt;br /&gt;Duży czarny karp to ojciec&lt;br /&gt;Mniejsze złote karpie to dzieci&lt;br /&gt;Wyglądają jakby dobrze się bawili płynąc razem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Dniem Chłopca związana jest też postać Kintaro- "Złotego chłopca" z japońskich legend, postaci słynącej z legendarnej siły (jako dziecko miał nie tylko kruszyć skały ale też wyrywać drzewa i ćwiczyć sumo z niedźwiedziami). Jednym z najczęściej spotykanych, klasycznych wyobrażeń Kintaro (również w tradycyjnym tatuażu japońskim, co świetnie pokazuje choćby znakomity album Sandi Fellman) jest to, ukazujące go walczącego z gigantycznym karpiem- istotą będącą uosobieniem siły i jako taką jedną z niewielu "godnych" pojawienia się w zestawieniu z herosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie z racji rzekomego stoicyzmu z jakim ryba ta leży na desce oczekując śmierci miała być symbolem samuraja... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samuraja nigdy nie jadłem ale karpie mimo imponującej symboliki strasznie śmierdzą mułem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-4296318269028684230?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/4296318269028684230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/brama-smokow.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4296318269028684230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4296318269028684230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/brama-smokow.html' title='Brama smoków'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlaUAqeak3I/AAAAAAAAJpU/Qt8HC7nTF4M/s72-c/prev02.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-4930058227282395230</id><published>2009-07-09T00:30:00.000+02:00</published><updated>2009-07-10T05:17:57.201+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='erotyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heinan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kimono'/><title type='text'>Erotyczne rękawy</title><content type='html'>Erotyka japońska "nie lubi" nagiego ciała- podobnie jak za odpychające uważała je Sei Shonagon. Człowiek nagi odarty jest z wszystkich atrybutów które mogły czynić go zajmującym i dla estetów tak epoki Heinan jak i późniejszych równie atrakcyjny co dla nas odarty z mięsa szkielet. To niepowtarzalna, wykonywana w jednym egzemplarzu szata współtworzyła aurę otaczającą daną osobę. Od doboru materiału po krój- wszystko świadczyło o upodobaniach właściciela, ukazywało prawdę o nim w stopniu o wiele większym niż ciało, na którego kształt nie miał wpływu. Jak wspomina T. Screech, pisząc o erotyzmie epoki Edo: "Erotyczny charakter faktury i wyglądu szlachetnego materiału był niewspółmiernie duży,; mógł przerastać podniecenie powstałe przy dotyku skóry, zwłaszcza odkąd o dobrą tkaninę było trudniej niż o dobrą skórę. "&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szaty stanowiły składnik tożsamości danej osoby w stopniu o wiele większym niż miało to miejsce w Europie. Nieużywana odzież zwisała na parawanach, będąc równocześnie elementem dekoracyjnym i znakiem obecności właściciela, elementem jego aury wypełniającej pomieszczenie. Doprowadziło to wreszcie do powstania parawanów- zastępników, na których już nie wieszano szat, ale malowano "udawane". Dalekim echem roli jaką pełniła szata był zwrot "kupować rękawy" który pod koniec XVIII wieku był eufemizmem określającym zatrudnianie kurtyzany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlaOXevsAOI/AAAAAAAAJpM/jKU1XMXKxoA/s1600-h/kimono.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 306px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlaOXevsAOI/AAAAAAAAJpM/jKU1XMXKxoA/s320/kimono.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356625340844998882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając pamiętniki dam dworu z epoki Heinan, pełne ikry opisy gry jaką prowadziły ze swoimi partnerami kobiety z otoczenia cesarzowej, wyjątkowo łatwo zapomnieć o warunkach w jakich musiała się ona toczyć. Większość rozmów odbywała się bez kontaktu wzrokowego- dama dworu niemal zawsze ukryta była za zasłoną, kotarą, parawanem. Jedynym na co mógł liczyć potencjalny partner był widok rękawów szaty czy zarysu postaci. Sei Shonagon opisuje, jak damy z otoczenia cesarzowej bawiły się odgadywaniem tożsamości mężczyzn pełniących służbę z odgłosu ich kroków. W sytuacji niemal całkowitego oddzielenia płci zakochiwano się z podziwu godną zapalczywością nie tyle w rzeczywistych partnerach, co w stworzonym na podstawie dość skąpych informacji obrazie tego jak powinni wyglądać. Wnioskowano na postawie koloru papieru dobranego do korespondencji, charakteru pisma, doboru roślin które dołączano do listu, wreszcie- spekulowano na temat możliwych wad i zalet na podstawie koloru szat, rodzaju ich zdobień ba- nawet sposobu ułożenia. Damy wybierające się na spacer po mieście wystawiały poza zasłony okna powozu (piesza wycieczka była oczywiście rzeczą nie do pomyślenia) rękaw. Zwyczaj ten nazywano "idashiginu"- wypuszczaniem szaty. Rękaw stawał się nie tylko wizytówką ale wręcz surogatem widoku obiektu uczuć. Rytuał ten musiał być dość ważny, skoro doprowadził do powstania asymetrycznych szat- niewygodnych, prawdopodobnie nieustannie przesuwających się podczas "normalnego" noszenia ale świetnie nadających się do prezentacji podczas spacerów. Dziś podobną funkcję wabika pełnią wysuwające się "przypadkiem" stringi. Tempora mutantur... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rola rękawów w konwencjach miłosnych epoki oczywiście nie zamyka się na funkcji wabika. Służą one jako prowizoryczna zasłona twarzy, poduszka, materiał piśmienniczy (odcinanie pod wpływem nagłego impulsu kawałka rękawa i pisanie na nim poematu uważane było za bardzo eleganckie), wreszcie- z denerwującą regularnością- służą jako chusteczka czy raczej, biorąc po uwagę rozmiar, ręcznik do otarcia łez. Zwrot "aż zupełnie przemoczył rękawy swej szaty" powtarza się w prozie i poezji aż do znudzenia. W "Heike Monogatari" jest chyba najczęściej powtarzającą się frazą. Mokre od łez rękawy to ulubiony obraz mający podkreślić ogrom cierpienia a równocześnie karta zgrana tak bardzo, że nie tylko nie spełniająca pierwotnego zadania, ale po którejś setce powtórzeń nabierająca cech humorystycznych (koniec końców ile razy  można z poważną miną czytać "... po czym przemoczył rękawy swych szat"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście w większości przypadków rzeczywistość nie mogła sprostać oczekiwaniom niczym nie krępowanej wyobraźni, ale też konsekwencje ewentualnego rozczarowania  nie były szczególnie poważne. Związki pomiędzy dworzanami były- w najlepszym razie- luźne i mimo tego, iż konwencja wymagała wzniosłych deklaracji o trwałości uczucia, niewiele z tych romantycznych romansów miało przetrwać dłużej niż kilka schadzek. Idealny kochanek nie był wzorem stałości uczuć, co więcej- termin irogonomi, stosowany chociażby w odniesieniu do literackiego ideału stworzonego przez Murasaki Shikibu- księcia Genji i określający postawę jaką winien przyjmować dworny kochanek nie zawiera choćby cienia aluzji do stałości. Wręcz przeciwnie, oznaczając "umiłowanie piękna" sugeruje raczej aprecjację piękna nie-jednostkowego, nieustanne i nigdy nie kończące się poszukiwanie obrazu piękna w każdym jego możliwym przejawie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-4930058227282395230?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/4930058227282395230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/erotyczne-rekawy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4930058227282395230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/4930058227282395230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/erotyczne-rekawy.html' title='Erotyczne rękawy'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/SlaOXevsAOI/AAAAAAAAJpM/jKU1XMXKxoA/s72-c/kimono.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5708843551984542181.post-6621846163743581034</id><published>2009-07-08T15:41:00.000+02:00</published><updated>2009-07-10T02:45:33.288+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='buddyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Japonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mudra'/><title type='text'>Mudry</title><content type='html'>Jednym z największych problemów podczas poznawania ikonografii dalekiego wschodu jest konieczność odrzucenia oswojonych, dobrze znanych schematów działania ikonografii europejskiej. Pozbycie się nawyków odczytywania kolorów, wzajemnych układów postaci czy wreszcie gestów. Rzecz o tyle trudna, że są one wrośnięte w świadomość, ich użycie jest "naturalne", niemal  instynktowne. Po przeniesieniu na teren ikonografii japońskiej nic nie pozostaje takim jak było wcześniej, a próby przykładania znajomych kodów kończą się żałosną porażką. Ot- choćby rzecz tak prosta jak gestykulacja. Każda kultura świata ma zbiór typowych i charakterystycznych dla siebie gestów. Większości z nich używamy odruchowo, stanowią część naszego systemu komunikacji. Problemy zaczynają się w momencie kiedy stykamy się z ludźmi spoza naszego kręgu kulturowego. Nagle okazuje się że to co dla nas było gestem pożegnania (dziecięce "pa pa") dla kogoś innego jest najbardziej oczywistym sposobem przywoływania kogoś. Pół biedy, kiedy obie strony są świadome nieprzekładalności znaków lub mają możliwość użycia innych sposobów komunikacji niż niewerbalna- w innej sytuacji może się skończyć ciężkim mordobiciem. Niestety, jeśli chodzi o gesty rytualne- a ikonografia zwykle obfituje w przedstawienia tego rodzaju - sytuacja która już na starcie nie była prosta, ulega dodatkowej komplikacji. Mamy do czynienia nie tylko z gestem codziennym,  znakiem, którego rolą jest przekazanie pewnej - zwykle nieskomplikowanej- treści, ale ze znakiem pod wieloma względami "specjalnym", którego pierwotne znaczenie bardzo często uległo modyfikacji. W przypadku gestów sakralnych bądź magicznych powodem powstania symbolu bardzo często są skomplikowane konstrukcje symboliczne, co sprawia że jakiekolwiek próby "instynktownego" odczytania ich znaczenia z góry skazane są na niepowodzenie, i to nie tylko z racji złożoności koncepcji leżących u podstaw symbolu czy jego "obcości", ale również ich wyjątkowego statusu w ramach kultury w której funkcjonują. Są podwójnie czy potrójnie obce- nie tylko pochodzą spoza naszej kultury- również w ramach kultury która je stworzyła pozostają obce z powodu swojego wyjątkowego, niecodziennego statusu i genezy. Wreszcie na wszystko to nakłada się jeszcze upływ czasu- drobny szczegół który sprawia że nawet gesty naszych pradziadków są nam czasem zupełnie obce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze... chciałem o mudrach a zaczynam odpływać i truć nie wiadomo o czym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ab ovo: mudry to gesty symboliczne wywodzące się z hinduizmu, później przejęte przez buddyzm. Są jednym z sześciu głównych rodzajów symboli występujących w ikonografii buddyjskiej (pozostałe to mandale, asany, trony, aureole i różnego rodzaju atrybuty i akcesoria). Pierwotna etymologia terminu nie jest znana. We wczesnej post-weddyjskiej literaturze słowo mudra związane jest z koncepcją pieczęci czy znaku przez nią pozostawianego. W języku pali termin którym określa się mudrę- muddika- związany jest z pojęciem autorytetu, sugerujące połączenie jakie zachodzi pomiędzy znakiem (w tym przypadku układem dłoni lub rąk) a bóstwem z którym ów znak jest związany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze wyobrażenia Buddy pojawiły się około 2 wieku n.e. Początkowo powtarzało się w nich zaledwie kilka mudr ale ich ikonografia była bardzo płynna. Z czasem uległa rozbudowaniu i kodyfikacji- Mahavairocana sutra z 7 wieku wymienia 130 oddzielnych mudr: 31 używanych w przedstawieniach "Wielkich Buddów", 57 odpowiadających ważniejszym bóstwom i 45 pomniejszym bytom. Od tego czasu, wraz z rozpowszechnianiem się i rozwojem buddyzmu powstała ogromna liczba wariantów. Nie wiem czy istnieje jakiekolwiek opracowanie dotyczące wszystkich istniejących symboli tego typu- podejrzewam że nie. Na potrzeby zwykłego aficionado wystarczy znajomość kilku podstawowych, pozwalająca na zorientowanie się who is who w większości przedstawień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mudra nauczania&lt;/span&gt; (Tenbōrin-in, mudra ukazania Dharmy)- mudra związana z nauczaniem prawd wiary, ma być gestem użytym przez historycznego buddę podczas pierwszego kazania po osiągnięciu oświecenia. Prawa dłoń na wysokości piersi, wnętrzem na zewnątrz, palec wskazujący i kciuk stykają się tworząc kółko, pozostałe palce wyprostowane. Zwykle występuje w przedstawieniach Dainichi Nyorai oraz Shaka Nyorai, chociaż nie ogranicza się do nich. Nie wspomniałem wcześniej- terminem używanym na określenie mudry w Japonii jest "in", stąd Tenbōrin-in, Semui-in, Seppou-in itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mudra uśmierzenia strachu&lt;/span&gt; (Semui-in, mudra "nie obawiaj się")- gest który Shaka Nyorai miał wykonać natychmiast po osiągnięciu oświecenia. Znak braku obaw i zapewnienia opieki. Często wiąże się go z historią o ujarzmieniu rozwścieczonego słonia- budda miał wykonać ten gest zaatakowany przez celowo spojonego alkoholem słonia po czym zwierze oddało mu hołd. Wraz z yogan-in jest elementem Tsuubutsugyou (dosł. formy przedstawiania właściwej dla buddów) i jako taka nie jest specyficzna dla żadnej postaci. Prawa dłoń skierowana palcami ku górze, wnętrzem na zewnątrz (plus minus jak gest policjanta zatrzymującego ruch).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mudra powitania&lt;/span&gt; czy przyjęcia (Yogan-in)- spotykana raczej w przedstawieniach stojących. Prawa (w niektórych układach lewa) dłoń skierowana palcami w dół, wnętrzem do widza. Znak spełnienia życzeń tych którzy przyjmują nauki buddyzmu. Związana z Kasyapą- jednym z siedmiu buddów przeszłości, bezpośrednim poprzednikiem Shaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mudra dotknięcia ziemi&lt;/span&gt; (Gōma-in)- Gest którym Shaka miał wezwać niebo i ziemię na świadków swego zwycięstwa nad Marą. Zwykle występuje w przedstawieniach w pozycji siedzącej. Prawa dłoń z wyciągniętym palcem wskazującym skierowana ku ziemi, lewa otwarta, rozluźniona, wnętrzem ku górze tak jakby podtrzymywała miseczkę (w niektórzych przedstawieniach rzeczywiście trzyma miskę żebraczą). Jedna z najbardziej popularnych mudr w sztuce Azji, chociaż akurat w Japonii mało powszechna. Związana z przedstawieniami Ashuku Nyorai&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mudra medytacji&lt;/span&gt; (Zenjō-in)- chyba najlepiej znana mudra. Lewa dłoń otwarta, ułożona poziomo, wnętrzem w górę, na niej spoczywa prawa. Kciuki stykają się czubkami. Lewa symbolizuje świat ułudy, prawa- oświecenie. Według tradycji to mudra którą przyjął Shaka medytując pod drzewem bodhi. W sztuce japońskiej związana z przedstawieniami Shaki Nyorai, Dainichi Nyorai i Senju Kanon. W Azji często łączona z Amida Nyorai, w ikonografii japońskiej jest on przedstawiany z dłońmi w nieco innej mudrze- Mida no Jōin będącej właściwie nie spotykaną na innych terenach mudrą medytacji. Dłonie ułożone są jak w Zenjō-in, ale palce wskazujące obu dłoni stykają się z kciukami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mudra dyskusji&lt;/span&gt; (Raigō-in, mudra nauczania)- prawa dłoń skierowana ku górze, lewa w dół, obie do zewnątrz. Palec wskazujący styka się z kciukiem, pozostałe palce wyprostowane. Często związana z Amidą chociaż zdarzają się również przedstawienia uczniów Buddy z dłońmi ułożonymi w ten sposób. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mudra sześciu żywiołów&lt;/span&gt; (Chiken-in, inaczej też mudra najwyższego oświecenia- Kakushō-in)- mudra charakterystyczna dla koreańskich i japońskich przedstawień Dainichi Nyorai. Prawa dłoń obejmuje wyciągnięty w górę palec wskazujący lewej ręki, symbolizując pięć ziemskich żywiołów (ziemia, woda, ogień, powietrze i metal bądź drewno) połączonych z szóstym- duchową świadomością.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5708843551984542181-6621846163743581034?l=hototogitsu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hototogitsu.blogspot.com/feeds/6621846163743581034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/mudry.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6621846163743581034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5708843551984542181/posts/default/6621846163743581034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hototogitsu.blogspot.com/2009/07/mudry.html' title='Mudry'/><author><name>Marcin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06432035332566353716</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_jA36_CZLl-k/Sy7zfr1cqxI/AAAAAAAAMjE/52xOUbn2DsA/S220/a_logo02.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
